• Wpisów: 2563
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis: 36 minut temu
  • Licznik odwiedzin: 296 068 / 1691 dni
 
abc.atlant
 
Katje przyciskała książki mocno do piersi. Czekał ją kolejny dzień drwin i nieprzyjemności. Tydzień jawił jej się jako nieskończona seria prób. A to dopiero piąty tydzień, pomyślała. Między nią, a ukończeniem Akademii stało pięć długich lat. Każdy dzień był wyczerpujący. Kiedy nie musiała znosić Dorothei i pozostałych adeptek, ślęczała nad ogromna ilością materiału, które rektorki kładły im do głów. Wybawieniem były jedynie zajęcia z Yennefer. Przez krótki czas wydawało jej się, że jeśli będzie wracać na przerwę popołudniową do mieszkania czarodziejki i jeść z nią obiad, zdoła choć na godzinę każdego dnia uciec przed Dorotheą, ale ona wymyślała najróżniejsze rzeczy, żeby jej dokuczyć. Usiłowała parę razy spędzić tę godzinę w sali, ale kiedy Dorothea się o tym dowiedziała, czekała, aż rektorka wyjdzie i znowu zaczynała je douczać. W końcu umówiła się z mistrzynią, że podczas przerw będzie przychodzić do jej sali wykładowej. Pomagała ustawiać lub rozmontowywać aparaturę, z której Yennefer korzystała na zajęciach. Yennefer nie raz proponowała jej, ze będzie jej towarzyszyć w drodze do i z sal, ale Katje wiedziała, że to tylko dałoby Dorothei do rozumienia, że rzeczywiście jest górą. Starała się jak mogła, ignorować złośliwości i szydercze komentarze, ponieważ wiedziała, że jeśli zareaguje, to tylko je zachęci do dalszych kpin. Gong kończący lekcje w danym dniu przynosił jej ulgę. Najwyraźniej zabawy towarzyskie i plotki w dormitorium, były ciekawsze od dokuczania jej, jako że wszystkie dziewczęta wybiegały z gmachu, gdy tylko rektorki pozwoliły im się rozejść. Katje czekała, aż sobie pójdą i dopiero wtedy wracała w spokoju do własnej komnaty.

Tego dnia, jak każdego innego, zbliżając się do końca korytarza, czuła, że mięśnie jej ramion rozluźniają się, a skurcz żołądka nieco ustępuje.
- Jest! - usłyszała zaraz i zamarła w bezruchu. Przeszedł ją dreszcz. Korytarz był pełen adeptek ze starszych roczników, ale to nigdy nie było dla niej problemem. Przyspieszyła w nadziei, że dotrze do tłocznego holu wejściowego, gdzie z pewnością będą jakieś rektorki, zanim dogoni ją Dorothea i jej przyjaciółki. Za sobą słyszała tupot wielu par stóp.
- Katje! Kaaatjeee! - starsze adeptki odwracały się na dźwięk tego krzyku. Katje wciągnęła głęboko powietrze, postanawiając bez zmrużenia oka stawić czoło prześladowcom. Już raz jej się udało. Czyjaś ręka chwyciła ją za ramię i szarpnęła mocno. Strząsnęła ją odruchowo i spojrzała wściekle na Keirę.
- Lekceważysz nas? - spytała Dorothea. - To bardzo niegrzeczne, ale przecież po tobie nie można spodziewać się dobrych manier, prawda? - otoczyły ją. Spoglądała po uśmiechających się szyderczo twarzach. Chwyciła jeszcze mocniej książki, zrobiła krok do przodu i przecisnęła się miedzy Ilse i Arissą , żeby wyzwolić się z tego kręgu. Tamte jednak wyciągnęły ręce i chwyciły ja za ramiona, wciągając z powrotem do środka. Zaskoczyło ją to i przestraszyło. Dotychczas nie znęcały się nad nią fizycznie, jeśli nie licząc podkładania nóg, żeby się wywróciła.
- A dokąd to Katje? - spytała Keira. Ktoś popchnął ją od tyłu. - Chcemy z tobą tylko porozmawiać.
- Ale ja nie chcę rozmawiać z wami. - warknęła. Odwróciła się i spróbowała jeszcze raz wyrwać się, ale na powrót wciągnęły ją między siebie. Poczuła autentyczny strach. - Przepuście mnie. - Dorothea wyszła przed szereg, zmuszając ją do cofnięcia się. Katje przełknęła ślinę nerwowo, czując za plecami zimną ścianę.
- Czemu mnie o to nie poprosisz, pupilko pierwszej rektorki? - ostatnie dwa słowa wypowiedziała, jakby nie było na świecie nic bardziej obrzydliwego. - Myślisz, że jesteś taka cudowna, bo pozwala ci nosić za sobą księgi? - usiłowała ją sprowokować, zobaczyć, ile zdoła wytrzymać. Cóż, Katje miała doświadczenie w radzeniu sobie z takimi zagrywkami. Yennefer nie raz doprowadzała ją do szału swoimi uwagami. - Zdradzić ci tajemnicę? - Katje patrzyła jej prosto w oczy. Dorothea nachyliła się nad nią. Czuła jej oddech na twarzy. - Moją mistrzynią była Margarita Laux-Antile. - Katje wzięła gwałtowny oddech. Czuła, że trzęsą jej się ręce. Dorothea zachichotała. - Dokładnie. A ja nie spocznę, dopóki nie odpłacę jej się tym samym. - książki ściskane przez Katje z hukiem wyładowały na podłodze, a ona szybkim ruchem wyciągnęła rękę i chwyciła ją mocno za kark. Podniosła ręce do szyi, ale zanim zdołała złapać jej nadgarstek, okręciła jej nogę swoją i popchnęła ją z całej siły. Poczuła, jak ugina się kolano Dorothei i zalała ją fala triumfu, gdy upadła do tyłu, wymachując w powietrzu rękami. W korytarzu zapadło milczenie - wszystkie adeptki, starsze i młodsze, wpatrywały się w Dorotheę. Katje parsknęła pogardliwie. To był właśnie jej błąd.
- Doigrałaś się... - warknęła Dorothea, podnosząc się z podłogi. - Nie masz prawa podnosić na mnie ręki! - wrzasnęła i zaczerpnąwszy mocy, cisnęła kulą energii prosto w Katje. Dziewczyna uchyliła się, a pocisk minął jej twarz zaledwie o milimetr. Wśród adeptek podniósł się krzyk i wrzawa. Kilka dziewcząt ze starszego rocznika usiłowało przemówić jej do rozsądku, kilka zaczęło krzyczeć, jeszcze inne wołały którąś z rektorek. Ściana drżała od kolejnych kul energii ciskanych przez Dorotheę. Katje osunęła się na podłogę i utworzyła wokół siebie tarczę ochronną, która jednak szybko zaczęła pękać. Była zmęczona i wyczerpana po zajęciach, w dodatku sporo energii włożyła w sztuczkę, której nauczyła się a Kaer Morhen. Zaczynała słabnąć. Tarcza stawała się coraz słabsza, aż w końcu znikła zupełnie, głowa zaczęła opadać jej na podłogę, a oczy zamykać. W ostatnim przebłysku świadomości zdążyła jeszcze dostrzec Yennefer, próbująca opanować sytuację.

Yennefer zbiegała po schodach, podkasując suknię. W głowie huczało jej od rozpaczliwego telepatycznego krzyku adeptki. W dodatku cały korytarz był wypełniony adeptkami, które najwyraźniej były tak zaaferowane całym zajściem, że ani w głowie im było przepuszczenie rektorki. Czarodziejka zamknęła oczy i wściekle machnęła ręką. Potężny grzmot sprawił, że gwar natychmiast ucichł.
- Wynocha, nie ma na co patrzeć! - wrzasnęła Yennefer, wreszcie przecisnąwszy się przez tłum. - No już, rozejść się! - adeptki posłusznie ruszyły schodami ku dormitorium. Zdążyły się już zorientować, że z pierwszą rektorką Akademii lepiej nie mieć na pieńku. - Ty! Ty zostajesz! - krzyknęła Yennefer w stronę Dorothei i  jednym ruchem nadgarstka przygwoździła ją do ściany. - Katje... - głos czarodziejki zabrzmiał łagodniej, kiedy klękała przy skulonej na podłodze adeptce. - Katje, odezwij się. Ocknij się. Jestem tu. - dziewczyna powoli otworzyła oczy, czując pod palcami dłoń mistrzyni, którą natychmiast ścisnęła czule. Kiedy Yennefer przy niej była, czuła się bezpiecznie. - Katje, odezwij się, powiedz coś. - Yennefer zamknęła oczy, sięgając po moc uzdrowicielską i przyłożywszy wolną dłoń do czoła adeptki, wysłała jej odrobinę magicznej energii. Dziewczyna natychmiast otworzyła oczy i odwróciła głowę, patrząc prosto w fiołkowe oczy mistrzyni.
- Pani Yennefer... - wyszeptała.
- Yennefer! - czarodziejka podniosła głowę, słysząc głos Sabriny. - Co tu się stało?
- Co się stało?! - wrzasnęła czarodziejka. - Już ja ci powiem, co się stało!

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków