• Wpisów: 1442
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 19:34
  • Licznik odwiedzin: 304 050 / 1809 dni
 
abc.atlant
 
Gdybym wiedziała jak to wszystko się skończy, za nic bym jej wtedy nie puściła. Następnego dnia Kate nie zjawiła się w szkole, co już samo w sobie było dla mnie sygnałem, że coś się musiało stać. Dziewczyna nie opuszczała szkoły bez powodu, nie chodziła na wagary, nasze liceum było dla niej ostoją, w której zawsze mogła się schronić. Poprzedniego wieczoru, kiedy ode mnie wychodziła, była okazem zdrowia, wiec ewentualność choroby również odpadała. Mogła się oczywiście przeziębić, wracając do domu dziecka w deszczu, bez parasola, ale moja nieomylna intuicja podpowiadała mi, że coś się stało. Coś złego. Na szczęście, a może właśnie nieszczęście, jak zwykle miałam rację.
Lało już od paru dni, ale akurat tego wieczoru wyjątkowo mocno. Siedziałam w kuchni, zastanawiając się, gdzie się podziewa teraz Kate i co się z nią dzieje, kiedy przez szum deszczu usłyszałam cichutkie stukanie do drzwi. W pewnym momencie myślałam, że się przesłyszałam, ale w końcu podniosłam się z miejsca i chwilę potem otworzyłam drzwi.
Stała tam. Cała mokra, cała zapłakana, z prawym policzkiem w sińcach, z rozciętym łukiem brwiowym. Po policzku ciekła jej już na wpół zasychająca krew.
- Przepraszam... - odezwała się, przez łzy. - Nie miałam dokąd pójść...
- Proszę... - przerwałam jej. - Proszę, wejdź. - zamknęłam za nią drzwi i zaprowadziłam do kuchni. - Chodź, usiądź. Spokojnie... - cała się trzęsła, kiedy sadzałam ją na krześle. - Zaraz ci gorącej herbaty zrobię, przyniosę ręcznik. - patrzyła za mną. Dłonie jej drżały, kiedy nieporadnie brała ode mnie ręcznik. Postawiłam przed nią kubek herbaty i usiadłam przy niej. - Kate... - odezwałam się znowu, usiłując ją uspokoić, dowiedzieć się czegoś. Czegokolwiek... - Kate, spokojnie... - wzięłam ją za rękę i odgarnęłam z twarzy mokre włosy. - Kate, kto ci to zrobił? Kate...
- Przepraszam... - odpowiedziała tylko, spazmatycznie łapiąc oddech. Nawet przez rękaw bluzy czułam, że ma przyśpieszony puls, a dopóki się nie uspokoi, nie mogłam z nią rozmawiać.
- Przyniosę ci suche ubrania. - powiedziałam łagodnie, uśmiechając się. - Zostaniesz u mnie dzisiaj na noc. Jest wolny pokój, ja tylko łóżko pościelę. - Kate kiwnęła głową, nareszcie dochodząc do siebie. Czuła się u mnie naprawdę bezpiecznie, a ja za wszelką cenę nie chciałam tego zepsuć. - Chodź ze mną. Chodź, chodź... - poderwała się z krzesła, natychmiast mnie obejmując.
- Dziękuję... - wyszeptała przez łzy. - Dziękuję. - przytuliłam ją mocno, czując jak drży w moich objęciach. W tym momencie wydawała mi się tak krucha i delikatna, że chciałam  zrobić wszystko, byleby tylko ją ochronić. Byłabym w stanie zabić tego, ktoś ośmielił się zrobić jej krzywdę.
- Przecież to żaden problem. No już, kochana, idziemy. - stanowczo wzięłam ją za rękę i poprowadziłam do pokoju. Nie opierała się, wiedziała, że ma we mnie oparcie. Tylko dlaczego nagle było mi tak strasznie ciężko?

  •  
  • Pozostało 1000 znaków