• Wpisów: 1434
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 20:19
  • Licznik odwiedzin: 315 148 / 2025 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/m9N9MewJde0

Limmaniel natychmiast wyjęła z torby szkicownik i rysik, zabierając się za rysowanie smoka w całej okazałości. Starając się zachować jak największą ostrożność podeszła bliżej. Wtedy właśnie pod jej stopą trzasnęła gałązka. Smok nadstawił uszu, kierując wzrok prosto na nią. Elfka natychmiast zerwała się z ziemi, kiedy stworzenie ruszyło w jej stronę. Cofała się, dopóki nie poczuła za plecami pnia drzewa, a wtedy wbrew sobie wyciągnęła wolną rękę ku sztyletowi w pochwie. Smok zawarczał głucho. Limmaniel wyszarpnęła ostrze zza pleców, po to, żeby zaraz odrzucić je między drzewa. Wsunęła szkicownik pod pachę, powoli wysuwając z pochwy miecz, który zaraz tez wylądował na ziemi z brzękiem. Smok mruknął, znów zbliżając się do niej.
- Ty nie chcesz mnie zabić... - wyszeptała elfka. - Prawda? - stworzenie tylko mruknęło gardłowo, trącając ją ogromnym pyskiem. Elfka krzyknęła, cofając się dopóki nie wpadła na kolejne drzewo.
- Nie, nie... - odezwała się. - Czekaj. Ja... Ja nie mam dla ciebie nic do jedzenia. - smok jeszcze chwilę wpatrywał się w nią wyczekująco, a potem - straciwszy zainteresowanie - odszedł. Limmaniel odetchnęła, starając się uspokoić serce, przegoniła fale mdłości i opadła na ziemię pod drzewem, opierając się plecami o pień. Zaraz potem zgarnęła z ziemi ostrze, a wsunąwszy je z powrotem do pochwy, pobiegła za smokiem.
Znalazła go leżącego w zaroślach tuż przy jaskini. Jaszczur podniósł głowę, kiedy usiadła obok, ale chyba nie miał nic przeciwko jej obecności. Limmaniel uśmiechnęła się, kiedy ostentacyjnie odwrócił się tyłem do niej i spróbowała musnąć palcami jego ogon, a w odpowiedzi smok wydał z siebie gardłowe warczenie. Wobec tego zrezygnowała z prób dotykania doi, poprzestając na rysunkach. wyjęła szkicownik.
Elfka przeciągnęła się, podnosząc wzrok znad notatek. Zachodziło słońce. Przed zmrokiem powinna być z powrotem, jeśli nie chciała, żeby ktoś zauważył jej nieobecność. Limmaniel westchnęła. Łudziła się, że nikt niczego nie zauważył. Podniosła głowę na smoka, spożywającego upolowanego wcześniej jelenia i zamknęła oprawioną w skórę księgę.
- Wrócę, jak będę mogła. - odezwała się, patrząc na jaszczura i skierowała się w głąb lasu. Nie zaszła daleko, bo w miejscu zatrzymało ją gardłowe mruknięcie. Powoli odwróciła się i odetchnęła głębiej, widząc tuż za sobą swojego smoka. Wyciągnęła ku niemu dłoń. W pierwszym odruchu zawarczał głucho, ale potem sam wyciągnął szyję ku elfce. Limmaniel zamknęła oczy, szykując się na utratę kilku palców, a nawet całej ręki, ale kiedy nic takiego nie nastąpiło, powoli otworzyła jedno oko. Smok patrzył na nią z wyczekiwaniem, położyła więc rękę na jego psyku. Roześmiała się, pozwalając na ujście całego napięcia. Jaszczur odpowiedział jej pomrukiem, po czym odskoczył od niej, znikając w zaroślach.

Limmaniel bez apetytu trącała widelcem to, co miała na talerzu. Kolacji towarzyszyły wesołe rozmowy i głośne wybuchy śmiechu. Karin zaprosiła na posiłek Lindreda i towarzystwo- rozluźnione winem - uznało, że może sobie pofolgować. Elfka patrzyła na nich tylko, nie mając ochoty na zabawę.
- O co chodzi, Limmaniel? - odezwał się Elrond, obejmując elfkę ramieniem. - Może napijesz się z nami?
- Takiemu towarzystwu się nie odmawia, jednak nie, dziękuję. - odpowiedziała elfka z uśmiechem, delikatnie odsuwając od siebie Elronda, muskającego wargami jej usta.
- Wybieracie się jutro w teren? - zagadnął Lindred, dolewając sobie wina. - Jeśli tak, to chciałem was ostrzec, że w okolicy grasuje dość groźny smok. W paszczy jednego z tego gatunku zginął mój ojciec. Nie chciałbym, żeby to samo spotkało któreś z was. - Limmaniel złożyła ramiona na piersi, wyzywająco unosząc prawą brew.
- Czym się naraził temu szlachetnemu stworzeniu? - rzuciła.
- Dobrze wiesz, że smoki to okrutne bestie. - odpowiedział Lindred. - Zabijają każdego, kto stanie im na drodze.
- Nie bez powodu. - w oku elfki błysnął gniew.
- Limmaniel... - odezwał się ostrzegawczo Aragorn.
- Smok nie potrzebuje powodu, żeby zabić. - Lindred zachował spokój. Limmaniel prychnęła tylko.
- Jak widzisz, ja jeszcze żyję. I stoję przed tobą cała i zdrowa, a odkąd tu jestem z wieloma smokami miałam do czynienia. - powiedziała, wyrwała ramie z uścisku Elronda, nawet nie słuchając, co tamten do niej mówi i skierowała swoje kroki na piętro.
- Mamo! - zawołała za nią Katrin, ale elfka nie zareagowała. Chwilę potem w jadalni dało się słyszeć trzaśniecie drzwi jej sypialni.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków