• Wpisów: 1465
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:06
  • Licznik odwiedzin: 318 492 / 2082 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/L4o5-f6dGAg

Limmaniel przedzierała się przez leśną gęstwinę z łukiem w dłoni. Wymknęła się z domu jeszcze przed śniadaniem, kiedy nikt nie mógł zobaczyć jej, wychodzącej frontowymi drzwiami, a nie jak poprzedniego dnia - przez okno. Uśmiechnęła się, docierając do jaskini i strzałę wsunęła z powrotem do kołczanu, a łuk przerzuciła przez ramię. Rozejrzała się, szukając wzrokiem smoka i krzyknęła, kiedy stworzenie wyskoczyło z zarośli wprost na nią. Smok zawarczał głucho, ale warkot przeszedł w niski pomruk, kiedy stworzenie zorientowało się kogo atakuje. Limmaniel roześmiała się, kiedy jaszczur przejechał jej po twarzy szorstkim językiem i pozbierała się z ziemi.
- Przyniosłam ci mały smakołyk. - odezwała się, wyjmując z torby dwa upolowane po drodze zające. Smok natychmiast się nimi zajął, a elfka ułamała dla siebie kawałek chleba. Z domu wybiegła bez śniadania, zabierając tylko potrzebne jej rzeczy.Uśmiechnęła się. Już po drugim dniu obserwacji wyciągała wnioski. Wszyscy, którzy mieli do czynienia ze smokami, rzucali się na nie z mieczami, łukami i toporami, krzycząc "Bestia!". Tymczasem stworzenia te miały cokolwiek miłe usposobienie. W towarzystwie swojego smoka elfka spędzała już drugi dzień. Nie okazywała mu wrogości, nie wyciągała reki po broń, a on odwdzięczał jej się tym samym.
Limmaniel opiekała nad ogniskiem zajęcze mięso, pogryzając przy tym chleb ze smalcem. Zbliżała się pora obiadu. Czy naprawdę jeszcze nie odkryli jej nieobecności? Elfka roześmiała się, kiedy smok trącił ją łbem.
- Nic z tego, upoluj sobie własny obiad. - odezwała się, gładząc go po pokrytej łuską szyi. - Dziękuję, że mi pomagasz, nawet jeśli nie jesteś tego świadom. Dzięki tobie w końcu mam okazję obserwować z bliska wasz gatunek, a to... Wiele dla mnie znaczy. - smok mruknął w odpowiedzi, jakby chciał jej powiedzieć, ze wszystko rozumie.

Limmaniel siedziała tuż przy swoim smoku, rysując z bliska jego dumne ciało. Miała go jak na dłoni, razem ze wszystkimi szczegółami anatomicznymi, o których do tej pory mogła jedynie marzyć. Smok warknął znudzony, po czym jednym susem znalazł się w zaroślach. Elfka spojrzała w ślad za nim i powoli wstała, odkładając szkicownik. Zaśmiała się, kiedy stworzenie wypadło z powrotem na polanę i podskoczyło kilka razy, niczym żądny zabawy szczeniak. Limmaniel odrapała do po cienkiej skórze pod szyja, wywołując u niego długi pomruk zadowolenia. Zaraz potem smok trącił ją pyskiem i wepchnął sobie na grzbiet, niemal od razu wzbijając się w powietrze.
Elfka krzyczała jakby żywcem obdzierana ze skóry kiedy smok wznosił się coraz wyżej. Kurczowo czepiała się kołnierza wokół jego szyi, słysząc jedynie huk powietrza wokół. W końcu, kiedy smok wyrównał lot, odważyła się otworzyć oczy. Lecieli nad lasem sosnowym Nargothrondu. Limmaniel usiadła wygodniej na grzbiecie smoka. Wiatr szarpał jej włosami na wszystkie strony, ale nie przeszkadzało jej to w niczym.
Rozejrzała się z zachwytem. W dole widziała całe królestwo Nargothrondu, a nawet las Brethil. W oddali dostrzegła tez Doriath. Przelatywali teraz nad domem, w którym się zatrzymali i Limmaniel wychyliła się bardziej. Na łące za domem siedziała Katrin w towarzystwie Legolasa. Elfka uśmiechnęła się. Aragorn leżał w trawie kawałek dalej, głaszcząc leżącego mu na brzuchu iskrzyka. Elronda nigdzie nie zauważyła, więc pewnie był na tarasie, którego z tej perspektywy nie mogła dostrzec. Smok mruknął z zadowoleniem, kiedy Limmaniel poklepała go po szyi.
- Ale proszę powoli i bez szaleństw. - odezwała się. - Dobrze? A w ogóle to... Dokąd mnie zabierasz? - jaszczur wydał z siebie długi, wysoki dźwięk. Limmaniel skrzywiła się, przykładając dłoń do ucha i podniosła wzrok. Wstrzymała oddech, widząc przed sobą bezkres lazurowej morskiej toni. Nigdy nie widziała morza. Białą Przystań oglądali jedynie ci, którzy odpływali do Amanu, do Krain Nieśmiertelnych. A ona wcale się tam nie spieszyła. Smok zniżył lot, muskając łapą i końcem ogona taflę wody, a elfka wychyliła się dalej. Uśmiechnęła się, widząc swoje odbicie w wodzie.
Smok zatoczył ogromny łuk, żeby znów zawrócić ku lądowi i przymierzył się do lądowania w wysokiej trawie na wybrzeżu. Limmaniel znów wychyliła się ponad łbem i krzyknęła, lądując na ziemi. Musiała wychylić się aż za bardzo. Pozbierała się i rozchyliła sięgające jej do pasa źdźbła trawy, szukając smoka. Stanęła jak wryta, widząc, że ogromne zwierzę tarza się w trawie z zadowoleniem pomrukując.
Siedziała tuż przy brzegu morza, oparta o bok smoka, w zamyśleniu wpatrując się w odległy horyzont.
- Odstawisz mnie teraz do domu? - spytała, spoglądając na jaszczura. - Powinnam już wracać. - smok mruknął w odpowiedzi. Chwilę potem wzbił się w powietrze z Limmaniel kurczowo uczepioną kołnierza u jego szyi.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków