• Wpisów: 2587
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:54
  • Licznik odwiedzin: 297 799 / 1718 dni
 
abc.atlant
 
Nietrudno się domyślić, że będzie to kontynuacja "Tajemnicy Czarodziejki". Trochę mi z tym zeszło, bo od publikacji ostatniego rozdziału tamtego opowiadania minęło sześćdziesiąt dwa dni (sprawdzone), ale w końcu jestem gotowa złożyć w wasze ręce zaczątek "Mistrzyni i Uczennicy". Yennefer została pierwszą rektorką w Aretuzie. Minął rok i Aretuza znów jest otwarta dla młodych adeptek, teraz zarówno dla szlachcianek jak i biednych dziewcząt, które dysponują mocą magiczną. Ale co będzie jeśli jedna z adeptek zacznie się buntować nowemu porządkowi? Rozdział - jak i całe opowiadanie - dedykuję Hanti, dzięki której przeczytałam Wiedźmina i pokochałam świat Sapkowskiego prawie tak mocno jak Śródziemie.

Katje stała w bramie Aretuzy, u boku mistrzyni, patrząc na wjeżdżający na dziedziniec rząd powozów. Przy każdym stali wyprostowani lokaje, odziani w barwy domu, któremu służyli. Na widok Yennefer skłonili głowy, czarodziejka odpowiedziała skinieniem. Katje wpatrywała się w powozy i czuła, jak coś ściska jej żołądek. Wcześniej widywała już podobne karety, ale tylko przejeżdżające przez rynek w Gors Velen i nigdy w takiej liczbie. Wszystkie były z polerowanego drewna, rzeźbione i malowane w skomplikowane wzory. Od teraz miała pobierać nauki wraz z córkami, szlachetnie urodzonych ludzi. Czuła jak na samą tę myśl serce podchodzi jej do gardła. Pociechy nie stanowił nawet fakt, że do Aretuzy zmierzało również wiele adeptek z biedniejszych domów. Te przychodziły pieszo, lub zjawiały się konno, zazwyczaj wyposażone tylko w niewielki kuferek z najpotrzebniejszymi rzeczami. Podniosła wzrok na mistrzynię, przypominając sobie wszystko, ci dla niej zrobiła i nagle zalała ją fala czułości i wdzięczności. Dumnie wyprostowana czarodziejka dokładnie przyglądała się każdej adeptce, która przekraczała próg Aretuzy. Już za parę chwil miało się okazać ile potrafią i jak bardzo ich magiczna moc jest rozwinięta. Katje zerknęła ku nieznajomym dziewczętom, mniej więcej w jej wieku - kilka twarzy szybko się odwróciło. Rozbawiona, zastanawiała się, kogo właściwie spodziewały się ujrzeć. Ponieważ żadna z nich więcej nie odpowiedziała spojrzeniem, Katje mogła im się przyglądać bez przeszkód. Dwie dziewczyny ubrane w proste sukienki wpatrywały się rozmarzonymi oczami w błyszczące szkło sklepienia holu Aretuzy. Trzy inne z bogatych domów rozmawiały ze sobą cicho, czasem też z ich strony dobiegał śmiech. Dwie inne czekały w milczeniu. Jeszcze inne stały na drugim końcu sali. Dziewczyna poczuła na ramieniu dotyk dłoni Yennefer i wzięła głęboki oddech. Spojrzała na czarodziejkę. Na jej twarzy malowało się napięcie i już chwilę potem dziewczyna przekonała się dlaczego. W korytarzu rozległ się odgłos kroków; Katje odwróciła się w tamtą stronę i dostrzegła jeszcze jedną strojną dziewczynę dołączającą do grupy. Dziewczyna rozejrzała się wyniośle po zebranych. Jej oczy spoczęły na chwilę na Yennefer, a następnie przeniosły na Katje. Spojrzała jej prosto w oczy, a kąciki jej ust rozszerzyły się w przyjaznym uśmiechu. Zaskoczona Katje uśmiechnęła się w odpowiedzi, ale w tej chwili wyraz jej twarzy przemienił się w szyderczy grymas. Palce Yennefer mocniej zacisnęły się na ramieniu adeptki.
- Idź do nich. - odezwała się Yennefer szeptem. - Nie przejmuj się. To się za chwilę skończy. - zapewniła ją. Katje uśmiechnęła się do niej.
- Nie przejmuję się, pani Yennefer.
- A zatem idź już. - mistrzyni popchnęła ją lekko do przodu. - Nie pozwól, żeby na ciebie czekały. - czarodziejka dystyngowanym krokiem wyszła na środek sali i zaklaskała trzy razy. Szepty natychmiast umilkły.
- Aretuza wita was wszystkie - powiedziała. - Zaraz rozpocznie się ceremonia przyjęcia. Proszę wstępujące do Akademii o ustawienie się w szeregu. - kandydatki natychmiast usłuchały. Yennefer zerknęła ku Katje. Przez jej twarz przemknął cień uśmiechu, a Katje skinęła ku niej głową. Wsunęła się do kolejki za ostatnią dziewczyną. I w tej samej chwili do jej uszu dobiegł cichy syk z lewej strony.
- Przynajmniej znają swoje miejsce. - mruknął jakiś głos. Katje przechyliła lekko głowę i zobaczyła kątem oka dwie stojące niedaleko zamożne dziewczyny. Wiedziała, że mówią o rówieśniczkach z biednych rodzin. Również o niej. Tutaj nie liczyło się to, że miała swoją mistrzynię, że nie mieszkała w dormitorium z innymi, ale w komnatce tuż przy pokoju Yennefer. Liczyło się natomiast jej pochodzenie. a nie było to nic szczególnego, zważywszy na to, że wszystko co pamiętała, to sierociniec.
- Dziś każda z was czyni pierwszy krok na drodze do zostania czarodziejką. - zaczęła poważnie Yennefer. - Jako adeptki będziecie musiały przestrzegać zasad panujących w Aretuzie. Nawet, jeśli nie ukończycie nauki, regulamin będzie was obowiązywał. - urwała, przyglądając się uważnie dziewczętom. - Aby wstąpić do Akademii, musicie złożyć przysięgę, która składa się z czterech części. Po pierwsze, musicie przysiąc, że nie skrzywdzicie żadnego człowieka, chyba, ze będzie tego wymagać wasze bezpieczeństwo. Po drugie, musicie przysiąc, że będzie przestrzegać zasad Akademii. Jeśli ich nie znacie, waszym pierwszym zadaniem jest ich nauka i opanowanie. Niewiedza nie będzie usprawiedliwieniem. Po trzecie musicie przysiąc, że będziecie słuchać poleceń każdej z rektorek, chyba że wypełnienie polecenia wymagałoby złamania zasad. Oznacza to, że tę zasadę traktujemy z pewną dozą elastyczności. nie jesteście zobowiązane do czynienia tego, co w waszym odczuciu byłoby niemoralne, lub też pozostawało w sprzeczności z tradycją, w której zostałyście wychowane. Nie sądźcie jednak, że to do was należy decyzja o tym, co zostanie potraktowane z wyrozumiałością, a co  nie. Na koniec, musicie przysiąc, że nie posłużycie się magią bez polecenia rektorki. Zasada ta ma na celu wasze bezpieczeństwo. Nie wolno wam używam magii be opieki, chyba, ze potrzymacie na to zgodę rektorki, lub mistrzyni. - Yennefer przerwała, a w ciszy, która teraz zapadła, nie było słychać nawet szurania nogami czy szelestu szat. Czarodziejka wyprostowała się.
- Jak nakazuje tradycja, każda z rektorek Aretuzy może ubiegać się o opiekę nad adeptką, aby wspomagać jej naukę w Akademii. - Yennefer zwróciła się do kobiet, stojących za nią. - Czy któraś z was pragnie uzyskać prawo opieki nad którąś z adeptek?
- Nie. - odpowiedziały kobiece głosy.
Kiedy nowo przyjęte adeptki zorientowały się, że formalności się skończyły, rozbiegły się we wszystkich kierunkach. Katje podeszła do Yennefer, podnosząc wzrok na mistrzynię.
- A więc stało się. Jestem adeptką Akademii. - odezwała się. Yennefer uśmiechnęła się.
- A przede wszystkim moją adeptką. - dodała. - Rektorki zajmą się podziałem innych dziewcząt na klasy według umiejętności. Ja myślę, że nie miałabym nic przeciwko małej uroczystości. Przekonamy się, czy szata dobrze leży?
- Oczywiście. - odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem.
- To chodź. - czarodziejka objęła ją ramieniem i obie skierowały się po schodach w górę.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków