• Wpisów: 2563
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis: 1 godzinę temu
  • Licznik odwiedzin: 296 068 / 1691 dni
 
abc.atlant
 
- Thorinie, wszyscy chcemy go odzyskać. - Dwalin powtarzał to już kolejny raz tego dnia. Wódz naszej kompanii wciąż nie dawał się przekonać. Oczywiście ja wiedziałem dlaczego arcyklejnotu nie można znaleźć, ale wciąż siedziałem cicho.
- A jednak wciąż go nie znaleźliście! - wrzasnął Thorin. Siedziałem cicho. I słusznie. Z Thorinem wciąż działo się coś niedobrego. Jego krzyk poniósł się echem po podziemiu.
- Czyżbyś wątpił w lojalność kogoś z nas? - spytał Balin. Rzuciłem okiem na Thorina. - Arcyklejnot prawem narodzin należy się nam.
- To jest królewski klejnot. A królem jestem ja! - zaczynałem czuć się winny. - Wiedzcie... Że jeśli ktoś go znajdzie... I nie przekaże go mnie... Nie będzie litości. - no to miałem przechlapane.

Balina znalazłem w kuźni, tam gdzie lubił przesiadywać. Nie musiałem odzywać się ani słowem, żeby sam zaczął opowieść.
- Smocza choroba... Nie pierwszy to raz. To jego spojrzenie... Za zachłanna... Zaborcza miłość, Bilbo. Przez nią oszalał jego dziadek.
- Balinie, czy gdyby Thorin miałby arcyklejnot... I gdyby się odnalazł... To by pomogło? - spytałem, pełen nowej wiary.
- Ten kamień jest koroną. To wierzchołek całego bogactwa. I źródło władzy dla tego, kto go ma. Czy by go uzdrowił... Nie, chłopcze. - Balin pokręcił głową. - Tylko pogorszyłby sprawę. Może będzie lepiej jeśli się nie znajdzie. - A rzeczony kamień przebywał w mojej kieszeni. Świetnie. Cudownie wręcz.

Rozejrzałem się dookoła. Musiałem na niego spojrzeć. Musiałem wiedzieć co w nim jest takiego... Że za jego sprawą można oszaleć.
- Co to jest?! - usłyszałem nagle głos Thorina i na powrót wsunąłem dłoń do kieszeni. - Co tam masz?!
- To... To nic. - odpowiedziałem natychmiast, podrywając się z miejsca.
- Czyżby? - patrzyłem w jego oczy, nie wierząc w to jak się zmienił. Co zrobiło z nim złoto. A wreszcie podsunąłem mu pod oczy dłoń, na której leżał tylko duży żołądź. Thorin patrzył na mnie nieufnie, ale jego gniew powoli mijał.
- Wziąłem go z ogrodu Beorna. - wytłumaczyłem.
- Całą drogę go miałeś? - spytał krasnolud, nie dowierzając.
- Chcę go zasadzić przed domem. W Bag End. - Thorin uśmiechnął się. Czy... Tylko mi się zdawało?
- Piękna pamiątka. - powiedział już łagodniej. - Po takiej wyprawie.
- Kiedyś urośnie. A wtedy wszystko mi się przypomni. Wszystko co się wydarzyło, i dobre, i złe. I że miałem szczęście, że wróciłem. - Thorin uśmiechnął się szerzej, a ja odwzajemniłem uśmiech. Zdecydowałem się powiedzieć. - Thorinie, ja... - zacząłem, kiedy przerwał mi Balin, wbiegający do komnaty.
- Thorinie! - zawołał. - Mieszkańcy, ci co przeżyli, nadciągają do Dale. Są ich setki. - westchnąłem ciężko. Nici z rozmowy. Ale może to i lepiej.
- Niech wszyscy pilnują wrót. - nakazał szorstko Thoin, oddalając się.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego