• Wpisów: 1479
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 22:55
  • Licznik odwiedzin: 320 071 / 2112 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/pICAha0nsb0

Katrin przeskoczyła nad wystającym z ziemi korzeniem, uchyliła się przed gałęzią i wreszcie wypadła z Mrocznej Puszczy na równinę. Zaraz też wyrwała z ziemi sztywne źdźbło trawy. Zagwizdała przeciągle w umówionym sygnale, a kiedy ze wzgórza dojrzała znajoma sylwetkę, rzuciła się w tamta stronę. Dopadła do złotowłosego elfa, zarzucając mu ramiona na szyję. Tamten objął ją mocno.
- Wróciłaś. - odezwał się.
- Wróciłam, Legolas. Do ciebie zawsze będę wracać. - odpowiedziała dziewczyna, muskając wargami jego usta. elf odwzajemnił pocałunek, odgarniając jej włosy z twarzy.
- Cainen ana coa (Witaj w domu). - wyszeptał. Katrin uśmiechnęła się. - W pałacu nie mogą się ciebie doczekać.
- Więc nie każmy im się niecierpliwić. - dziewczyna chwyciła Legolasa za rękę.

Katrin rozglądała się po dziedzińcu z nieukrywaną radością i uczuciem. Musnęła palcami korę najbliższego drzewa.
- Wasza Miłość... - Legolas skinął głową małżonce, stojąc przy wrotach pałacu. Katrin uśmiechnęła się, wchodząc do środka. Czekała już na nią służba, stojąca po obu stronach wejścia. Służące pochyliły głowy, okazując władczyni należny jej szacunek. Katrin odpowiedziała skinieniem głowy.
- Katrin! - w ramiona dziewczyny wpadła rudowłosa elfka, przytulając się do niej mocno.
- Tauriel... - odezwała się młoda władczyni, odwzajemniając uścisk. - Dobrze cię widzieć. - elfka wysunęła się z jej uścisku.
- Wasza Miłość... - poprawiła się, składając przed królową głęboki ukłon.
- Daj spokój, nie wygłupiaj się. - zaprotestowała natychmiast Katrin. - Tauriel... wstań. - poleciła i położyła dłoń na ramieniu elfki. - Jesteś moją przyjaciółką, nie musisz mi się kłaniać. - Tauriel odpowiedziała uśmiechem. - Legolasie... Katrin zwróciła się do małżonka. - Gdzie jest Limmaniel?
= Pojechała na polowanie. - odpowiedział elf.
- Puściliście ją samą do lasu?! - przestraszyła się dziewczyna.
- Spokojnie. - Legolas położył jej dłonie na ramionach. - Posłałem za nią Gamlinga, nic jej nie będzie. - Katrin skinęła głową, nie do końca jednak uspokojona i weszła schodami na górne piętro pałacu. Otworzyła drzwi swojej komnaty.
- Wygląda tak samo jak ją zapamiętałam. - odezwała się. - Legolas... Muszę się przebrać i uczesać.
- A co cię powstrzymuje? - spytał z uśmiechem elf, zamykając za sobą drzwi komnaty.
- Wyjdź, bo nie będę w stanie tak po prostu się przebrać. - Legolas musnął palcami policzek małżonki.
- Możemy na tym nie poprzestawać. - odezwał się.
- Legolas... Na to też przyjdzie czas. - uśmiechnęła się Katrin. - Obiecuję ci, że w nocy będę cała twoja. Teraz chciałam się po prostu przebrać. - Legolas pocałował ją w policzek.
- Bedę czekać. - odpowiedział, zostawiając małżonkę samą. Dziewczyna roześmiała się, kręcąc głową i opadła na miękkie łóżko z baldachimem. Była na swoim miejscu.

- Cieszę się, że znowu mam cię przy sobie... - odezwał się Legolas. Oboje stali w głębi korytarza przy poręczy "balkonu" skąd widać było cały hol wejściowy.
- Będziesz mnie miał przy sobie całą wieczność... - odpowiedziała dziewczyna.
- Jak poszło składanie wizyt elfom z Dalekiej Północy? I dlaczego Mithrandir upierał się, żebym dał ci jechać samej? - Katrin uśmiechnęła się.
- Zielone Królestwo właśnie zawarło sojusze z Daleką Północą, Ossiriandem i Doriathem. - odpowiedziała. - Zostałam przyjęta godnie jako nowa władczyni, dobrze znana jest tam też moja matka.
- A Dorthonion? - spytał Legolas.
- Dorthonion upadł. - powiedziała z nieukrywanym żalem Katrin.
- To przykre co mówisz. - Legolas odwrócił wzrok. - Katrin... - elf ujął dłonie małżonki w swoje. - Jestem z ciebie naprawdę dumny. Tak wiele zrobiłaś dla Śródziemia. Udało ci się raz na zawsze pokonać zło. Pogodzić zwaśnione rody. - Katrin uśmiechnęła się. Legolas musnął wargami jej usta. Ona odwzajemniła pocałunek, ale zaraz potem odwróciła głowę.
- Zaczekaj... - poprosiła, nasłuchując. - Stukot tych obcasów poznam wszędzie.
- Wasza Wysokość - odezwał się jeden ze służących, wchodząc po schodach na górę. - Pani Limmaniel wróciła z polowania. - Katrin wyprostowała się jak struna.
- Wybaczysz mi nietakt? - spytała.
- Biegnij do niej. - odpowiedział z uśmiechem Legolas. Dziewczyna po raz ostatni pocałowała elfa w policzek i podkasawszy suknię zbiegła na dół po schodach, zatrzymując się na dolnym stopniu. Przez pałacowe wrota wchodziła elfka spowita w biel, w asyście dwóch elfów ze straży. Odrzuciła kaptur, sprawiając, ze długie czarne włosy rozsypały jej się na ramiona. Zaraz też jedna ze służących podeszła do niej, by odebrać płaszcz. Dziewczyna rzuciła się w stronę elfki.
- Mamo! - zawołała. Tamta poderwała głowę.
- Katrin...? - odezwała się, a zaraz potem mocno objęła córkę. - Gdzie tyle byłaś?
- O to samo mogę ciebie zapytać. - Katrin wysunęła się z objęć matki. - Nie wiedziałam gdzie cię poniosło i czy w ogóle żyjesz! Ja... - dziewczyna urwała, słysząc, że Limmaniel się śmieje.
- Nic mi nie jest, Katrin. - elfka ujęła twarz córki w dłonie. Dziewczyna zamknęła oczy, dotykając czołem do czoła matki. - Gamling był ze mną. - dodała. - Właśnie... - Limmaniel wypuściła córkę z objęć, widząc schodzącego po schodach Legolasa. - Kto posłał za mną straże?
- Nie mogłem cię puścić samej na polowanie, Limmaniel. - zaprotestował elf. - Nie z twoją przypadłością.
- Nic by mi się nie stało. - powiedziała dobitnie elfka, składając ramiona na piersi. - Ale nieważne. Ważne, że rodzina królewska znowu jest w komplecie. - Katrin uśmiechnęła się, czując na sobie spojrzenie matki.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków