• Wpisów: 2621
  • Średnio co: 16 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 13:38
  • Licznik odwiedzin: 299 813 / 1750 dni
 
abc.atlant
 
Liz szła przez pokład Czarnej Perły, odprowadzana pożądliwymi spojrzeniami mężczyzn. Miała na sobie kusą spódniczkę w czerwono-zieloną kratę, za którą zatknęła białą zwiewną koszulę. W talii zasznurowała lekki skórzany gorset, a całość podtrzymywał pasek z połyskującego sznurka, do którego przypasała szpadę w pochwie. Czekoladowe loki podtrzymywała opaska i rozrzucone był w nieładzie, lekko powiewając na wietrze. Zadarła brodę do góry, wystawiając do słońca upstrzoną piegami twarz, jej zielone oczy błyszczały iskierkami rozradowania. William podniósł na nią wzrok znad wiązanego szotu, kiedy stanęła obok niego.
- Ślicznie wyglądasz. - odezwał się.
-- Jak... Pirat? - zagadnęła, rozkładając ręce. Will potaknął skinieniem głowy. Najwyraźniej nie mógł oderwać od niej wzroku. Liz spłoszyła się. Nie miała zamiaru go uwodzić. Miał narzeczoną. A ona musiała to uszanować bez względu na to, jak bardzo tamtej nie lubiła. Teraz patrzyła tylko w ciemne oczy Willa zastanawiając się, co ona właściwie wyrabia. Poza tym cały czas czuła na sobie wzrok Elizabeth.
- To... To ja już może sobie pójdę, masz pewnie mnóstwo zajęć. - powiedziała wreszcie. Odwróciła się na piecie i zamarła w bezruchu. Jeden z załogantów dobrał się do akordeonu - który co prawda pamiętał lepsze czasy, ale wciąż dawało się na nim grać - i właśnie wybrzmiewały pierwsze takty piosenki, którą dobrze znała. Stopy same zaczęły wystukiwać rytm znanej pirackiej przyśpiewki, ciało ruszyło do tańca, a z ust popłynęły dźwięcznie dobrze znane słowa. Will roześmiał się i dołączył do dziewczyny, obejmując ją ramieniem w talii. Ujął jej dłoń w swoją i oboje zawirowali na deskach pokładu, piętami wybijając rytm. Elizabeth zerwała się ze swojego miejsca, słysząc zamieszanie i zamarła w bezruchu. William... Jej narzeczony... Tańczył z tą małą wywłoką. I wydawał się przy tym naprawdę dobrze bawić. Jeszcze nigdy nie widziała u niego tak szerokiego uśmiechu. Zrobiła krok w ich stronę. Potem kolejny.
- Dość! - wrzasnęła, podchodząc do nich. - Przestańcie! - wyszarpnęła zza paska szpadę i stanęła miedzy Willem, a Liz, dziewczynę trzymając na odległość ostrza.
- Elizabeth! - odezwał się mężczyzna. - Zostaw, nic nie zaszło.
- Przyjaźnimy się tylko. - dodała Liz, unosząc dłonie w obronnym geście.
- Co takiego w niej widzisz?! - wrzasnęła Elizabeth, nie zwracając uwagi na tłumaczenia swojej imienniczki. - Nie jest ani młodsza, ani ładniejsza ode mnie.
- Uspokój się Elizabeth. - William sięgnął do szpady, ale jego narzeczona potrząsnęła dłonią.
- Nic o niej nie wiemy! - krzyczała. - Nie wiemy kim ona jest! Skąd się wzięła! Ani jakie ma zamiary! Mogliście ją wtedy zostawić na pewną śmierć w oceanie. Jesteście piratami do cholery!
- Ale kodeks... - odezwał się pan Gibbs.
- Kodeks nie ma tu nic do rzeczy. - przerwała mu Elizabeth. - Wyzywam cię. - powiedziała, patrząc Liz prosto w oczy.
- Nie zamierzam odbierać ci narzeczonego. - odpowiedziała dziewczyna. - Ale proszę bardzo. - dodała, obnażając szpadę. Elizabeth zaatakowała, ale Liz zbyła ją szybką kontrą.
- Nie baw się ze mną. - powiedziała. - Chciałaś się pojedynkować. Więc walcz jak prawdziwy pirat. - Elizabeth prychnęła, ale natarła gwałtowniej. Powietrze zadrżało, szczęknęła stal. Załoganci porzucili swoje zajęcia i przyglądali się wściekłej Elizabeth i o wiele spokojniejszej Liz, skupionej na szpadzie. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że wkrótce dołączył do nich Jack Sparrow. Pirat w skupieniu przyglądał się obu stronom pojedynku. Gdyby tylko miał pod ręką popcorn, na pewno by go pogryzał.
- O co m poszło? - zapytał nachylając się do Gibbsa.
- Z tego, co zrozumiałem, to chyba o Willa.
- Komu kibicujemy kapitanie? - spytał jeden z członków załogi. Jack zastanowił się przez chwilę.
- Lizzie. - powiedział wreszcie, pokazując na pannę Harrington. Załoga natychmiast wzniosła okrzyki, mające dodać jej otuchy. Liz odwróciła się, posyłając im całusa, a chwilę potem, nawet nie patrząc w stronę Elizabeth, wytrąciła jej szpadę z ręki. Ostrze wbiło się w burtę i zadrżało. Liz wyprostowała się i posłała rywalce promienny uśmiech.
- Uczyłam się fechtunku od ojca. - powiedziała, wyjmując szpadę z deski. - A tak na przyszłość, jeśli nie jesteś pewna wygranej, nie wyzywaj na pojedynek. - dodała, oddając jej ostrze. Załoga podniosłą wiwat.
- Ładnie panno Harrington. - pochwalił Jack Sparrow. Liz uśmiechnęła się i ukłoniła z przytupem, ale mina jej zrzedła, kiedy przeniosła wzrok na Willa. Patrzył na nią z wyrzutem.
- Czy... - odezwała się. - Czy ty myślisz, że możemy mimo wszystko... być przyjaciółmi? - Will objął ją ramieniem.
- Broniłaś jedynie swojego honoru. - odpowiedział. A zaraz potem podniósł wzrok i osłonił ją własnym ciałem przed Elizabeth, która zamachnęła się na nią ostrzem.
- Liz, uważaj! - wyrwało mu się, kiedy otaczał ją ramieniem i odpychał na bok. Dziewczyna odwróciła głowę, kiedy szpada Elizabeth przecięła mu skórę na nadgarstku i ostrzew biło się w ciało. Elizabeth wypuściła szpadę z ręki, równie zaskoczona.
- Will... - odezwała się. - Ja nie chciałam... - mężczyzna patrzył na krew spływającą po dłoni, z grymasem bólu malującym się na twarzy.
- Atak od tyłu? - spytał. - Za plecami przeciwnika? Nieczyste zagranie. - powiedział, podnosząc wzrok. - Będziesz musiała bardzo się postarać, żeby zasłużyć sobie na mój szacunek. - dodał, wycierając dłoń z krwi bandaną, wyjętą z kieszeni. Elizabeth próbowała się tłumaczyć, ale już jej nie słuchał.
- Ziemia na horyzoncie! - po pokładzie poniósł się krzyk i Will natychmiast rzucił się do burty. Rzeczywiście, widać już było niewielką wyspę. Liz stanęła obok.
- Nareszcie. - odezwał się Will i dziewczyna spojrzała na niego. - Czeka na nas serce Davy'ego Jonesa.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków