• Wpisów: 2563
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis: 1 godzinę temu
  • Licznik odwiedzin: 296 068 / 1691 dni
 
abc.atlant
 
img_4025.jpg

W "Historii Pszczół" autorka opowiedziała nam trzy zupełnie niezależne historie. Niezależne jednak tylko z pozoru i na pierwszy rzut oka, bo gdy już zazębimy się w lekturę, będziemy mogli dostrzec, że wszystko się ze sobą łączy i nic nie pozostawiono przypadkowi. Kto czytał ten wie, kto nie wie, niech przeczyta. W pierwszej z historii poznajemy Williama, przyrodnika, który straciwszy chęć do pracy zapadł się w sobie i nie może się pozbierać, jednak pewnego dnia wpada na pomysł udoskonalenia budowy pszczelego ula. Niestety, jak to w świecie nauki bywa, ktoś wpadł już wcześniej na podobny pomysł. Dalej mamy Georga, mieszkającego wraz z rodziną na farmie, który również zajmuje się pszczelarstwem, co wynika z jego rodzinnej tradycji. Niestety właśnie na czasy jego życia przypadła Zapaść, czyli niezwykłe zjawisko, wskutek którego masowo zaczęły wymierać pszczoły. George obserwuje jak przepada jego dziedzictwo, a w dodatku nie może dogadać się ze swoim jedynym synem, który powinien odziedziczyć po nim farmę, jednak najwyraźniej nie ma na to ochoty. I w końcu jest Tao, która żyje w świecie można by powiedzieć "postapokaliptycznym", w którym pszczoły wyginęły i ludzie pod rządami totalitaryzmu, sami muszą dbać o zapylanie. Na świecie panuje głód, a populacja zmniejszyła się o mniej więcej pięćdziesiąt procent. Świat Tao wali się w gruzy, kiedy ginie jej trzyletni synek.

Dla mnie przede wszystkim jest to książka o relacji rodziców i dzieci i to naprawdę przepięknie opisana. Każdy z bohaterów tych trzech historii ma dzieci. Jedno, lub więcej, starsze, lub młodsze i musi z nimi jakoś się do gadać, znaleźć nić porozumienia. Tutaj właśnie autorka pokazuje nam, że bywa to czasami naprawdę bardzo trudne, zwłaszcza gdy dziecko dorasta i widzi siebie w innej roli, niż zaplanowali dla niego rodzice. Autorka sprawnie radzi sobie z pokazaniem relacji rodzic-dziecko, pokazuje w jakich sytuacjach ojciec lub matka jest mentorem, a kiedy bardziej przyjacielem. Mamy więc jedną, wielką, epicką opowieść o znajdowaniu kompromisów.

Elementem spajającym wszystkie te historie są oczywiście pszczoły. Pszczoły, od których wszystko się zaczęło, kiedy William badał ich zwyczaje, pszczoły, które dla Georga są nie tylko źródłem dochodów, ale również dziedzictwem i tradycją przekazywaną z ojca na syna, z pokolenia na pokolenie, wreszcie pszczoły, których wyginięcie doprowadziło tak naprawdę do zguby ludzkości, ponieważ właśnie za sprawą ich wyginięcia ludzie w 2098 roku żyją tak naprawdę na skraju nędzy. Pszczoły są tak naprawdę obsesją każdego bohatera tej książki, tylko że każdego na inny sposób. A jednocześnie w tym całym szaleństwie Maja Lunde kreuje postaci z krwi i kości, z którymi jesteśmy całym sercem i kibicujemy im mocno, co to co ich spotyka na kartach tej książki, to niejednokrotnie naprawdę przykre rzeczy. Ale jednocześnie te postacie przeżywają problemy, które i my doskonale znamy.

W końcu "Historię Pszczół" możemy traktować bardzo dosłownie, bo i my sami obserwujemy to, że pszczół jest coraz mniej, ze pracują mniej efektywnie, że zmienia się rolnictwo, sposób uprawy roślin i tu właśnie z pomocą przychodzi nam Maja Lunde, któa usiłuje nam przekazać co może się stać, gdy pszczoły wyginą. To nie tylko brak miodu, ale owoców i warzyw, nabiału i serów, bo i zwierzęta nie mają co jeść. Wyginięcie pszczół doprowadza samą ludzkość do skraju wymarcia, bo nie oszukujmy się, jeśli padną pszczoły, poleci cały ekosystem. Właśnie dlatego uważam, że ta książka jest pozycją obowiązkową dla każdego, bo naprawdę wiele jest ludzi, którzy nie zauważają jak ważne są te maleńkie organizmy, a my możemy jeszcze coś zrobić, żeby nasz świat nie stał się światem z historii Tao. Dlatego jeżeli szukacie ambitnej powieści, którą jednocześnie dobrze się czyta to z całego serca polecam właśnie "Historię Pszczół".

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego