• Wpisów: 2621
  • Średnio co: 16 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 13:38
  • Licznik odwiedzin: 299 813 / 1750 dni
 
abc.atlant
 
Gnałem w stronę wyjścia jak oszalały. Od tych kilku dni, które spędzaliśmy we wnętrzu Góry z Thorinem było coraz gorzej. Nie jadł, nie spał, przechadzał się tylko po komnacie wypełnionej złotem. A teraz, kiedy dołączyła do nas garstka krasnoludów, pozostałych wcześniej w Esgaroth, czułem się w obowiązku ich ostrzec.
- Czekajcie! Stójcie! - wrzeszczałem, ile miałem sił. - Stójcie! Stójcie! - dopadłem do nich, nie mogąc złapać oddechu. - Musicie stad iść... Wszyscy... Wszyscy musimy. - wydyszałem.
- Przyszliśmy ledwo.  zaprotestował Bofur.
- Jemu też mówiłem, ale on nie słucha.
- Że kto nie słucha?! - krzyknął Oin. Od czasu gdy jego trąbka słuchowa została zmiażdżona, słyszał coraz gorzej.
- Thorin! - odkrzyknąłem. - Thorin. Thorin... Nie wiem ile to już trwa. On nic nie śpi. I prawie nie je. Nie jest sobą. Zupełnie. To przez... To przez to miejsce. Gdzieś tu jest choroba.
- Choroba? - zdziwił się Kili. - Ale jaka choroba? - odwróciłem głowę, widząc, że jego brat już zbiegał po schodach i pognałem za nim. Od razu poznałem dokąd się kierował. Wielkie sale wypełnione złotem. A pośród całego bogactwa rodu Durina samotny krasnolud w królewskim płaszczu. Thorin.
- Złoto... Złoto ponad miarę. - nawet u szczytu schodów było słychać jego szept. - Ponad smutek. I cierpienie. - Thorin podniósł wzrok natychmiast nas dostrzegając. - Oto jest wielki majątek! Skarb Throra! Witajcie drodzy siostrzeńcy... - w naszą stronę poleciał ogromny brylant, który Fili zręcznie złapał. - Oto królestwo Ereboru!

Krasnoludy brodziły w złotych monetach, pokrzykując na siebie nawzajem i słuchając pokrzykiwań Thorina. Wszyscy wierzyli, że arcyklejnot gdzieś tam jest. A tymczasem spoczywał u mnie za pazuchą. Spoglądałem na wodza naszej kompanii stojąc obok niego na kamiennym balkonie. Martwiłem się. Nie było z nim dobrze. Działo się z nim raczej to, co z jego dziadkiem. Balin mi opowiadał. Thror oszalał za sprawą skarbu. Nie chciałem, żeby to samo spotkało Thorina. Mojego... Przyjaciela. Wyszedłem za zewnątrz, stwierdzając, że to czego najbardziej teraz potrzebuję, to świeże powietrze. We wnętrzu góry unosił się wszechobecny zapach złota, od którego już kręciło mi się w głowie. "Kusi mnie, żeby dać ci go wziąć. Żeby zobaczyć jak Dębowa Tarcza cierpi. Jak klejnot go niszczy. Jak opanowuje jego serce. I wiedzie do szaleństwa." to były słowa Smauga. Wciąż zastanawiałem się nad ich znaczeniem. Czy Thorin nie cierpiałby bardziej mając arcyklejnot? Dokładnie rozejrzałem się dookoła i wysunąłem zza pazuchy klejnot. W świetle dnia wyglądał jeszcze piękniej. Gorączkowo zastanawiałem się, czy powinienem go oddać Thorinowi.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego