• Wpisów: 1489
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 23:31
  • Licznik odwiedzin: 320 947 / 2139 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/w-y_fx_TNaw

Katrin poruszyła się w pościeli i otworzyła oczy, wodząc wzrokiem za świetlnymi refleksami odbijającymi się na ścianie. Przeciągnęła się rozkosznie i usiadła na łóżku, rozglądając się po komnacie. Poprzednią noc znów spędziła z Legolasem, ale jego samego nigdzie nie było. Dziewczyna wysunęła się spod kołdry, podchodząc do okna. Legolas stał na dziedzińcu z łukiem w dłoni,z  kołczanem przerzuconym przez ramię. Katrin uśmiechnęła się, odbiegając od okna. W pośpiechu narzuciła na siebie suknię, wsunęła stopy w buty, chwyciła za łuk i rzuciła się biegiem po schodach.
- Służba doniosłą mi, że nie zjawiłeś się na śniadaniu. - odezwała się Katrin, podchodząc do małżonka i wsunęła mu w dłoń lembasa. - Dzień dobry, kochanie. - powiedziała, całując go w policzek.
- Jakieś plany na dzisiejszy dzień? - spytał Legolas.
- Gamling o czymś by wspomniał, więc chyba nie. Ale mam ochotę poćwiczyć fechtunek. Co ty na to? - Katrin musnęła palcami głownię łuku.
- Jeśli o mnie chodzi możemy poćwiczyć nawet coś więcej. - uśmiechnął się Legolas, podrywając ją do góry. Dziewczyna krzyknęła, ale krzyk niemal natychmiast przeszedł w śmiech.

Powietrze przeszył szczęk stali. Katrin zgrabnie skontrowała tak swojej matki. Miecz zadrżał jej w dłoni.
- Wyżej, Katrin. Wyżej garda. - upomniała ją Limmaniel. Katrin przełknęła ślinę i cofnęła się o krok, kiedy elfka znów zaatakowała. Jej ostrze zatrzymało się o włos od twarzy dziewczyny. Katrin uśmiechnęła się z zacięciem, nacierając na matkę ze zdwojonym wysiłkiem. Limmaniel cofnęła się gwałtownie, klinga uderzyła o klingę. Legolas obserwował matkę i córkę, siedząc pod drzewem. Czujnym wzrokiem obserwował postawę małżonki i jej ruchy. Obie kobiety znowu starły się w walce, która powoli stawała się coraz bardziej zaciekła.
- Tym razem... Tym razem ci się nie uda. - wysapała Katrin. - Tym razem będę lepsza. - Limmaniel posłała jej uśmiech.
- Czyżby? - odezwała się. Cięła mieczem po skosie, ale Katrin skontrowała wyważone cięcie w prawe udo. Elfka znów się uśmiechnęła, podrywając ostrze do góry. Miecz Katrin wyleciał jej z ręki, zatoczył w powietrzu łuk, po czym wylądował na trawie, kawałek dalej. Limmaniel przyłożyła końcówkę ostrza do gardła córki. Katrin powoli uniosła dłonie, cofając się, dopóki nie poczuła drzewa za plecami. Elfka zamachnęła się ostrzem na głowę córki. Katrin wrzasnęła, osuwając się po pniu na ziemię i odbiegła kawałek, porywając z ziemi klingę. Okręciła się na pięcie, niemal od razu krzyżując ostrze z klingą matki. Limmaniel natarła na nią mocniej, zmuszając ją do położenia się na ziemi. Karin zacisnęła palce na swoim ostrzu. Dłonie jej drżały, kiedy starała się odepchnąć od siebie matkę. Klinga Limmaniel zatrzymała się o milimetry od jej gardła.
- Do pierwszej krwi... - odezwała się elfka, ustępując. Stanęła prosto i zamachnęła się mieczem na odlew, rozcinając córce skórę na nadgarstku. Katrin odrzuciła miecz, wstając.
- Kiedyś cię pokonam. - rzuciła, tamując niewielki krwotok.
- O, nie wątpię. - odpowiedziała Limmaniel, wsuwając miecz do pochwy. - Kiedyś na pewno. - dodała z uśmiechem.

Legolas siedział na miękkiej leżance w pokoju kominkowym, obejmując ramieniem małżonkę. Katrin siedziała tuż obok i oparłszy głowę o jego ramię, zarzuciła mu nogi na kolana. Elf wyszeptał kilka czułych słów, całując ją w policzek, a dziewczyna rumieniąc się, odpowiedziała mu w jego własnym języku. Odstawiła kieliszek wina trzymany w dłoni na niski stolik i sięgnęła po kilka winogron.
- Opowiedz... - poprosiła. - Historię Berena i Luthien.
- Tyle razy ją już słyszałaś... - odpowiedział Legolas, ale zanucił kilka pierwszych wersów ballady. Katrin słuchała w skupieniu, na nowo przeżywając historię miłości tych dwojga.
- Tu jesteście... - odezwała się Limmaniel, wchodząc do pokoju. Śpiew Legolasa ucichł jak ucięty nożem. - Jeśli wam przeszkadzam...
- Nie! - zawołała Katrin w tym samym momencie, co Legolas. - Nie przeszkadzasz. - dodała już sama. Elfka uniosła pokrywę pianina u usiadła przy klawiszach. Spod jej palców popłynęły pierwsze nuty. Czyste jak jezioro w świetle gwiazd. Katrin włożyła do ust kolejne winogrono.
- Legolasie, zatańczysz ze mną? - spytała. Elf natychmiast poderwał się z leżanki, ujmując jej dłoń i poprowadził. Taniec trwał długo.
Katrin musnęła palcami klawisze, siadając przy matce.
- Menuet? - spytała. Limmaniel bez słowa skinęła głową. Zagrały. Bez nut, a jednak obie dobrze znały treść utworu. Muzyka płynęła tak, jak płynąć powinna. Dźwięki Katrin niejednokrotnie goniły nuty Limmaniel. Legolas położył dłonie na ramionach małżonki, z zamkniętymi oczami wsłuchując się w utwór. Katrin wzięła oddech, żeby zaraz potem zaśpiewać. Po chwili dołączyła do niej matka. Przez pokój płynęła pieśń męstwa, odwagi i walki dzielnych mężów. O zwycięstwie, ale i o śmierci. Katrin przerwała, kiedy umilkły dźwięki klawiszy. Limmaniel siedziała obok z nisko opuszczoną głową i dłońmi złożonymi na podołku.
- Przepraszam, pójdę już do łóżka. - odezwała się, wstając. Włosy opadły jej na twarz, ale Katrin i tak dostrzegła łzy na jej policzkach.
- Mamo... - odezwała się, kiedy elfka z westchnieniem przystanęła w progu. Wyraźnym ruchem otarła oczy wierzchem dłoni. Nie odpowiedziała, szybkim krokiem kierując się do swojej komnaty.
- Myślę, że Limmaniel powinna ci o czymś opowiedzieć. - odezwał się Legolas.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków