• Wpisów: 1465
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:06
  • Licznik odwiedzin: 318 492 / 2082 dni
 
abc.atlant
 
Czasem przeraża mnie ludzka bezmyślność. Często nie mogę zrozumieć, gdzie kończy się głupota, a zaczyna okrucieństwo, i kiedy słucham rozmów naszych uczniów, dochodzę do wniosku, że ta granica dla nich chyba nie istnieje. To, co młodzi ludzie robią sobie nawzajem, jak to określają ”dla jaj”, często nie jest żartem tylko podłością, bo w niektórych poczynaniach nie ma kompletnie nic śmiesznego. Dlaczego więc to robią?
Po rozmowie z Kate zadzwoniłam do Bożeny i umówiłam się z nią na wieczór. Próbowałyśmy poskładać strzępy informacji, jakimi dysponowała każda z nas w jakąś całość, z której można by wyciągnąć sensowne wnioski.
- To musiało się tak skończyć! - biadoliła Bożena. - Ja namówiłam Kate na to liceum i jak widać mój pomysł był całkiem głupi. Nie powinniśmy pchać jej do tego środowiska. Te wstrętne dziewuchy dla żartu zrobiły jej krzywdę!
- Dziewuchy są rzeczywiście wstrętne, ale to, że zachowały się podle, nie jest przecież twoją winą. Zaręczam ci, że w naszej szkole jest mnóstwo uczniów dla których fakt, że dziewczyna mieszka w domu dziecka nie ma żadnego znaczenia, a może nawet dodawałoby jej to prestiżu w ich oczach. Wiem od naszej chemiczki, że Mirella zazdrościła Kate stopni. Mówili o tym ostatnio w klasie. Teraz wiele ciemnych sprawek ujrzało światło dzienne.
- Szkoda, że tak późno! - stwierdziła Bożena, kręcąc głową.
- Szkoda! - powiedziałam i zamilkłyśmy, zatapiając się w swoich niewesołych myślach.
- Jak ona się czuje? - spytałam w końcu. Po rozmowie odwiozłam ją do domu dziecka. Mówiła, że nie chce zostawać w szkole i doskonale ją rozumiałam, choć wiedziałam, że w końcu będzie musiała stanąć twarzą w twarz z rówieśnikami i jakoś sprawę wyjaśnić, jednak w tamtym momencie była na to zwyczajnie zbyt zdenerwowana.
- Zamknęła się w pokoju, nie dopuszcza do siebie nikogo. Nawet mnie. - westchnęła Bożena. - Próbował się z nią zobaczyć ten kolega. Blondyn. Ale powiedziałam mu, że Kate potrzebuje teraz czasu, żeby przyszedł jutro, albo za kilka dni. Rozumiał powagę sytuacji.
- Loic. - podpowiedziałam. - Zbliżyli się do siebie, to prawda. - Bożena spojrzała na mnie w zamyśleniu.
- Ale to i tak ty zrobiłaś najwięcej. - stwierdziła. - Sprawiłaś, że Kate się otworzyła. Że zaczęła komuś opowiadać o swoich problemach. To wszystko jest twoja zasługa.
Nie chciałam, żeby myślała w ten sposób. Ja nie zrobiłam nic specjalnego. Po prostu dałam dziewczynie czas i sposobność, żeby zaczęła mi się zwierzać. Choć w tamtej chwili nie miałam już pewności, czy dobrze zrobiłam. Widziałam, że wiele dla tej dziewczyny znaczę. A i ona nie była mi do końca obojętna.
Kilka razy rozmawiałam z Loiciem. Za pierwszym razem sam przyszedł do sali biologicznej, żeby ze mną pogadać, ale gdyby nie przyszedł, to ja i tak bym go gdzieś złapała. Wiedziałam, że Kate go lubi, chociaż rzadko mówiła o kolegach z klasy. Na temat jej klasy nie rozmawiałyśmy zbyt często. Nasze pogawędki dotyczyły głównie uczonego przeze mnie przedmiotu, przeczytanych książek, szkolnych wydarzeń i mojego życia. Kate nie lubiła mówić o sobie, a ja nie chciałam jej o nic wypytywać. Bałam się, że pomyśli o mnie, że jestem natrętna. Później oczywiście tego żałowałam. Gdybym nie była taka delikatna, może miałabym jakieś informacje, które pomogłyby zapobiec także przyszłym zdarzeniom.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków