• Wpisów: 1411
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:36
  • Licznik odwiedzin: 301 474 / 1775 dni
 
abc.atlant
 
Kate i pingwiny kąpali się już dwa razy, na oczach Skippera, który w końcu nie wytrzymał i oznajmił swoją wolę. Chcąc nie chcąc pani Irena musiała ulec, choć oczywiście wiedziała, że źle robi i że pingwin gorączkujący nie powinien włazić do jeziora, bo będzie gorzej. Jednakże Skipper przysięgał, ze aspiryna zdziałała doprawdy cuda. W rzeczy samej - termometr pokazywał trzydzieści sześc i pół. Pani Irena oczywiście uległa. Skipper uzyskał jej zezwolenie na pobrodzenie tuż przy brzegu. W związku z tym, ledwie tylko wszedł do wody - rzucił się czym prędzej na głębinę i wypłynął aż do połowy jeziora.
Hałasy i piski znad wody cichły z wolna, ludzie się rozchodzili. Jasne wciąż niebo zasnuło się szarością wieczoru, potem lekkim fioletem. W powietrzu wisiał gęsty upał, nietknięty nawet najsłabszym powiewem. Czy to z powodu tego upału nauczycielka miała tak ściśnięte serce? Tak przytłoczone nieznanym ciężarem, poczuciem winy, a może - przeczuciem klęski?

Pingwiny już od dawna leżały w śpiworach, a matka i córka jak co wieczór siedziały przed namiotem, wpatrzone w mrok. Stawało się to powoli ich tajemnym rytuałem. Za kępą zarośli po lewej ktoś z cichym chlupotem brodził po wodzie i ciskał kamyki, które dźwięcznie pluskały. Jeden kamyk przemknął tuż nad powierzchnią jeziora i odbił się cztery razy, zanim zatonął w okolicy odległych szuwarów. Zaraz się z nich wysunął jakiś wodny ptak. Popłynął przez jezioro, dzieląc je jednym gładkim cięciem na dwie połowy, obie granatowe, pełne ruchomych gwiazd i ognistych błysków. Błyski rzucał ogień. Po prawej, na górce, płonęło jeszcze ognisko, ciemne sylwetki ludzi rysowały się na jego ruchomym, pomarańczowym tle. Tańczyli wokół ognia, dobrze, że po cichu. Nic dziwnego, już północ, a tu przecież od dziesiątej obowiązuje cisza nocna.
- Idziemy spać, hmm? - odezwała się pani Irena. - Kate? - dodała, kiedy nie otrzymała odpowiedzi. Jeden rzut oka na dziewczynę wystarczył, żeby na twarzy nauczycielki pojawił się uśmiech. Kate zasnęła z głową oparta na jej ramieniu.

Skipper wygrzebał się z namiotu, oddychając spazmatycznie. Kręciło mu się w głowie i musiał wyjść na dwór, żeby nie zwymiotować w środku. Dalej jednak było mu niedobrze, więc przyłożywszy sobie skrzydło do dzioba,  śmignął w paprocie.Zaraz też dołączyła do niego Kate, która najwyraźniej zdążyła się już obudzić. biedny pingwinek, sponiewierany, wyczerpany i drżący, spoczywał na mchu i wyglądał doprawdy żałośnie. Dziewczyna delikatnie podniosła go z ziemi.
- Wszystko dobrze? - spytała, na co pingwinek pokręcił głową. Będziesz jeszcze wymiotował? - kiedy i na to pytanie uzyskała odpowiedź przeczącą, wyszła z lasu z powrotem na pole namiotowe.
- I co my z tobą zrobimy Skipper? - westchnęła pani Irena, która też już zdążyła się obudzić, tarmosząc pingwinka po piórkach. Skipper nie odpowiedział na to nic. Po policzkach poleciały mu łzy, a on ukrył mordkę w bluzie Kate.
- Nie pozwoli mi pani dzisiaj pływać? - bardziej stwierdził niż zapytał, starając się uspokoić.
- Jeśli tylko poczujesz się lepiej, pozwolę. - obiecała nauczycielka. - A teraz budźcie resztę, bo już po dziesiątej.
Poszli na bardzo spóźnione śniadanie do baru, po drodze uiszczając w recepcji stosowne opłaty. Była już jedenasta z minutami, upał wzrastał. Zajęli więc  miejsca pod parasolem na tarasie i przynieśli sobie z bufetu kanapki oraz zimny jogurt, a dla Skippera - dietetyczny posiłek, złożony z gorzkiej herbaty i suchej bułki. wyglądał, biedny pingwinek, mizernie i blado, ale gorączki nie miał (pani Irena sprawdzała to już dwa razy od rana). W miarę spożywania bułki Skipperowi wracał humor, toteż nauczycielka odważyła się zafundować mu lody. siedzieli więc teraz wszyscy w milczeniu, oblizując rożki waniliowe, gdy skipper przerwał ciszę;
- Właśnie stwierdziłem, że lody doskonale mi robią na samopoczucie. - powiedział spokojnie. Gromki wybuch śmiechu spędził z pobliskiej sosny srokę, która gapiła się na gromadkę przy stoliku. Skipper co prawda nie rozumiał, z czego wszyscy się śmieją, ale był zachwycony swoim sukcesywnym rozbawieniem całej reszty.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    Nie dziwię się Skipperowi, że źle się poczuł gdy wszyscy pływali, a on nie mógł... Wiem, że był chory, ale choć jeden z pingwinów mógł być wyrozumiały dla Skippera i zostać z nim na brzegu :).
    Też mam ochotę na zimny jogurt! Ale nie mam go w lodówce :c.

    PS Mam tylko zastrzeżenie co do jednego zdania: "Popłynął przez jezioro, dzieląc je jednym gładkim cięciem na dwie połowy [...]."
    Wiadomo, że połowy zawsze są dwie :P. Nie ma czegoś takiego jak trzy połowy, może być jedna, ale przecież nie podzielisz czegoś na jedną połowę :D. Wystarczy jakbyś napisała "na połowy", albo "na pół" ^^.
     
  • awatar
     
     
    gość
    Super opowiadanie ale szkoda mi Skippera. Pozdrawiam :)