• Wpisów: 1452
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 317 274 / 2054 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/rNdZu0A6Qks

Skupili się jak najbliżej ściany. Zwrócona była na południe i trochę podcięta , podróżni liczyli więc, że ich trochę osłoni od północnego wichru i sypiącego śniegu. Lecz wiatr wirował i dął ze wszystkich stron, a śnieg padał coraz gęstszy. Drużyna zbiła się w gromadkę i przylgnęła plecami do ściany. Niezmierna senność ogarniała Limmaniel. Czuła, że szybko zapada w ciepłą mgłę snu. Zaraz też Elrond nią potrząsnął i elfka ocknęła się z przykrością.
- To pewna śmierć. - zwrócił się elf do Aragorna. - Na nic się nie zda wyczekiwanie tutaj, aż nas śnieg pogrzebie. Musimy przedsięwziąć jakąś próbę ratunku.
- Daj im to. - odparł siedzący z brzegu Aragorn, wydobywając skórzaną manierkę. - Każdemu po łyku, więcej nie trzeba. - puścili manierkę obiegiem. Po jednym łyku gorącego, aromatycznego napoju Katrin poczuła nową siłę w sercu a senne odrętwienie opuściło ją natychmiast. Inni też odżyli, odzyskując otuchę i energię. Limmaniel odetchnęła spokojniej, wpierając głowę na ramieniu Elronda. Śnieg jednak nie zelżał. Wirował gęstszymi jeszcze tumanami, a wicher wył coraz głośniej.
- Jak myślisz, czy nie warto by rozniecić ognia? - spytał Legolas. - Zdaje mi się, że teraz mamy do wyboru śmierć, albo ognisko.
- Rozpal ogień, jeśli zdołasz. - oparł Elrond.
Ale chociaż trzasek i drew dzięki radzie elfka mieli z sobą pod dostatkiem, nie mogli dokonać tej sztuki, by skrzesić płomień wśród szalejącej zawiei i rozniecić ogień z mokrych drew. Wreszcie sama Katrin przyłożyła do tego rękę. Zbliżyła dłoń do chrustu, a zamknąwszy oczy, wyszeptała zaklęcie. W okamgnieniu błysną płomień, a drzewo zajęło się i sypnęło iskrami.
Serca krzepiły się widokiem ognia. Drwa trzaskały wesoło, a choć śnieg tajał pod nogami i rozlewał się w kałuże, radzi grzali ręce nad ogniskiem. Siedzieli pochyleni nad roztańczonymi i buchającymi ciepłem płomykami. Blask ognia padał na zmęczone twarze, wokół jednak noc byłą ciemna i nieprzenikniona. Ale drwa spalały się szybko, a śnieg sypał wytrwale.
Ognisko przygasało, dorzucono już ostatnią wiązkę chrustu.
- Zrobiło się bardzo zimno. - rzekł Aragorn. - Świt musi być bliski.
- Jeśli świt zdoła przebić się przez chmury. - powiedział Legolas.
- Śnie rzednie. - stwierdził Elrond. - I wiatr zacicha.
Zmęczona Katrin patrzyła na płatki śniegu, które wciąż wirowały w powietrzy, błyskając bielą nad dogasającym ogniskiem; dość długo jednak nie mogła dojrzeć oznak przycichania śnieżycy. Nagle, w chwili kiedy ogarniał ją sen, uświadomiła sobie, że wiatr rzeczywiście uspokoił się, a płatki śniegu są większe i znacznie rzadsze. Powoli zaczynało się nieco rozwidniać. W końcu śnieg ustał zupełnie.
Gdy się rozjaśniło, ujrzeli świt cichy i otulony śniegiem. Poniżej ich schronu piętrzyły się białe zaspy, ziały bezkształtne jamy; ani śladu ścieżki, po której wspięli się tutaj poprzedniego dnia. Wyżej nad nimi góry ginęły w zwałach chmur.
- Legolasie, leć no po słońce! - odezwał się Aragorn. Elf uśmiechnął się, wspominając przeprawę sprzed lat przez Caradhras i pocałowawszy małżonkę w policzek pobiegł ku górze. Reszta drużyny czekała zbita w gromadkę. Czas się wlókł. Chmury spłynęły niżej, pojedyncze płatki śniegu znów zaczęły wirować w powietrzu.
Nie minęło więcej jak godzina, gdy ukazał się wracający Legolas.
- Słońca nie przyniosłem! - krzyknął. - Ale przynoszę promyk nadziei. Olbrzymia zaspa piętrzy się tuż za tym zakrętem, lecz nie jest wiele szersza od ściany domu, po drugiej stronie śniegu ubywa, a dalej tyle go ledwie leży il po kostki.
- Szczęście w nieszczęściu! - uśmiechnął się Elrond. - Limmaniel... - odezwał się. Elfka otworzyła oczy i przeciągnęła. - Wyspana?
- Tak. - Limmaniel pokiwała głową.
- A jak się czujesz? Możesz iść dalej? - elfka potaknęła. Legolas podał dłoń Katrin, która oka nie zmrużyła tej nocy i z wdzięcznością przyjęła rękę małżonka. Limmaniel wstała chwiejnie.
Ruszyli znowu, a wchodząc wyżej, stwierdzili, że zgodnie z wiadomościami przyniesionymi przez Legolasa, śnieg leży tam tylko cienką warstwą. Wkrótce stanęli wszyscy znowu na płaskiej półce, nad stromym zboczem. Teraz był już biały dzień. Wychodząc na szczyt, z wysoka patrzyli ku niższym terenom na zachodzie. Daleko, w chaotycznym krajobrazie ścielącym się u stóp góry, kryła się rozległa zielona równina. Katrin była zmęczona. Przemarzłą do kości, była nieprzytomna z niewyspania, a w głowie jej się kręciło na samą myśl o długim i uciążliwym marszu w dół. Mimo to podbiegła na szczyt góry.
- To, mamo, jest Beleriand. - odezwała się, kiedy obok stanęła elfka.
- Już niedaleko do granicy... - uśmiechnęła się Limmaniel.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków