• Wpisów: 1493
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 19:52
  • Licznik odwiedzin: 308 441 / 1906 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/BVe2_0blWkg

Katrin oparła się łokciami o balustradę tarasu i zamknęła oczy, czując na twarzy powiew chłodnego wiatru.
- Wiedziałem, że cię tu znajdę. - dziewczyna odwróciła się, słysząc głos małżonka. Pogładziła dłonią balustradę.
- Tak, to wyjątkowe miejsce. - odpowiedziała.
- Tutaj pierwszy raz ci się oświadczyłem. - Legolas objął ją.
- I tańczyłeś ze mną. Też po raz pierwszy.
- A w domu Elronda nawet taki widok jak zachód słońca wydaje się po tysiąckroć piękniejszy.
- Mhm. Idziesz do łóżka? - Katrin podniosła głowę.
- Jeśli tylko ty pójdziesz ze mną. - Legolas złożył na jej ustach pocałunek. Dziewczyna westchnęła. Oddała pocałunek.
Katrin poprawiła wstążkę przy rękawie koszuli nocnej i przeniosła wzrok na Legolasa, siedzącego na łóżku. Uśmiechnęła się, siadając obok niego. Elf musnął ustami jej szyję.
- Poczekaj... - odezwała się dziewczyna. - Czy ty myślisz, że to dobry pomysł?
- Bedę cię wspierać we wszystkim, co postanowisz.
- Tak, wiem. - Katrin westchnęła, zamykając oczy. - Ona jest dla mnie... Zrobię dla niej wszystko, ale tu chodzi o jej bezpieczeństwo. Jej serce... - Legolas położył jej palce na ustach.
- A co ci podpowiada twoje serce? - spytał. Katrin uśmiechnęła się, pocałowała go i opadła na łóżko.
- Niech się dzieje co chce... - powiedziała. Legolas musnął palcami jej policzek, a Katrin znów przytknęła swoje wargi do jego ust. Przez głowę zdjęła koszulę nocną. Legolas objął jej całe ciało wzrokiem i przygarnął do siebie, jednocześnie rozpinając guziki u swojej koszuli. Zakotłowali się w pościeli.

Katrin wygładziła fioletowo-srebrną szatę i obejrzała się.
- Jesteś gotowa? - spytała złotowłosa elfka w bieli.
- Pani Galadrielo... - dziewczyna dygnęła. Elfka uśmiechnęła się, biorąc ją pod ramię. Katrin uśmiechnęła się, wychodząc z nią na taras. Czekali tam już Gandalf z Elrondem.
- Chciałaś przedstawić Radzie pewną propozycję, mam rację? - odezwał się Elrond.
- Limmaniel... Moja matka... - Katrin wzięła oddech, opierając dłonie na stole. - Chcę zorganizować wyprawę. Do Beleriandu. - Elrond zamarł w bezruchu, podobnie jak Gandalf. Galadriela jedynie uśmiechnęła się lekko.
- Katrin... To wykluczone i wiesz o tym. - mina Elronda powiedziała jej, że się nie myliła. Wiedziała, a jednak...
- Proszę. - powiedziała. Słowo zabrzmiało cicho i szczerze. - Smoki fascynują ją od dawna. Wiesz o tym. Siedzieć w pałacu bezczynnie, gdy inni jeżdżą z gościną. Nasze sojusze...
- Katrin... - przerwał jej Elrond.
- Niech mówi. - zaprotestowała Galadriela, stojąca przy oknie.
- To szansa, żeby mogła zobaczyć prawdziwe smoki; dorosłe osobniki... Dorosłe smoki żyjące dziko, nie trzymane na łańcuchu w jamie. Czyta o nich - kto jak kto, ale ty wiesz, jak wiele - ale słowa są niczym. Ryciny dają złudzenie rzeczywistości, ale ilu rysowników widziało stworzenia, które przedstawiali na obrazach? To może być jedyna okazja. - Katrin umilkła i przełknęła ślinę. Miała wrażenie, że niedawno zjedzone śniadanie zaraz podejdzie jej do gardła.
- Katrin. - Elrond mówił cicho, ale z przejęciem. - Znam twoją matkę i wiem jak pasjonuje się historią naturalną. Naprawdę, wierz mi. Nie możesz jednak żądać ode mnie, abym wydał pozwolenie na taką wyprawę.
- Góry Beleriandu są bardzo niebezpieczne. - dodał Gandalf. - Wiem, że tam byłaś. Wiesz, jak wygląda tamta kraina i wiesz też zapewne o tym, co spotkało Dorthonion. Sytuacja jest niespokojna. W każdej chwili może dojść do zamieszek, a to nie jest sytuacja, w jakiej powinna się znaleźć elfka z wadą serca!
- Mówicie o niej jakby była niedorozwinięta! - Katrin zacisnęła dłonie w pięści. - Jakby nie potrafiła o siebie zadbać, a ona jest normalną elfką! Chce nią być! A wy jej nie pozwalacie... - w pomieszczeniu zapanowała cisza.
- Pisałam z Doriathem... Zgodzili się nas przyjąć. Koło Narogu jest miasto...
- Tamtejsi ludzie wiodą ubogie życie. - odezwał się Elrond. - Myślisz, że zaoferują nam wygodny nocleg? Służbę inną niż wynajęte na czas naszego pobytu miejscowe dziewki? To nie będzie przyjemne życie, Katrin.
- Myślisz, że ja by to obchodziło? Nie potrzebujemy luksusów Elrondzie. Historia naturalna smoków. Wyobraź to sobie. Wyobraź sobie Limmaniel w tamtym środowisku. - Gandalf pokręcił głową.
- Skoro to takie ważne... - odezwał się.
- Obecność czarodzieja przynosi szczęście. - uśmiechnęła się Katrin.
- Nie będę mógł wam towarzyszyć. - zaprotestował czarodziej.
- Limmaniel nie zadowoli się siedzeniem w wynajętej chacie. - powiedział Elrond. - Nie zapewnię jej bezpieczeństwa.
- Jej bezpieczeństwo to mój kłopot. - odparła dziewczyna.
- Jestem największym głupcem w Śródziemiu, ale nie potrafię ci odmówić. - dopiero po chwili słowa elfa dotarły do Katrin.
- Chcesz powiedzieć... - Elrond uniósł dłoń gestem przestrogi.
- Chce powiedzieć, że napisze do Aragorna. Zna tamte tereny najlepiej z nas. Niemniej, przynajmniej ja nie będę ci stał na drodze. Pod jednym warunkiem! Pod warunkiem... Że obiecasz mi, że powstrzymasz się od szalonych wybryków. I będziesz dbać o matkę. Żadnego stawania na drodze głodnemu smokowi. Niczego, co kazałoby mi żałować tego, co dziś powiedziałem.
- Obiecuję dbać o jej bezpieczeństwo. - odpowiedziała z szerokim uśmiechem Katrin.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego