• Wpisów: 2587
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:54
  • Licznik odwiedzin: 297 799 / 1718 dni
 
abc.atlant
 
Krasnoludy spały, zanurzone w świeżutkim sianie, pokrywającym znaczną część podłogi ogromnego domu. Kozy, które zamieszkiwały to domostwo najwyraźniej nie miały nic przeciwko naszemu towarzystwu. Upewniwszy się, że krasnoludy oraz Gandalf na pewno śpią, wyjąłem z kieszeni znaleziony w jaskiniach pierścień. Dokładnie przyglądałem się błyskotce, zastanawiając się jakie tajemnice jeszcze skrywa. Czy to przeznaczenie przywiodło go do mnie? Czy to przedziwne zrządzenie losu kazało mi go podnieść z kamiennego podłoża? Miałem dziwne wrażenie, że ten pierścień dający niewidzialność odegra jeszcze jakąś znacząca rolę. Nie wiedziałem tylko... Jaką.

Usiłowałem zasnąć, kiedy usłyszałem odgłos otwieranych drzwi wejściowych. Przewróciłem się na bok, opierając głowę na ramieniu. Z tej pozycji mogłem doskonale obserwować pozostałą część izby, samemu pozostawiając wrażenie pogrążonego we śnie. Do domu weszła wysoka postać i stwierdziłem, że musiał to być Beorn. Był umięśnionym mężczyzną i sprawiał wrażenie silnego, dlatego jak najbardziej pasował mi do wizerunku kogoś, kto umie przeobrażać się w niedźwiedzia.

Musiałem zasnąć, bo rano obudziło mnie kilka ogromnych pszczół. Jedna z nich właśnie siadała mi na nosie, więc czym prędzej przepędziłem ją i wstałem z prowizorycznego łóżka. Krasnoludy siedziały już przy ogromnym stole, posilając się przed dalszą wędrówką. Beorn najwyraźniej zaakceptował nieproszonych gości, bo właśnie nalewał każdemu mleka do dużych drewnianych kubków. Usiadłem między nimi, przysłuchując się rozmowie.
- To ciebie nazywają Dębową Tarczą, tak? - odezwał się Beorn, spoglądając na Thorina. Krasnolud odwzajemnił spojrzenie. - Powiedz, czemu Azog Plugawy tak cię ściga?
- Wiesz o Azogu... - stwierdził Thorin. - Skąd?
- Moi przodkowie pierwsi zamieszkali w górach. A potem z północy pojawili się orkowie. To Plugawy zabił mi wielu moich krewnych. A niektórych wziął w niewolę. - spojrzałem na żelazne kajdany na nadgarstkach Beorna. Możliwe, że i on był więźniem orków. - Nie, żeby dla niego harowali. Ale dla rozrywki. Wsadził ich do klatek i torturował ich, bo to go bawiło.
- Czyli są też inni? - spytałem.
- Kiedyś było nas wielu. - Beorn posłał mi spojrzenie, znad dzbanka pełnego mleka.
- A teraz? - zadałem kolejne pytanie, ciekawy odpowiedzi.
- Teraz został jeden. - spuściłem wzrok. Nie powinienem tyle gadać. Na szczęście Beorn zgrabnie zmienił temat. - Musicie dotrzeć do Góry nim jesienne dni przeminą.
- Zanim skończy się Dzień Durina, tak. - odparł Gandalf.
- Czasu macie coraz mniej. - skwitował zmiennoskóry.
- Dlatego pójdziemy przez Mroczną Puszczę.
- Którą dawno już ogarnęła ciemność. Najczystsze zło pełza tam pośród drzew. Orkowie z Mori i czarnoksiężnik z Dol Guldur zawarli przymierze. Ja bym tam nie szedł. Chyba, że w ostateczności.
- Ale my pójdziemy droga elfów. - Gandalf był nadzwyczaj uparty. - Tam jest bezpiecznie.
- Bezpiecznie? - uśmiechnął się Beorn. - Elfy z Mrocznej Puszczy nie są jak inne. Są mniej rozważne i o wiele groźniejsze. - czy tylko ja odebrałem to jako groźbę? - Lecz to bez znaczenia. Na tych ziemiach jest pełno orków. I coraz więcej ich będzie. Jesteście pieszo, nie ma mowy, żebyście dotarli tam żywi. Nie lubię krasnoludów. Są zachłanne i ślepe. Nie zauważają tych, których mają za słabszych i gorszych od siebie... Ale orków nie lubię bardziej. - dodał po chwili. - Czego wam trzeba?

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego