• Wpisów: 1434
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 20:19
  • Licznik odwiedzin: 315 148 / 2025 dni
 
abc.atlant
 
Dzisiaj dwa rozdziały, a do tego jeszcze recenzja, ale nic niezwykłego w tym nie ma, chce wam po prostu wynagrodzić ten mój ostatni zastój. Bardzo mi przykro, nic nie poradzę na to, że moja wena zdechła.
Lady_Detective.jpg

Główną bohaterką "Lady Detective" jest Elizabeth Newton, nazywana w skrócie panienką Lizzie, która na tle innych pań w dziewiętnastowiecznej Anglii wyróżnia się i to bardzo. Ma zupełnie inne upodobania, jej głowy nie zajmują wyłącznie fatałaszki i proszone herbatki, jak innych z towarzystwa, w którym się obraca. Rzeczona panna interesuje się naukami humanistycznymi, chemią, pisze powieść detektywistyczną pod pseudonimem Logica Docens i ma zadatki na Sherlocka Holmes'a w spódnicy.

W posiadaniu mam trzy pierwsze tomy manhwy, tyle ile zostało ich wydanych w Polsce, w których mamy do czynienia kolejno z samobójstwem (czy aby na pewno to było samobójstwo?), odszyfrowaniem zakodowanej wiadomość z dość interesującego okresu w historii Anglii i morderstwo (tudzież nieszczęśliwy wypadek przy pracy). Jakimś cudem zawsze tam gdzie coś się dzieje jest obecna panienka Lizzie, bądź ktoś ją o zajściu powiadamia, bo w drugim tomie roznosi się już wieść o jej nieprzeciętnej inteligencji i zacięciu detektywistycznym.

"Lady Detective" jest komiksem, który niezwykle pozytywnie mnie zaskoczył. To świetna opowieść utrzymana w konwencji klasycznego kryminału w stylu historii o Sherlocku Holmesie, w której autorki zadbały o detale historyczne i budowanie odpowiedniego klimatu. Moją ulubioną bohaterką zdecydowanie jest Lizzie, komiks polecam przeczytać chociażby ze względu na jej charakter, który jest absolutnie genialny, a przy jej kłótniach z kamerdynerem, pokojową, czy szefem wydawnictwa dla którego pisze naprawdę nieźle można się ubawić. Ma charakterek, jest zadziorna, jednocześnie pewna siebie, doskonale wie na ile ją stać, co może, a czego nie, myśli zupełnie nieszablonowo, no i robi coś, czego w tamtych czasach nie pochwalano u kobiet, czyli fascynuje się kryminalistyką, a przy tym na pracy tamtejszej policji, tudzież Scotland Yardu zna się lepiej niż oni sami.

Postać „asystenta” Lizzie jest równie ciekawa, jak sama niesforna bohaterka. Tak naprawdę po lekturze pierwszego tomu nie do końca wiadomo, jaką rolę w życiu rodziny Newtonów przyszło pełnić White’owi. Dla dziewczyny Edwin jest przede wszystkim sługą – kamerdynerem, a zarazem pomocnikiem, który dzięki swym umiejętnością pomaga jej w zabezpieczeniu dowodów. Zdaje się, że mężczyzna pełni również rolę jej opiekuna, jest głosem zdrowego rozsądku, kiedy młoda dama daje się zbytnio ponieść swoim pasjom lub porywczemu charakterowi. Pozostała służba traktuje Edwina z dużym szacunkiem i tytułuje paniczem. Socjeta postrzega go natomiast jako dżentelmena, uzdolnionego prawnika, który z niewiadomych przyczyn zrezygnował z wspaniale zapowiadającej się kariery. Edwin White ma w sobie nutę tajemniczości, która intryguje.

Zagadka kryminalna, która pojawia się w pierwszym tomie manhwy nie należy do kategorii wyrafinowanych, wielowątkowych spraw – rozwiązanie zagadki, z perspektywy głównej bohaterki, jest proste i nie sprawia jej większych problemów, czego nie można powiedzieć o stróżach prawa, którzy z dużym powątpiewaniem przyjmują ustalenia ekscentrycznej damy mającej szczęście zbadać miejsce zbrodni zanim funkcjonariusze Scotland Yardu się pojawili. Manhwą jestem osobiście oczarowana. Jeon Hey-jin i Lee Ki-ha stworzyły naprawdę interesujący komiks kryminalny, w którym nie zabrakło miejsca na zabawne oraz trącące subtelnym romantyzmem sceny. Duży format publikacji pozwolił w pełni cieszyć się urokiem ślicznych ilustracji. Zdecydowanie będę kontynuowała przygodę panienką Lizzie i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków