• Wpisów: 1479
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 22:55
  • Licznik odwiedzin: 320 034 / 2112 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/6CJ96LGGP6w

Katrin siedziała na łóżku, usiłując zawiązać sobie gorset, ale przy osłabionych palcach, coś z czym na co dzień radziła sobie całkiem nieźle, urastało do rangi niemal niewykonalnego zadania.
- Pomogę. - odezwał się Legolas, przysiadając obok i wziął w dłonie tasiemki gorsetu. - Uważam, że nie powinnaś jeszcze schodzić na dół. - Katrin jęknęła, kiedy ścisnął jej talię. - Za mocno. - bardziej stwierdził niż zapytał.
- Dosyć mam leżenia w łóżku i bezczynności. - Katrin skończyła się ubierać i pocałowała go w policzek. - Nic mi nie będzie, czuję się świetnie. - Legolas skinął głową, nie do końca przekonany.
- Nie przewróć się, powoli. - upomniał małżonkę elf, kiedy oboje schodzili po schodach i podał jej dłoń, kiedy wchodziła do jadalni. Dziewczyna uśmiechnęła się do Elronda i Aragorna siedzących przy stole i odwzajemniła uścisk matki, kiedy Limmaniel rzuciła jej się w ramiona.
- Widzę, że czujesz się już lepiej Katrin. - odezwał się Aragorn, kiedy jedli śniadanie. Dziewczyna odłożyła sztućce.
- Na tyle dobrze, żeby iść z wami w teren. - oznajmiła.
- O tym nie było mowy. - zaprotestował Legolas, odkładając widelec.
- Nic mi nie jest. Chciałabym wyjść na świeże powietrze, brać udział w badaniach. - powiedziała Katrin. - A robienie notatek zdecydowanie nie przekracza moich możliwości.
- Niech idzie. - odezwała się Limmaniel, zanim Legolas zdążył powiedzieć coś jeszcze. - Wezmę odpowiedzialność za nas obie.
- Nie mogę na to pozwolić, Limmaniel. - powiedział stanowczo Elrond. - Nie po tym co się ostatnio stało... - w pomieszczeniu zapadła cisza. Limmaniel odłożyła sztućce i wytarła dłonie w materiałową serwetę.
- Już o tym rozmawialiśmy Elrondzie. - powiedziała ze spokojem. - nie możesz decydować ani za mnie, ani za Katrin.
- Na litość Eru, Limmaniel! - elf zerwał się od stołu. - Próbuję zapewnić wam bezpieczeństwo!
- O swoje bezpieczeństwo potrafię dbać sama!
- Stając naprzeciw wściekłego smoka?!On mógł cię tam rozszarpać, rozumiesz?! Nie zdążyłabyś dobyć miecza! - Limmaniel wpatrywała się w niego bez słowa. - Wybacz, jeśli cię teraz urażę, ale przy twojej przypadłości powinnaś bardziej skupić się na swoim samopoczuciu. Nie wolno ci się tak forsować, rozumiesz?! Całe szczęście, że jeszcze żyjesz! Nie każdy wychodzi cało ze spotkania ze smokiem, a ja jeszcze nigdy nie spotkałem nikogo, kto szukałby takiego niebezpieczeństwa i dobrowolnie stawał z nim twarzą w twarz. To nierozsądne. A ciebie w ogóle nie powinno tutaj być. - Limmaniel nie odezwała się ani słowem. Chwilę jeszcze wpatrywała się w twarz elfa, aż jej oczy zaszły łzami.
- Byłam przekonana, że... - zaczęła drżącym głosem, ale potem pokręciła głową i przyłożywszy dłoń do ust, wybiegła z jadalni.
- Mniemam, ze wszystko mi teraz wyjaśnisz... - odezwała się Katrin, składając ręce na piersi. - Prawda, Elrondzie?

Limmaniel przeglądała notatki, siedząc na łóżku w swojej sypialni. Po porannej kłótni z Elrondem straciła ochotę na badania i obcowanie ze smokami. Podniosła wzrok, kiedy do sypialni zajrzała Katrin. Dziewczyna stanęła za progiem.
- Wiesz, że Elrond po prostu się martwi. - odezwała się.
- Więc niech przestanie, bo nie o co. - odpowiedziała jej matka, wracając do pracy. Katrin usiadła obok niej.
- On wcale tak nie myśli. - powiedziała. - Wykrzyczał to pod wpływem emocji, ale nie miał na myśli nic złego. On... Powinien ci o czymś powiedzieć. - Limmaniel podniosła wzrok na córkę. - Wiesz co... Jest już za późno żeby szykować kolejną eskapadę do jaskiń, ale możemy pójśc na równiny. Lindred mówił, że można tam łapać iskrzyki. Legolas i Aragorn pójdą z nami.
- Iskrzyki? - powtórzyła Limmaniel.
- To smoki wielkości dłoni, których tutaj jest cała masa. Nie są groźne. Być może to jedyna okazja, aby spreparować smoka? - rzuciła na odchodne Katrin, wstając z miejsca. Limmaniel powiodła za nią wzrokiem.
- Poczekaj! - zawołała, odkładając notatki.
Nie minęło dużo czasu, a obie uganiały się po równinie za niewielkimi, zielonymi smokami, chowającymi się w wysokiej trawie. Limmaniel śmiała się głośno, biegając po łące, choć żadnego jeszcze nie złapała. Legolas uśmiechnął się, patrząc na rozradowaną małżonkę. Aragorn podniósł wzrok znad czytanej książki.
- Myślisz, że Elrond zbierze się w końcu na odwagę? - spytał, spoglądając na elfa. Legolas przerwał struganie drewnianej figurki.
- Myślę, że będzie go to wiele kosztować. - odpowiedział. - Pamiętam, jak w dzieciństwie sporo czasu spędzałem w Rivendell, a Elrond był mi niczym ojciec. Świata poza swoją małżonką nie widział. Elfowie rzadko zakochują się po raz wtóry.
- Mam! - wrzasnęła Limmaniel i Legolas z powrotem przeniósł wzrok na kobiety. Elfka trzymała w dłoniach małego smoka, popiskującego głośno. Katrin podsunęła jej przezroczyste naczynie z alkoholem, a Limmaniel bez wahania włożyła smoka do środka. Stworzenie natychmiast ucichło i znieruchomiało. Elfka uśmiechnęła się, patrząc na spreparowanego iskrzyka, a potem ostrożnie odłożyła do na ziemię. Roześmiała się, padając w wysoką trawę. Katrin zachichotała, kładąc się obok niej. Niemal od razu zainteresowały się nimi smoki.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków