• Wpisów: 2621
  • Średnio co: 16 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 13:38
  • Licznik odwiedzin: 299 813 / 1750 dni
 
abc.atlant
 
Katje ukradkiem spoglądała na Dorotheę, która najwyraźniej nie zwracała na nią najmniejszej uwagi. Nie dokuczała jej od tamtej awantury, którą rozpętała wściekła Yennefer i dziewczyna nareszcie mogła odetchnąć z ulgą. Tylko że... Miała niejasne przeczucie, że Dorothea coś planuje. Coś okropnego. I nie będzie to już tylko podkładanie jej podebranych innym adeptkom rzeczy. A z pomocą Sabriny... Katje westchnęła. Miała teraz o wiele poważniejszy problem. Minęło już ponad pół godziny zajęć z anatomii, po adeptkach nosił się szmer cichych rozmów... Yennefer nie zjawiła się na zajęciach.
Dziewczyna oparła głowę na dłoniach. Co takiego mogło się stać? Yennefer nigdy nie dopuściłaby do nawet takiego zaniedbania jak niezjawienie się na lekcji. Może nie powinna jej zostawiać samej po tej koszmarnej nocy? Może powinna zajrzeć do niej rano? Powinna... Zrobić cokolwiek, ale była uwięziona w sali lekcyjnej z mnóstwem innych adeptek i nie mogła tak po prostu wyjść w czasie trwania zajęć, nawet jeśli nie była przez nikogo pilnowana.
Znów spojrzała na ogromny zegar ścienny. Do końca lekcji było jeszcze mnóstwo czasu. Dziewczyna ukryła twarz w dłoniach. Nie! Musiała coś zrobić! I musiała to zrobić teraz! Odprowadzana zaciekawionymi spojrzeniami zerwała się z ławki i nie troszcząc się o takie rzeczy jak teczka czy notatki, wybiegła z sali i pognała po schodach na górę, do komnaty Yennefer. Zawahała się przy drzwiach. W korytarzu panowała cisza, a z pokoju nie dochodziły najmniejsze nawet dźwięki. Mimo wszystko...
Dziewczyna nacisnęła klamkę i zajrzała do środka. Yennefer leżała na łóżku, zwinięta w kłębek i odwrócona plecami do drzwi. Katje zamknęła za sobą drzwi i podeszła do czarodziejki. Miała na sobie tę samą suknię, w której Katje widziała ją w nocy, nie zadała sobie nawet trudu, żeby się przebrać. To było do niej niepodobne.
- Pani Yennefer... - odezwała się dziewczyna, kładąc dłoń na ramieniu mistrzyni. Czarodziejka tylko jęknęła cicho, odwracając się od niej jeszcze bardziej. - Pani Yennefer... - powtórzyła dziewczyna z nutą przerażenia w głosie.
- Katje...- odpowiedziała jej słabo Yennefer, wyrwana z letargu. - Dasz... Dasz mi wody?
- Oczywiście. - dziewczyna sięgnęła po stojący na biurku dzbanek z wodą i odrobinę nalała do szklanki. Czarodziejka z trudem podniosła się do pozycji siedzącej. Katje zlustrowała ją wzrokiem. Yennefer, którą znała nigdy nie pozwoliłaby, żeby jej włosy były potargane i splątane, ani tym bardziej nie pozwoliłaby sobie na noszenie sukni poplamionej zaschniętą krwią. Pod wpływem impulsu przyłożyła dłoń do policzka mistrzyni. Czarodziejkę trawiła okropnie wysoka gorączka. Tknięta kolejnym przeczuciem, przyciągnęła do siebie przedramię Yennefer i zdjęła z nadgarstka bandaż. Dłoń była w okropnym stanie. Rany zaleczone poprzedniej nocy, znowu się otworzyły i zaczynały jątrzyć. Katje jęknęła cicho. Czyżby niedokładnie oczyściła tkanki z okruchów szkła.
- Katje, ja... Gdzieś ty była? - odezwała się Yennefer, przykładając wierzch dłoni do czoła.
- Nic nie mów, proszę. - przerwała jej dziewczyna, od nowa oglądając maleńkie rany pod światło. - Zaufaj mi. Tej jeden, jedyny raz, zaufaj. - Yennefer osunęła się z powrotem na poduszkę. Miała drgawki. I naprawdę wysoką temperaturę. W głębi serca Katje czuła, że tym razem sama sobie nie poradzi. Zerwała się z klęczek. Miała tylko nadzieję, że rektorka Elena będzie teraz u siebie.
Wybiegając z komnaty uświadomiła sobie, że serce wali jej jak oszalałe. Biegiem ruszyła w kierunku schodów.
- Przejście dla faworyty pierwszej rektorki! - nogi się pod nią ugięły na dźwięk tego głosu. Dorothea zastąpiła jej drogę. - wielka pani! - zawołała na cały głos. - Czy wolno mi błagać o maleńką łaskę ze strony tak wspaniałej i wpływowej osoby? - Katje spojrzała na nią zaskoczona.
- Śpieszę się, czego chcesz? - dziewczyna potrząsnęła głową
- Czy zechcesz... Jeśli pozwoli na to twoja wysoka pozycja, rzecz jasna... - uśmiechnęła się. - Czy zechcesz naprawić dziś moje buty? Bo widzisz, wiem, ze je jesteś doskonale szkolona w tak wspaniałych i chwalebnych zajęciach, no a skoro moje buty wymagają naprawy, to powinnam je oddać do najlepszego szewca w Akademii... Co o tym sądzisz? - Katje pokręciła głową.
- Tylko na tyle cię stać? Zejdź mi z drogi - powiedziała, mijając ją i pobiegła dalej korytarzem. Za sobą usłyszała odgłos kroków.
- Ależ, Katje... To znaczy... Ach, wielka pani. Uczyniłabyś mi za... - urwała nagle. Zaintrygowana Katje przystanęła, ale powstrzymała się od spojrzenia za siebie.
- To adeptka pierwszej rektorki. - mruknął jakiś inny głos. - Zgłupiałaś? Zostaw ją w spokoju. - aż ją zatkało ze zdumienia. Wiec jednak w Aretuzie jest ktoś, kto nie jest do niej wrogo nastawiony. Zaraz potem przypomniała sobie o Yennefer i rzuciła się pędem.
- Rektorko Eleno! - zawołała, dopadając do drzwi komnaty czarodziejki.
- Katje, co się stało? - czarodziejka wyjrzała na zewnątrz, słysząc gorączkowe wołanie adeptki. - Wyglądasz na roztrzęsioną, coś się wydarzyło? - Katje podziękowała w duchu stwórcy, że rektorka Elena nie byłą taka jak inne.
- Z Yennefer niedobrze. Czy mogłabyś... Ja nie potrafię... Nie jestem... - rektorka musnęła dłonią jej policzek.
- Uspokój się. Na pewno nie jest tak źle jak sądzisz. - Katje posłusznie umilkła. Lubiła tą nauczycielkę. Uczyła ją praktyk uzdrowicielskich i co ważniejsze, popierała postawę Yennefer. Chwilę potem obie siedziały przy łóżku Yennefer. Katje przyglądała się rektorce, kiedy tamta zdejmowała bandaże z nadgarstków Yennefer i zajmowała się poranionymi dłońmi i przedramionami.
- Masz szczęście, że Katje tak szybko do mnie z tym przybiegła. Nie zdążyła się wdać gangrena. - powiedziała czarodziejka, zgrabnie operując mocą uzdrowicielską. - A gorączka powinna ustąpić do wieczora. - Yennefer skinęła głową, słabo wyszeptawszy podziękowanie. - Próbowałaś sama ją leczyć? - rektorka zwróciła się do Katje, a dziewczyna prędko przytaknęła. - Nie poszło ci źle, ale i nie dobrze. Nie jesteś jeszcze pełnoprawną uzdrowicielką, ciągle się uczysz. A ty, Yennefer pamiętaj... Nie jesteś w Aretuzie sama.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków