• Wpisów: 2621
  • Średnio co: 16 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 13:38
  • Licznik odwiedzin: 299 813 / 1750 dni
 
abc.atlant
 
Liz otworzyła oczy. Pod pokład wpadały nieśmiałe promienie słońca. Podniosła się do pozycji siedzącej, omal nie spadając z kołyszącego się hamaka. Will odstąpił jej swoje miejsce, za co była mu bardzo wdzięczna. Odrzucając kołdrę, zgrabnie zeskoczyła na podłogę. Zabrała się do ćwiczeń rozciągających. William Turner... Niesamowicie przystojny, męski, ale i opiekuńczy. A w dodatku niesamowicie pociągający... Liz uśmiechnęła się do siebie, wsuwając stopy w wysokie buty. Gdyby tylko nie był zaręczony z Elizabeth... Liz stanęła pewnie na nogach, wyciągnęła dłoń do klamki i wyszła na pokład.
Główny pokład tętnił życiem. Liz rozglądała się wokół z zainteresowaniem. Wszyscy członkowie załogi byli zaangażowani w życie okrętowe. Niektórzy właśnie szorowali deski pokładu, inni majstrowali przy żaglach i masztach, pozostali zajmowali się w głównej mierze własnymi sprawami. Odwróciła się, oglądając się na mostek kapitański. W dalszym ciągu nie wiedziała komu zawdzięcza możliwość przebywania na statku. Wtedy właśnie wpadła na Willa. Talerz z jedzeniem, który niósł, wypadł mu z ręki, a Liz krzyknęła, poślizgnąwszy się na rozlanej wodzie, ale zanim upadła na pokład, Will zdążył złapać ją za nadgarstek. Dziewczyna oddychała szybko, spoglądając w ciemne oczy mężczyzny.
- Nic ci nie jest? - Will pomógł jej stanąć pewnie na nogach.
- W porządku. Dzięki. - Liz wysunęła dłoń z dłoni mężczyzny, dostrzegając Elizabeth piorunującą ją wzrokiem.
- Miałem ci zanieść śniadanie... Które niestety przepadło. Chętnie oddałbym ci swoją porcję, ale jestem już po... Po jedzeniu. - zaplątał się William. Liz uśmiechnęła się.
- W porządku. - powtórzyła. - Zwykle rano nie mogę nic przełknąć, więc... Tak. - dziewczyna westchnęła. - Nie powinnam z tobą rozmawiać. Twoja narzeczona... - Will zerknął w stronę Elizabeth.
- Zawsze byłą chorobliwie zazdrosna. To nie twoja wina.
- Dziękuję za twoją przyjaźń, życzliwość i za tom ze mnie wyciągnąłeś z oceanu, ale nie musisz się mną dłużej przejmować. Zejdę na ląd w pierwszym porcie, do którego dopłyniemy.
- Nie dopłyniemy do żadnego portu. - Liz odwróciła się, słysząc męski głos i stukot obcasów na deskach pokładu. - Przynajmniej przez jakiś czas. - stał przed nią mężczyzna z burzą dredów na głowie, z powplatanymi weń koralikami i błyskotkami. Głowę okalała mu czerwona bandana. Był ubrany w stary płaszcz, po którym widać było częste użytkowanie, Ma palcach połyskiwały liczne pierścionki, a pod nosem malował się zawadiacko podkręcony wąsik.
- Jestem kapitanem na tym okręcie. Doniesiono mi, panno Harrington... - mężczyzna ujął jej twarz w dłonie. - O twoim ratunku.
- Ty jesteś Jack Sparrow. - odezwała się Liz.
- Kapitan Jack Sparrow. - sprostował, uśmiechając się lekko.
- Jako mała dziewczynka chciałam pływać z tobą po wszystkich morzach i oceanach tego świata. - powiedziała dziewczyna. - Zaraz... - jej twarz stężała. - Jesteś Jack Sparrow. Jesteś pi... Piratem. Więc ja jestem na pokładzie... Czarnej Perły?
- Strasznie wolno kojarzysz fakty moja droga. - stwierdził Jack.
- Nie zauważyłaś bandery? - spytał Will. Liz zadarła głowę, dopiero teraz dostrzegając piracką banderę na maszcie. Pokręciła głową w zamyśleniu.
- Witamy na Czarnej Perle, panno Harrington. - dodał Jack, kładąc jej dłonie na ramionach. - Od teraz należysz do załogi. - dziewczyna złapała jabłko rzucone jej przez pirata i powiodła wzrokiem za odchodzącym kapitanem. Potem przeniosła wzrok na Williama.
- Dokąd płyniecie? - spytała. Will uśmiechnął się, rozwijając przed nią mapę.
- Po serce Davy'ego Jonesa. - odpowiedział.
- Znam historię o "Latającym Holendrze". Jeśli tylko mi pozwolicie, popłynę z wami. - Will uśmiechnął się szerzej.
- Jesteś częścią załogi. - odpowiedział, wzruszając ramionami.
- Panno Harrington! - Liz podniosła głowę, słysząc głos Jacka, dochodzący z mostku kapitańskiego. - Dalejże do szotów!
- Aye aye kapitanie! - odpowiedziała mu dziewczyna.
- Przyuczę cię, jeśli chcesz. - odezwał się Will.
- Bardzo chętnie. Na morzu spędziłam sporo czasu, ale nie jako załogantka. - Liz ruszyła za mężczyzną.
- Z twoich słów wnioskuję, że masz do opowiedzenia ciekawą historię. - dziewczyna przytaknęła mu w duchu. I chociaż wspaniale się dogadywali, nie znała go na tyle dobrze, żeby zaufać. Przebywała z nim na jednym okręcie, ale krócej niż jeden dzień.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego