• Wpisów: 1455
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:12
  • Licznik odwiedzin: 317 440 / 2056 dni
 
abc.atlant
 
Kate po raz ostatni wygładziła nową sukienkę, którą miała na sobie, ostatni raz przejrzała się w lustrze i położyła dłoń na klamce drzwi pokoju. Zerknęła jeszcze w okno. Znowu padał śnieg. Uśmiechnęła się. Tegoroczne święta miały być wyjątkowe i nareszcie prawdziwie świąteczne.
- No, jesteś wreszcie. - odezwała się pani Irena, widząc wchodzącą do salonu dziewczynę. Kate rozejrzała się po pokoju. Na choince paliły się lampki, na środku stołu zastawionego do uroczystej kolacji stały trzy świece. Kate zerknęła na trzeci talerz dla niespodziewanego gościa i znów się rozpromieniła. Zaczynała się noc cudów. I pomyślała sobie wtedy, że miała wyjątkowe szczęście, bo jej cud odnalazł ją trochę wcześniej.
- Gotowa? - pani Irena podała jej śnieżnobiały opłatek i nastawiła w odtwarzaczu płytę z kolędami. Z głośnika popłynęła nastrojowa ”cicha noc”.
- Tak. - odpowiedziała Kate. - Tylko, że zaraz będę płakać. - dodała, ruchem ręki wskazując na odtwarzacz.
- Nie szkodzi. - odpowiedziała nauczycielka. - To co? Czego mam ci życzyć? Spełnienia marzeń? Marzenia się już chyba spełniły. - Kate uśmiechnęła się. - W takim razie radości. Żebyś mi się zawsze pięknie uśmiechała...
- Żebyśmy obie były szczęśliwe. - przerwała jej dziewczyna.
- Otóż to. - pani Irena przełamała się z Kate opłatkiem i mocno uściskała dziewczynę. Kate wtuliła się w kobietę równie mocno. Nareszcie wszystko było na swoim miejscu. Tylko dlaczego w takim razie po policzkach leciały jej łzy? Dziewczyna otarła oczy wierzchem dłoni i pociągnęła nosem.
- Kate? - odezwała się nauczycielka, wypuszczając dziewczynę z objęć.
- Mówiłam, że będę płakać. - Kate odwróciła wzrok i spróbowała się uspokoić, żeby można było usiąść do kolacji.
Wszystko było pyszne. Świąteczne potrawy znikały z talerzy w mgnieniu oka, a makowiec jeszcze szybciej. Kate co raz to zerkała na panią Irenę, jakby chcąc się przekonać, czy to na pewno nie jest sen i czy ona naprawdę siedzi teraz naprzeciwko nauczycielki, jedząc z nią kolację wigilijną. W pewnym momencie wyprostowała się jednak, jakby o czymś sobie przypominając. Przeprosiła, zrywając się od stołu i wybiegła z salonu, a chwilę potem wróciła z gitarą w objęciach. Usiadła na kanapie, zakładając nogę na nogę i przesunęła palcem po strunach. Wzięła głęboki wdech i zagrała. Kolęda była piękna; melodia powolna i magiczna, bardzo oryginalna, choć w zasadzie prosta. Pani Irena z zaciekawieniem słuchała głosu przybranej córki. Ten był czysty i chłodny, niezbyt dobrze wyszkolony, a więc tym bardziej czytelny. A w gruncie rzeczy nieśmiały i czuły.
- Nie wiedziałam, że grasz na gitarze. To było bardzo ładne.  - odezwała się nauczycielka.
- Czasem gram. - odpowiedziała dziewczyna. - Nic specjalnego. Gitarę mam jeszcze po mamie. - wyjaśniła. - Lubię to co niesie ze sobą muzyka. - pani Irena przetarła oczy, które nagle zaszły mgłą. - Tak czy inaczej sandacz wybitny. Dziękuję, że tak mi pomagałaś w kuchni.
- Nic specjalnego. To wszystko dzięki temu, że pani jest taką świetną kucharką.
- Bez przesady, dobrze? Niemniej miło mi to słyszeć. - nauczycielka wytarła dłonie w serwetkę. - Prezenty? - Kate przestała się uśmiechać.
- Są dla mnie prezenty? - spytała niepewnie.
- Jeden. Ale za to duży. - pani Irena wstała od stołu i usiadłszy obok choinki przesunęła w jej stronę porządnie zapakowaną paczkę, z której Kate ostrożnie zdjęła papier. Otworzyła pudełko i podniosła wzrok na nauczycielkę.
- Pomyślałam, że jutro pójdziemy na lodowisko. Żeby jeździć na łyżwach musisz mieć łyżwy. - Kate skinęła głową w zamyśleniu i wsunęła dłoń pod kanapę, skąd wyjęła płaską paczuszkę, którą następnie przesunęła w stronę nauczycielki.
- Nie umywa się do łyżew i to jeszcze figurowych, ale... - pani Irena podniosła prezent z podłogi.
- Nie musiałaś... - odezwała się, zrywając papier z płaskiego pudełeczka, z którego błysnęła do niej srebrna bransoletka. - Dziękuję, jest piękna. - powiedziała. Dziewczyna wstała z podłogi, a kiedy to samo zrobiła pani Irena, bez zastanowienia zarzuciła jej ramiona na szyję.
- Dziękuję... - wyszeptała. - To wszystko naprawdę wiele dla mnie znaczy. - nauczycielka odwzajemniła uścisk. Uśmiechnęła się, tuląc do siebie tę drobną istotkę. Odkąd Kate się do niej wprowadziła każdy dzień przynosił ze sobą coś niezwykłego. Nieustanna rutyna została zastąpiona przez energiczną licealistkę. I chyba właśnie tego najbardziej jej brakowało.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego