• Wpisów: 1456
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 22:52
  • Licznik odwiedzin: 317 500 / 2059 dni
 
abc.atlant
 
- Wiatr jest dla nas pomyślny. - zameldował jeden z angielskich żołnierzy.
- W rzeczy samej. - odpowiedział Becket. - Daj Jonesowi znać, że ma być bezlitosny. To go wprawi w dobry humor.
- Do broni! - wrzasnął komodor, dowodzący Holendrem po odebraniu sygnału od Becketa. - Będziemy bezlitośni! - Davy Jones uśmiechnął się do siebie i zaryczał bojowo. Zachmurzone niebo przecięła błyskawica, lunęło deszczem. Jones przyłożył mackę w miejsce, gdzie kiedyś było serce.
- Calypso... - wyszeptał, kierując wzrok na przewijające się w górze masy powietrza.

- Reja w górę! Nie zamoczyć prochu! - pokrzykiwał na załogę pan Gibbs, a potem wychylił się przez burtę, wbijając wzrok w ogromny wir wodny. - Malstrom! - krzyknął ostrzegawczo. Liz poderwała głowę i rzuciła się w stronę mostku kapitańskiego.
- Kapitanie Barbossa! - krzyknęła. - Musisz stanąć u steru.
- Tak, to prawda. - skinął głową Hektor. Położył dłoń na sterze. Uśmiechnął się. - Reja w górę, niezdarne pokładowe małpy! - zawołał. - Warto było żyć, by doczekać takiej śmierci!

- Rufą do wiatru! - zawołał jeden z angielskich żołnierzy, gwałtownie skręcając ster. On również dostrzegł już wir.
- Nie zrobi nam krzywdy. - Davy Jones przepchnął się do steru. - Cała naprzód w stronę otchłani!
- Czyś oszalał? - odezwał się przerażony mężczyzna, odepchnięty przez Jonesa. Tamten uśmiechnął się.
- Boisz się zamoczyć? - spytał sarkastycznie.

- Omińmy wir! - Liz starała się przekrzyczeczeć szalejącą burzę. - Inaczej nas pozabijają.
- Nie! - zaprotestowął Barbossa. - Podpłyniemy blizej. Przebijemy się na szybsze wody. - Czarna Perła płynęła prosto w otchłań.
- Do dział! Żywo! - krzyczał pan Gibbs.
- Odwagi panowie! - dodał Will. - Pełna gotowość!

Jack Sparrow przechadzał się w ę i z powrotem po celi, myśląc gorączkowo, a przy tym mamrocząc do siebie.
- Myśleć jak ten szczeniak... - powtarzał w kółko. - Zawiasy... Zawiasy... Myśleć jak szczeniak... Proste zawiasy. Dźwignia. - olśniło go i chwilę potem podważył kratę w drzwiach znalezioną deską. Drzwi natychmiast wyleciały z zawiasów. - Życzcie nam powodzenia chłopcy. - zwrócił się do Sparrow'ów. Oboje wyjrzeli na zewnątrzm, patrząc za nim.
- Już mi go brak. - odezwał się Jack.
- Uroczy człowiek, prawda? - odpowiedział mu Jack.
- Nie ruszać się! - zawołał Jack. - Upuściłem gdzieś mózg. - Jack spojrzał na Jacka. Jack odwzajemnił spojrzenie.

- Nie strzelać! - krzyknęła Liz. - Czekać aż staniemy burta w burtę. - Czarna Perła przecinała fale z trudem utrzymując się na krawędzi wiru. Tak samo Holender.
- Ognia! - wrzasnęła, kiedy wrogi okręt znalazł się w odpowiedniej pozycji. Barbossa podniósł głowę, słysząc jej głos.
- Ognia! - wrzasnął. - Ze wszystkich dział!
- Ognia! - powtórzył Will.
- Już za późno by zmieni kurs, kamraci! - Barbossa skręcił ster. Czarna Perła zatonęła w huku dział. W okręt uderzyły pociski wystrzelone przez załogę Becketa. Perła zachwiała się, aż wreszcie przechyliła na lewą burtę i byłaby utonęła w ogromnym wirze wodnym, gdyby nie oparła się na masztach Latającego Holendra.

Jack wyślizgnął się z celi niemal od razu trafiając na dwóch żołnierzy Becketa.
- Stój, bo strzelam. - odezwał się jeden z nich, celując w kapitana ze strzelby. Jack w pierwszym odruchu uniósł dłonie, wmurowany w ziemię, ale zaraz uśmiechnął się.
- Dobre. - powiedział. - Przyszedłem zabrać swój dobytek. - dodał, wyjmując z otwartego kufra swój pas, pistolet, kompas i kapelusz, ani trochę nie przejmując się celującymi w niego anglikami. - Choć to chwalebne, co robicie tutaj, mogąc być gdzie indziej. - żołnierze popatrzyli po sobie.
- Ktoś musi zostać i pilnować skrzyni. - powiedział jeden z nich, patrząc na to, co leżało na stole między nimi. - Na pokładzie doszło do rozprężenia.
- Wszystkiemu winni rybowaci. - odpowiedział mu drugi.
- Wiec rybowaci... Już przez sam fakt bycia rybowatymi są mniej zdyscyplinowani niż nierybowaci. Mówię tylko, że to... Nie bez znaczenia.
- Gdyby nie było rybowatych, nie byłoby potrzeby pilnowania skrzyni. - Jack zerknął na jednego, potem na drugiego i po prostu zwinął ze stołu skrzynię z sercem Davy'ego Jonesa.
- A gdyby nie było skrzyni, nie musielibyśmy jej pilnować. - usłyszał jeszcze, chyłkiem opuszczając kajutę.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków