• Wpisów: 2621
  • Średnio co: 16 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 13:38
  • Licznik odwiedzin: 299 813 / 1750 dni
 
abc.atlant
 
Kolejnej nocy wymknąłem się z Ereboru i popędziłem ku ruinom miasta Dale, gdzie - jak wiedziałem - stacjonowała armia elfów. W kieszeni ciążył mi arcyklejnot. Nie postępowałem do końca uczciwie, ale na pewno słusznie. Już z daleka słyszałem głos Gandalfa. Przemykałem się między ludźmi, aż wreszcie dopadłem do namiotu, z którego słychać było czarodzieja.
- Nie będą przelewać krwi. Wiedzą, że nie mogą wygrać. - to z kolei był Bard. Łucznik z Miasta na Jeziorze. Postanowiłem się ujawnić, jednocześnie wyprowadzając go z błędu.
- Uważasz, ze się poddadzą? O nie, będą bronić do śmierci swego złota. - odezwałem się, podbiegając do nich.
- Bilbo Baggins! - zawołał Gandalf, nadzwyczaj uradowany. Uśmiechnąłem się w odpowiedzi. Szczerze mówiąc nie miałem pewności, że jeszcze go zobaczę.
- Jeśli się nie mylę to jest niziołek, który ukradł klucze do moich lochów i okpił moje straże. - odezwał się władca elfów, kiedy Gandalf zaprosił mnie do namiotu. Rzuciłem okiem na elfa, rozpartego wygodnie na krześle.
- Tiaaa... Przepraszam za to. - nic innego nie przyszło mi do głowy, ale brak manier natychmiast został zatuszowany. - Przyszedłem, żeby dać wam to. - powiedziałem, wyjmując z kieszeni klejnot, owinięty w skórzaną szmatkę. W ciemnościach namiotu błyszczał swoim niezwykłym, wewnętrznym światłem.
- To jest serce góry... - odezwał się władca elfów, wstając z miejsca. - Klejnot króla. - Gandalf również patrzył na to, co robię, najwyraźniej nie rozumiejąc dlaczego.
- I wart królewskiej sumy. - dodał Bard. Potaknąłem, kiwając głową. - Skąd wziął się u ciebie?
- Należała mi się jedna czternasta skarbu. - Gandalf spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, jakby nie mógł powstrzymać uśmiechu.
- Czemu to robisz? Nic nie jesteś nam winien?
- Nie robię tego dla was. - patrzyli na mnie w milczeniu, najwyraźniej oczekując wyjaśnień. Wiec wyjaśniłem. - Wiem, że krasnoludy mogą być uparte. Aż głupie wręcz i... Trudne. Są podejrzliwe i skryte. I maniery mają takie, że o gorsze trudno, ale przy tym są odważne. I dzielne... I lojalne do bólu. Polubiłem tę gromadkę. Chcę ich ratować, jeśli się da. Thorin ceni ten kamień ponad wszystko. Aby go odzyskać myślę, że da wam to, co się wam należy. I może obejdzie się bez wojny. - Bard i elfi władca popatrzyli po sobie. Chyba nie byli co do tego przekonani. Ale co im szkodziło spróbować...

- Idź teraz spać. - odezwał się Gandalf po tym, jak już ucięliśmy sobie niewielką pogawędkę. - Rano musisz ruszać.
- Co? - pierwsze słyszałem. Dokąd?
- Lepiej, żebyś był jak najdalej stąd.
- Nie... Nie ma mowy. - zaoponowałem. - Wybrałeś mnie jako czternastego i nie zostawię kompanii.
- Już nie ma kompanii. To przeszłość. Boję się, co zrobi Thorin, gdy się dowie o arcyklejnocie.
- A ja się nie boję Thorina. - dodałem odważnie.
- To niedobrze. - umilkłem, kiedy Gandalf odwrócił się ku mnie. - Zło i złoto mają wiele wspólnego. To o złocie tylko od wieków myślał Smaug. Każdy, kto zbliży się do Góry zapada na ten smoczy obłęd. Prawie każdy... - poprawił się zaraz, spoglądając na mnie życzliwie. Nie uśmiechnąłem się. Choć to chyba był komplement. - Hej ty! - Gandalf zatrzymał jednego z mieszkańców Esgaroth, przechodzącego obok. - Daj hobbitowi jeść. I znajdź mu miejsce do spania. - poszedłem za nieznajomym mężczyzną. Nie wzbudzał we mnie zbytniego zaufania. Ale to nie było ważne. Nie mogłem tak po prostu zostawić przyjaciół. W głowie zaczynał mi się rodzić plan.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków