• Wpisów: 1464
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 5 dni temu, 22:38
  • Licznik odwiedzin: 318 431 / 2080 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/QDMFwG8A5SU

Katrin podniosła się do pozycji siedzącej i poprawiła zmierzwione włosy, wyjmując z nich kilka liści.
- Mae govennen (Dzień dobry)... - wyszeptała, muskając palcami policzek Legolasa. Elf uśmiechnął się i usiadł na rozłożonym na ziemi płaszczu. Musnął wargami jej usta, ale dziewczyna położyła mu na ustach palec.
- Szukają nas już pewnie. - powiedziała.
- Masz rację. - Legolas odsunął się od niej i podniósł z trawy płaszcz. - Melisse (Kochanie)... - odezwał się, podsuwając jej ramię, które z wdzięcznością ujęła.
Limmaniel podniosła głowę znad płonącego ogniska, na którym szykowała śniadanie, widząc wychodzących spomiędzy drzew Katrin i Legolasa. Jeden rzut oka na dziewczynę jej wystarczył, żeby wiedzieć, co robiła zeszłej nocy.
- Jesteście w samą porę. - odezwała się. - Gdzie się podziewaliście? - spytała podchwytliwie. Katrin przygryzła wargę.
- Chcieliśmy pobyć trochę sami. - odpowiedział Legolas. - Do późna w nocy rozmawialiśmy, a rano oglądaliśmy jak słońce wstaje.
- Dość intensywne musiały to być rozmowy. - elfka uśmiechnęła się, patrząc wymownie na splątane włosy córki. - Jedzcie, za chwilę ruszamy dalej.

Późnym popołudniem podróżni stanęli u stóp Ered Luin, wpatrując się w górskie szczyty. Zbocza góry były ciemne i groźne, wierzchołek tonął w siwej chmurze. Postanowiono oczywiście wejść na wysoką przełęcz. Ominięcie łańcucha górskiego zabrałoby im zbyt dużo czasu.
- Lękam się złej pogody. - odezwał się Aragorn. - Może spaść śnieg. Musimy tędy pospieszać ile sił w nogach. W najlepszym razie i tak czekają nas dwa dni marszu, nim dotrzemy na przełęcz. Musimy puścić konie. Na nic nie zdadzą się w górach. I ruszać możliwie jak najprędzej, nie marudząc z przygotowaniami.
- Jeśli wolno, dodam jeszcze pewną radę. - powiedział Elrond. - Nim zejdziemy po drugiej stronie na dół,spotkamy pewnie mróz, jeśli nie coś gorszego. Nie pomoże nam krycie się, jeśli wskutek tego zamarzniemy. Jest tu trochę drzew i krzaków, niech więc odchodząc stąd, każdy weźmie na grzbiet wiązkę drewek, ile zdoła unieść. - zakrzątnęli się przy wierzchowcach.
- Katrin... - odezwał się Legolas, stając przy ukochanej, zdejmującej siodło z grzbietu wierzchowca. - Trzymaj się blisko mnie. - poprosił, obejmując ją. Katrin odwróciła się.
- Dobrze. - powiedziała. - Ale nie rozumiem po co o to prosisz.
- Idziemy niebezpieczną drogą. To wąskie półki skalne i śliskie podłoże. Już raz prawie cię straciłem, nie chcę tracić ponownie. Nie wybaczyłbym sobie... - Katrin ucałowała go w policzek.
- Obiecuję. - powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.
Ruszyli w drogę zrazu dość żwawo. Wkrótce jednak ścieżka stała się bardzo stroma i uciążliwa. Wijąc się i pnąc pod górę, niemal znikała miejscami i zagradzały ją tu i ówdzie sterty kamieni. Zimny wiatr kłębił się wśród skał. O zmierzchu dotarli do kolan góry. Wąska ścieżyna tuliła się teraz od prawej strony pod stromą, urwistą skałą, nad którą majaczyła niewidzialna w ciemnościach, ponura ściana gór; po lewej stronie ziała czarna przepaść, bo zbocze opadało niemal prostopadle w głęboki wąwóz.
Mozolnie wspięli się na spadzisty stok i przystanęli u na chwilę. Katrin poczuła na twarzy miękkie dotknięcie. Wyciągnęła ramię i zobaczyła białe płatki śniegu osiadające na rękawie. Przy kolejnym kroku brzeg półki zarwał się pod nią, a dziewczyna z wrzaskiem poleciała w dół, chwytając się krawędzi ścieżki. Szczęściem, Legolas zdołał złapać ją za ramię i chwilę potem przytulił do siebie roztrzęsioną małżonkę.
- W porządku? - spytał, ocierając z jej twarzy mokry śnieg. Katrin w roztargnieniu skinęła głową.
- Tak, tak... - wydyszała. - Wszystko dobrze. - dodała, opierając się drżącą dłonią o ścianę skał. Szli dalej. Po chwili śnieg zgęstniał i wypełnił dookoła powietrze. Limmaniel oparła się o kamienie, czując ucisk w skroniach. Serce waliło jej w piersi. Przed oczami miała mroczki, w ustach czuła krew. Oddychając z trudem, osunęła się po skalistej ścianie do przysiadu.
- Limmaniel... - odezwał się Elrond, obejmując elfkę ramieniem. Tamta spojrzała na niego nieprzytomnie, zamglonymi oczami. Oparła głowę na jego ramieniu, Czuła, że lada moment osunie się w ciemność, choć jej serce walczyło dzielnie.
- Nie można dzisiejszej nocy iść dalej. - powiedział Elrond. - Posuwanie się wprzód nie ma sensu. Nieco wyżej, jeśli mnie pamięć nie myli, ścieżka dobiega spod ściany i prowadzi do płytkiego żlebu u stóp stromego wydłużonego zbocza. Tam nie znajdziemy schronienia...
- Wracać podczas takiej burzy także nie ma sensu. - powiedział Aragorn. - Po drodze nie spotkaliśmy przecież żadnego miejsca, które by dawało lepszą ochronę, niż ta ściana tutaj.
- Limmaniel musi odpocząć. - Elrond pokręcił głową. Elfka wsparta na jego ramieniu posłała towarzyszom mgliste spojrzenie.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego