• Wpisów: 1491
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 20:33
  • Licznik odwiedzin: 321 135 / 2144 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/jcUpgjKenyA

O poranku góry nie wydawały się już tak nieprzyjazne jak poprzedniej nocy. Deszcz ustał, gdzieniegdzie z górskich szczelin i zagłębień w skale spływały niewielkie strużki wody. Szybko zostawili za sobą niegościnne królestwo Angmaru. Przed nimi malowało się Pustkowie Północne.
- Jeżeli pojedziemy na północ w pewnym momencie skręcając na zachód, będziemy chyba jutro w południe u podnóża Ered Luin. - powiedział Aragorn. - Sądzę, że trzeba się o to postarać.
- Co masz na myśli? - spytała Katrin.
- To, że wcale nie jestem pewien, co tam zastaniemy po drodze. Wargowie lubią kręcić się w tych okolicach.
- Myślałam, że wyginęli. - odezwała się Limmaniel. - Dawno nie widziałam żadnego w Mrocznej Puszczy.
- Nie wszystkie wyginęły. - pokręcił głową Aragorn.
Przez cały dzień brnęli naprzód, póki nie zapadł wczesny wieczór. Gdzieś w oddali przed nimi, majaczyły już nagie, bezdrzewne zbocza wzgórz. Aragorn zrzucił z ramion płaszcz i odpiął od pasa miecz w pochwie, zabierając się za zbieranie chrustu na ognisko. Wkrótce płonął ogień, szykowano ciepłą strawę, prowadząc niezobowiązujące rozmowy.
- Nie czujesz się zmęczona, Limmaniel? - spytał z troską Elrond.
- Skąd, ani trochę. - odpowiedziała roześmiana elfka, wkładając do ust kolejną łyżkę ciepłej potrawki.
- Wydawać by się mogło, że mojej matki nic ni zedrze z tego świata. - dodała Katrin. - Dziękuję, Aragornie. - powiedziała, oddając mu pustą miskę. Legolas pocałował małżonkę w czubek głowy i objął ją ramieniem.
- Moja córka ma niezaprzeczalnie rację. - skinęła głową Limmaniel, wsuwając dłoń w skórzaną rękawicę. Zagwizdała krótko, przywołując Ilmarinen, a kiedy sokolica wylądowała jej na przedramieniu, nakarmiła ptaka suszoną wieprzowiną.
- Mogę ją... - odezwała się Katrin. Limmaniel chwilę patrzyła na córkę z namysłem, a w końcu podsunęła sokolicy drugie przedramię, powiedziawszy coś do niej w śpiewnym języku elfów, a córce oddała rękawicę.ka
- No już, Ilmarinen. - odezwała się, siadając obok Katrin. Sokolica zaskrzeczała zdezorientowana, kiedy dziewczyna podsunęła jej ramię i kłapnęła dziobem, gdy Katrin wyciągnęła ku niej palce.
- Ostrożnie. - szepnęła Limmaniel. - Nie poganiaj jej. - Katrin z widocznym napięciem patrzyła na sokolicę, która po krótkiej chwili zdecydowała się wreszcie i zacisnęła szpony na ręce dziewczyny. Katrin westchnęła z radością.
- Myślałam, że mnie nie lubi. - odezwała się.
- Jest nieufna. Ale jeśli dać jej trochę czasu... - Limmaniel uśmiechnęła się. - Chcę was narysować, wstań.
- Co?! - zaprotestowała gwałtownie dziewczyna, ale pod spojrzeniem matki wstała i odeszła kilka kroków, żeby elfka mogła ją mieć w całej krasie.
- Nie możemy zabawić tutaj zbyt długo. - przypomniał Elrond, kładąc dłonie na ramionach Limmaniel. Uśmiechnął się jednak, widząc rysunek i nie odezwał więcej.
Katrin spoglądała na sokolicę, przygryzając wargę. Ilmarinen chyba doskonale wiedziałam czego się od niej oczekuje, bo napuszyła się dumnie, wyglądając jeszcze dostojniej niż zwykle. Dziewczyna spojrzała w zachodzące słońce. Jej oczy rozświetlił blask, zarumienione policzki owiewał ciepły, wieczorny wiatr, płaszcz i suknia łopotały, plącząc się. Katrin powoli zbliżyła palce do ptaka i pogładziła samiczkę po piórkach. Roześmiała się.

Na nocleg zatrzymali się kilka mil dalej. Nocowali pod korzeniami drzew napotkanych po drodze. Było to o wiele bezpieczniejsze, niż spanie na otwartej przestrzeni. Nad głową mieli czarne, roziskrzone od gwiazd niebo. Księżyc z wolna wspinał się ponad korony drzew, w których cieniu kryli się podróżni. Katrin obejrzała się na swoją matkę, leżącą u stóp pokaźnego wiązu. Okutana kocami elfka spała spokojnie. Obok, oparty plecami o pień drzewa siedział Elrond, również pogrążony we śnie. Ona sama, wraz z Legolasem i Aragornem siedziała nieopodal, wpatrując się w nocne niebo.
- Księżyc już wysoko. - odezwał się mężczyzna. - Musi być późna godzina. - Katrin przytuliła policzek do ramienia małżonka.
- Jutro, najdalej pojutrze przekroczymy granicę Beleriandu. - powiedziała. Aragorn pilnie wpatrywał się w blask księżycowy. Wszystko dokoła wydawało się spokojne i ciche. Mężczyzna wstał w końcu.
- Dobranoc, przyjaciele. - pożegnał się i ułożył do snu. Katrin mocniej przylgnęła do Legolasa. Nie potrzebowali słów. I bez nich doskonale się rozumieli. Elf pocałował małżonkę czule. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek, a dłoń Legolasa musnęła jej piersi. Chwilę potem Katrin leżała przygwożdżona do ziemi, podczas gdy elf zaczynał ją pieścić. Dziewczyna westchnęła z rozkoszą, ale wyplątała się z jego uścisku. Przyłożyła palec do ust.
- Ćśś.. Chodź. - wyszeptała, biorąc go za rękę i odciągnęła od obozowiska.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków