• Wpisów: 1488
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 21:43
  • Licznik odwiedzin: 320 872 / 2135 dni
 
abc.atlant
 
Jak większość ludzi w relacjach z dziewczynką z domu dziecka czułam się głupio. Bałam się poruszać niektóre tematy, chociaż teraz już wiem, że to niemądre. Przecież znałam sytuację Kate i o wiele rzeczy mogłam zapytać wprost, ale czułam się jakbym próbowała dotykać otwartej rany... Bałam się zrobić Kate krzywdę, a przecież żeby komuś ulżyć, trzeba czasem dotknąć ran chociażby po to, żeby je opatrzyć.
Często zachowujemy się tak głupio przy niepełnosprawnych, albo przy ludziach przeżywających żałobę. Przez delikatność nie robimy nic, nie dzwonimy, udajemy, że nie widzimy kalectwa, żałoby, smutku, żeby nie zranić... I tą właśnie "delikatnością", która tak naprawdę ratuje tylko nasze dobre samopoczucie, ranimy ich najbardziej, bo przecież ludzie potrzebują się nawzajem nie tylko wtedy, gdy jest wesoło, ale przede wszystkim, gdy jest im źle.
Rozmawiałam o tym później z Bożeną, ale ona nie bardzo rozumiała, o czym mówię. Ma chyba inną wrażliwość i chyba jest ode mnie mądrzejsza, skoro potrafiła po latach uczenia w liceum,  odnaleźć swoje miejsce wśród tych, którym start w życie nie bardzo się udał.
O wizycie w domu dziecka Mirelli i Dominiki Kate nie powiedziała nikomu. Poza mną. One też początkowo o tym nie mówiły. Początkowo... Cała prawda o ich wyczynie wyszła na jaw zaraz następnego dnia. Wiedziałam, jak Kate bardzo zależy na tym, żeby w szkole nikt się nie dowiedział gdzie mieszka. Jest bardzo wrażliwą osobą, więc to co przeżyła przez głupie zachowanie koleżanek, mogło być dla niej straszną traumą.
Jak się okazało właśnie tak było.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków