• Wpisów: 1479
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 22:55
  • Licznik odwiedzin: 320 071 / 2112 dni
 
abc.atlant
 
W szkole byłam grubo przed ósmą i w naszej szatni znalazłam się jako pierwsza. Chwilę po mnie przyszłą Annika, która zajrzała tylko do swojej szafki, pomachała mi i natychmiast znikła. Sięgnęłam po plecak, kiedy usłyszałam jej głos.
- Cześć, masz książkę do angielskiego? - zapytała Dominika, wyłaniając się nagle zza filara. Drgnęłam przestraszona. Nie spodziewałam się teraz nikogo w tym miejscu.
- Mam. - powiedziałam krótko.
- Pożycz mi, bo nie zrobiłam pracy domowej, a swojego zapomniałam. - nie odpowiedziałam nic, tylko sięgnąwszy do torby, wyjęłam z niej książkę.
- Dzięki! - powiedziała, wyciągając rękę i zgarnąwszy książkę, znikła za filarem, a ja popędziłam na górę. Aż do ostatniej lekcji, jaką był język angielski, Dominika nie zwróciła mi podręcznika, a kiedy wreszcie znaleźliśmy się wszyscy w pracowni języka angielskiego, okazało się, że nie ma jej w klasie.
- Gdzie jest Dominika? - zapytała anglistka, sprawdzając listę obecności. - Widzę, że była na poprzednich lekcjach.
- Była, ale pielęgniarka zwolniła ją u wychowawczyni, bo Dominikę strasznie rozbolała głowa. - odezwała się Mirella. No pięknie, wyszła i nie oddała mi książki! Wyrwałam kartkę z notesu i napisałam liścik do Mirelli z zapytaniem, czy nie ma przypadkiem mojego podręcznika. Przeczytawszy wiadomość, spojrzała na mnie jak na idiotkę, wzruszyła ramionami i pokręciła głową. Zostałam bez książki. Przesiadłam się do Kariny, która miała podręcznik, ale byłam zła. Znowu czułam się oszukana, chociaż oczywiście mogłam wziąć pod uwagę taką ewentualność, że Dominika po prostu zapomniała oddać mi książki. Zaakceptowanie tej myśli przychodziło mi jednak z trudem. A potem okazało się, że miałam rację.
Przyszły wieczorem. Kiedy zjawiły się w sierocińcu, byłam akurat w pralni. Przybiegł do mnie jeden z dzieciaków, mówiąc, że mam gości. Trochę się zdziwiłam, bo przecież poza panią Jarocką, nikt nie wiedział gdzie mieszkam, nikogo do sierocińca nie zapraszałam.
Kiedy maszerowałam korytarzem w stronę drzwi wejściowych targały mną sprzeczne emocje. Minęłam drzwi sekretariatu i gabinetu dyrektorki i zbliżyłam się do niewielkich schodków oddzielających korytarz od głównego holu. Przy wejściu stały Mirella i Dominika, ta pierwsza trzymała moją książkę do angielskiego. Dominika zobaczyła mnie pierwsza, chociaż w pierwszej chwili cofnęłam się, chcąc schronić się przed ich wzrokiem za ścianą.
- O, cześć koleżanko! - powiedziała, uśmiechając się zjadliwie. - Przyniosłam ci książkę do angielskiego, bo zapomniałam oddać ci ją w szkole. Pewnie przyda ci się w weekend.
Obie stały teraz, patrząc na mnie spod zmrużonych powiek, a ja stałam i gapiłam się na nie bez słowa.
- No dobra idziemy! - rzuciła Mirella, marszcząc nos. - Musimy jeszcze wpaść do Loica, a nasza koleżanka nie jest zbyt gościnna. Poza tym wybacz - zwróciła się do mnie. - ale trochę tu śmierdzi. Cześć!
Miała rację, wentylacja w kuchni popsuła się już dawno, a dyrektorka nie mogła się doprosić pieniędzy na jej naprawę. Kuchenne zapachy bywały dość uciążliwe, a tego dnia na obiad była kapusta. Stałam pośrodku korytarz i patrzyłam na podręcznik do angielskiego. Nie wiem, o czym wtedy myślałam. Pewnie o niczym, bo mój mózg całkiem przestał funkcjonować.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków