• Wpisów: 2509
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 17:04
  • Licznik odwiedzin: 293 682 / 1658 dni
 
abc.atlant
 
Obiecana mini-relacja z obozu w Międzyzdrojach.
Rejs_Międzyzdroje.jpg

Miała być kolejna wielka przygoda, ale przygody nie przypominało to praktycznie wcale. Przynajmniej na początku. Przez pierwsze dwa dni non stop lało , nigdzie się nie dało wyjść, jeszcze wylądowałam w pokoju z gimbusami (nie mam nic do gimbusów, ale czytajcie dalej), a konkretnie to z laskami z rodzaju tych pustych, które o niczym nie mają pojęcia, bez przerwy coś im nie pasuje i lamentują kiedy (o zgrozo!) choćby zadrze im się skórka przy paznokciu. Po nocy siedzieli u nas chłopcy, a one urządzały prywatne dyskoteki, dopóki nie postanowiłyśmy z taką Julką (która tez ze mną mieszkała) ukrócić panienkom tych imprez. Wystarczyło zamienić kilka słów z wychowawczynią, zresztą później była jeszcze jedna awantura, kiedy przyłapali je o czwartej nad ranem u chłopaków roznegliżowane (!). Cały obóz wtedy poniósł konsekwencje, bo gówniarom zachciało się macanek.

Ale towarzystwo tych dwóch było w sumie jedynym minusem, a wystarczyło tylko spędzać w pokoju jak najmniej czasu, co też czyniłyśmy i koniec końców cały obóz przesiedziałyśmy z Julką u takiej Karoliny, albo u takiego Krzyśka. Pogodę prawie cały czas mieliśmy ładną. Codziennie chodziliśmy na plaże, byliśmy w parku linowym, w gabinecie figur woskowych, kinie 7D, na alei gwiazd i na molo. Park linowy był z tego wszystkiego chyba najlepszy. co prawda na początku średnio byłam tym zachwycona, ale jak już doszliśmy na miejsce, to punkt widzenia zmienił mi się o 180 stopni. to całe łażenie po tych wszystkich drzewach było tak bardzo tolkienowskie i elfickie i w ogóle, że najchętniej cały dzień bym tam przesiedziała. Potem trochę żałowałam, że jednak nie poszłam na trudniejsza trasę, bo spokojnie dałabym radę, ale nic straconego, to na pewno nie był mój ostatni raz w parku linowym.

Na gabinecie figur woskowych trochę się zawiodłam, bo liczyłam na coś więcej. Ubolewam nad tym, że nikt nie wpadł na pomysł postawienia tam figur z "Władcy Pierścieni". Nie mogłam zrozumieć idei platformy z "Avatara", w dodatku z figurami zupełnie nieprzypominającymi Na'Vi. Poza tym "Władca" to bardziej kultowy film, a ja chciałam przytulić Legolasa (zakaz dotykania figur jakoś by się obeszło...).

Po kinie 7D też spodziewałam się czegoś więcej, ale to chyba dlatego, że ludzie wyolbrzymiali, opowiadając o tym jak tam jest, a ja pierwszy raz miałam do czynienia z tego typu atrakcją. Było fajnie, bo efekty jednak robiły swoje, a najfajniej chyba było jak zaczęła mnie dusić ośmiornica. Ja wiem, w prawdziwym życiu to by chyba nie było takie fajne...

Na alei gwiazd obchodziła mnie właściwie tylko płytka z odciskiem dłoni Piotra Polka. Nie... Może nie w ten sposób... Głownie to chciałam zobaczyć, idąc tam (tak już lepiej). Był moim największym idolem przez podstawówkę i dwie klasy gimnazjum i w sumie dalej mam do niego sentyment. I ta świadomość, ze stoisz w tym samy m miejscu, co setka sławnych ludzi przed tobą, niesamowita.

Na molo wręcz szalała mi wyobraźnia. Poszliśmy tam oglądać zachód słońca i było to tak klimatyczne miejsce, że mogłabym tam siedzieć i siedzieć. wystarczyło tylko tam pójść, żeby zastój weny ustąpił, nawdychać się tego powietrza, żeby do głowy wskoczyły logicznie elementy opowiadań i ułożyły się w zgrabną całość. Chciałabym mieć takie molo blisko domu, ale to.. Nie można mieć wszystkiego...

Płynęliśmy statkiem pirackim też i mam certyfikat potwierdzający przyjęcie do pirackiej braci (kto śledzi mojego Instagrama, ten wie). Nastroje u wszystkich były rodem z "Piratów z Karaibów", można było nawet pójśc na mostek kapitański i posterować. Ludzie klepali w telefony i mieli kompletnie gdzieś panujący nastrój, a ja przez bite czterdzieści pięć minut, bo tyle trwał rejs, unosiłam się na Czarnej Perla z Jackiem Sparrowem. A potem stwierdziłam, że zostaję piratką i do domu nie wracam. I dalej się piratką czuję, bo mnie ciągnie na nieznane wody, zwłaszcza, że ostatnio oglądałam Piratów właśnie.

A poprzez wizytę w pokazowej zagrodzie żubrów obcowaliśmy z naturą. O tyle o ile, bo żubry się nami kompletnie nie interesowały, sarny miały nas w dupie, jeleń akurat spożywał posiłek, a orzeł bielik uznał, że jest zbyt majestatyczny na obcowanie z plebsem (czyli nami) i właściwie tylko dziki były przyjaźnie nastawione. Dawały się nawet głaskać. Jeszcze wchodziliśmy na Kaczą Górę, co też było genialne i mieliśmy iść kawał drogi wybrzeżem do latarni morskiej, ale na to zabrakło nam już czasu. A szkoda. Zwłaszcza w takich momentach jak na Kaczej Górze, starałam się korzystać z rady Wiky i trzymać całą Drużynę Pierścienia przy sobie, co nie zawsze było łatwe, bo zdarzały się chwile zwątpienia, albo tęsknoty za "fajką, fotelem i kominkiem", ale to co na początku przygody nie przypominało, dało się potem w przygodę przekuć. I jeśli mam być szczera, to pojechałabym jeszcze raz.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    Lol fajnie się ta gimbaza teraz zabawia Oo Głupie szczyle, potem będą całe życie żałowały. Ale na głupotę nic nie poradzisz...

    A molo jest super, też miło wspominam :)
     
  •  
     
    Super, że wyjazd się jednak udał ^^. Też byłam w gabinecie figur woskowych w Międzyzdrojach, i na Alei Gwiazd i na molo i w innych miejscach ^^. Hahaha, te laski mnie rozwaliły xD. Nie ma to jak w tym wieku macać się z kimś kogo się dopiero poznało xD. Jak to dobrze, że już likwidują gimnazja, może kolejne pokolenia będą mądrzejsze :D.
    Cieszę się, że starałaś się korzystać z mojej rady ^^. Mam nadzieję, że choć trochę poprawiło Ci to humor w trudniejszych sytuacjach ^^.