• Wpisów: 1493
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 19:52
  • Licznik odwiedzin: 308 441 / 1906 dni
 
abc.atlant
 
Legolas rozglądał się z zachwytem po rozświetlonym latarniami ogrodzie w Lorien. Wyciągnął dłoń ku gwiazdom, lśniącym na nieboskłonie, mając złudną nadzieję, że da radę jedną stamtąd zerwać i zachować dla siebie. Siedzący za nim Thranduil prychnął cicho, a młodziutki elf odwrócił głowę z niemym pytaniem w ogromnych oczach. Jego ojciec rzadko się uśmiechał. Jeszcze rzadziej naprawdę śmiał. Thranduil odchrząknął.
- Jesteśmy na miejscu. - oznajmił szorstko, ściągając lejce wierzchowca, dużego łosia z rozłożystym porożem.
- Legolas! - blondynek odwrócił głowę w stronę, skąd dochodził głos i rozpromienił się momentalnie.
- Haldir! - zawołał, zsuwając się z ogromnego zwierzęcia i podbiegł do najlepszego przyjaciela. Oboje rzucili się sobie w objęcia.
- No, zostawcie te czułości na później. - skomentował scenę Thranduil. - Galadriela i Celegorn z pewnością już czekają z kolacją. Haldir z szacunkiem należnym władcy skłonił głowę. Thranduil odpowiedział skinięciem. Elf był młody i nie należał wcale do potomków koronowanych głów, ale doskonale wiedział, jak zachowywać się w ich obecności. Legolas z niechęcią podążył za ojcem. O wiele bardziej wolałby zostać z przyjacielem i zająć się przeżywaniem kolejnej przygody.
Oboje z Haldirem byli młodzi, pełni energii i entuzjazmu charakterystycznego dla każdego podlotka. Haldir wychowywany w Lorien, należący do Elfów Szarych niewiele był starszy od Legolasa, syna władcy Elfów Leśnych, nie było więc niczym dziwnym, że od pierwszego spotkania chłopcy bardzo się polubili. Haldir bardzo imponował Legolasowi wiedzą o Śródziemiu, chętnie też opowiadał najróżniejsze historie i legendy, których książę uwielbiał słuchać. Jednak zawsze, kiedy tylko dane im było się spotkać, zaopatrzeni w niewielkie łuki, w sam raz dla dzieci wyruszali w głąb ogrodów, w poszukiwaniu trolli i innych stworzeń, które w opowieściach zawsze wydawały się niezwykłe. Niektóre nawet magiczne. Na żadne z nich jeszcze nigdy nie trafili, ale nie porzucali nadziei. Wyobraźnię obaj mieli bardzo rozwiniętą, a pomysłów na nowe przygody nigdy nie brakowało.
Legolas biegł przez ogród, zmierzając w stronę rozłożystej wierzby płaczącej, pod którą mógł zawsze znaleźć Haldira. Było już późno i książę zdecydowanie powinien kłaść się do łóżka. Dodatkowo był zmęczony jazdą na grzbiecie ogromnego łosia i przedłużającą się rozmową z panią Galadrielą.
- Haldir! - zawołał, torując sobie drogę między giętkimi gałęziami wierzby, słaniającymi się po ziemi.
- Tu jestem! - odpowiedział mu szaro włosy elf, wyczołgując się z niewielkiej jamki pod korzeniem. - Urządziłem nam miejsce do spania. - powiedział, z dumą pokazując wygodne legowisko z koców i poduszek.
- Chcesz tutaj spać? - spytał Legolas, kucając przy jamce.
- Pewnie. - Haldir skinął głową. - Chcę złapać tego gnoma, który wciąż budzi mnie swoimi dzwonkami. Spełni moje życzenie. Jeśli tylko go złapię.
- Głupi. Nawet ja już nie wierzę w gnoma spełniającego życzenia. - Legolas złożył ramiona na piersi.
- Sam jesteś głupi. - odciął się jego przyjaciel, ale zaraz uśmiechnął się. - Wierz sobie w co chcesz, ale później będziesz zazdrościł. Wcale nie musisz tu ze mną spać. - książę odwrócił się do przyjaciela plecami, obrażony, ale zaraz stwierdził, że nie ma sensu się gniewać i wczołgał się pod korzeń w ślad za Haldirem. Miejsca wystarczyło w sam raz dla nich obu.

Legolas ziewnął szeroko i przetarł oczy. Całą noc spędził w jamie pod korzeniem, razem z Haldirem, ale przyjaciela nie było teraz obok. Powoli wylazł spod koca, na czworakach wypełzł spomiędzy gałęzi wierzby i zamrugał oślepiony porannym światłem.
- Złapałeś go? - spytał, widząc siedzącego na trawie przyjaciela, który raz po raz przeciągał nozem po kawałku drewna.
- Nie było go. - odpowiedział z żalem Haldir. - To przez ciebie. On nie przyjdzie, jeśli nie zaczniesz w niego wierzyć. Wcale w niego nie wierzysz. - Legolas umilkł, nie wiedząc co odpowiedzieć, ale chwilę potem zgrabnie zmienił temat.
- Mógłbym obejrzeć twój łuk? - spytał. Haldir pokiwał głową i skinął na przyjaciela. Książę raźno pobiegł za nim. Chwilę potem trzymał w dłoniach łuk przyjaciela, wpatrując się w niego jak w najwspanialszą na świecie rzecz.
- Chciałbym kiedyś strzelać lepiej niż mój ojciec. - odezwał się. - Ale on mówi, że jestem za mały do łuku i muszę być cierpliwy. A wcześniej podrosnąć.
- Mam dla ciebie prezent. - powiedział Haldir, podając  blondynkowi łuk z jasnego drewna, z którym zawsze biegał po lesie.
- To dla mnie?! - książę nieporadnie wziął broń w dłonie. Haldir przełożył mu przez ramię niewielki kołczan ze strzałami.
- Mnie już nie jest potrzebny. Dostałem nowy, większy. Chcesz, to nauczę cię strzelać. - Haldir wzruszył ramionami. Legolas gorliwie skinął głową. Chciał. Oczywiście, że chciał.
Legolas mocno ściskał łuk w dłoniach, nie mogąc poradzić sobie z napiętą cięciwą. Wystrzelał już mnóstwo strzał, ale do tej pory jeszcze ani jedna nie doleciała do tarczy, wszystkie ginęły w trawie. Haldir ujął go pod łokieć, delikatnie korygując jego postawę.
- Naciągnij do samego końca, aż do policzka. - pouczył przyjaciela, pomagając mu poprawnie chwycić głownię łuku. Legolas zrobił jak kazał mu jakby nie było starszy od niego i bardziej doświadczony elf i chwilę potem puścił cięciwę. Strzała pomknęła prosto, wbijając się w tarczę z głuchym stukotem. Nie trafił w  sam środek, ale to i tak już było coś. Książę uśmiechnął się do siebie.
- Świetnie. - Haldir skinął z uznaniem głową, kiedy Legolas spojrzał na niego rozpromieniony. - Ćwicz dalej. - mina blondynka natychmiast zrzedła. Bolały go już palce. - Jeśli nie będziesz ćwiczyć, nigdy nie nauczysz się strzelać lepiej niż twój ada. - dodał Haldir. Legolas skinął głową w milczeniu. Przyjaciel miał rację.

Legolas stał na blankach Helmowego Jaru, nie zwracając uwagi na śmigające wokół niego strzały orków. Zanim zdążył posłać pocisk w stronę jednego z Uruk Hai, tamten uniósł topór, który zaraz potem rozpłatał tył głowy szarowłosego elfa.
- Haldir! - wrzasnął Aragorn, rzucając się ku przyjacielowi, ale tamten bezwładnie opadł w jego ramiona. Już nie żył. Legolas nie ruszył się z miejsca. Właśnie zobaczył jak jego najlepszy przyjaciel umiera.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
  •  
     
    Aż mi się przypomniała scena z książki "Kochani, dlaczego się poddaliście?", gdzie były dwie siostry i ta starsza opowiadała młodszej, na temat siebie, że jest wróżką, ale nikt nie może zobaczyć jak lata, bo wtedy jej skrzydła się pokruszą. Były to wspomnienia po latach, należące do młodszej siostry. Starsza zginęła przez nieszczęśliwy wypadek. Spadła z wiaduktu do rzeki. Znaleźli jej ciało, które potem zostało skremowane...

    Haldir był dobrym elfem... Szkoda, że tacy szybko odchodzą...