• Wpisów: 2587
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:54
  • Licznik odwiedzin: 297 754 / 1718 dni
 
abc.atlant
 
Skipper stał na poboczu, wciąż ocierając łzy. Udało mu się w miarę uspokoić, ale ciągle pochlipywał. Był naprawdę rozżalony.
- Trzymaj Skipper. - pani Irena włożyła mu w skrzydła kubek ciepłej herbaty. Traf chciał, że niedaleko była stacja benzynowa, więc można było zorganizować coś do picia, a nawet zjeść drugie śniadanie.
- Dziękuję. - wyszeptał pingwinek i od razu upił łyk herbaty. Wszyscy oprócz niego zjadali kupione kanapki, ale on nie miał ochoty na jedzenie, choć Kate próbowała go na to namówić. Nauczycielka usiadła obok niego na trawie.
- Jak samopoczucie? - zagadnęła przyjaźnie.
- Troszkę lepiej. - odpowiedział Skipper. - Przepraszam, że robiłem pani na złość. To niespecjalnie, słowo.
- Ja też przepraszam, że cię wtedy postraszyłam.
- Więc... - pingwinek zawahał się. - Nie założy mi pani pieluszki? - pani Irena parsknęła śmiechem.
- Pewnie, że nie. - odpowiedziała. - Wszyscy jesteśmy zmęczeni i zdenerwowani. Ale mogę ci obiecać, że jutro o tej porze będziemy się wylegiwać na brzegu jeziora. Trzeba tylko załatwić jakąś podwózkę.
- Dokąd pan jedzie? - zagadnęła w tym samym momencie Kate. Do samochodu stojącego obok wsiadał właśnie młody, przystojny mężczyzna.
- Miałem się spotkać z żoną na kempingu. - odpowiedział, poprawiając okulary. - A wy? Z plecakiem przez świat? Fajnie się maszeruje?
- Super! - zawołała dziewczyna. - I przypadkiem zmierzamy w tą samą stronę. - dodała podchwytliwie.
- To może was podrzucę, co? - mężczyzna naprawdę sprawiał wrażenie miłego. Pani Irena otrzepała spodnie z trawy, wstając.
- Byłoby miło. - odpowiedziała. - A co na to żona?
- Nie będzie miała nic przeciwko. Pakujcie się. - powiedział mężczyzna z uśmiechem.

To było całkiem niedaleko, jak się okazało. Kemping było widać nawet ze stacji benzynowej, to jest ze szczytu łagodnego wzgórza. Po drugiej stronie torów kolejowych i przytykającej do nich szosy zaczynało się wielkie podłużne jezioro o brzegach porośniętych lasem. stała tam gromadka domków kempingowych i widniało spore pole namiotowe.
- Pięknie panu dziękuję. - odezwała się pani Irena, kiedy sympatyczny mężczyzna, który przedstawił się jako "pan Robert", wysadził je pod bramą.
- Ależ nie ma za co. - uśmiechnął się teraz. - Może jeszcze na siebie wpadniemy. - rzucił na "do widzenia" i poprowadził samochód na leśny parking.
Chwilę potem pa ni Irena odłożyła plecak na trawę i sama też usiadła na ziemi. Wszystkie formalności mieli już za sobą, wystarczyło tylko rozbić namiot i cieszyć się zasłużonymi wakacjami. Nauczycielka zerknęła na skippera, który ziewał i przecierał oczy. Co prawda nie miał już temperatury, ale stan podgorączkowy wciąż się utrzymywał.
- Możemy iść pływać? - spytał Kowalski, patrząc na Kate ogromnymi, błyszczącymi oczami. Kiedy tylko pingwiny zobaczyły jezioro, od razu zapragnęły się w nim wytaplać. Dziewczyna odwzajemniła spojrzenie.
- Rozbijemy namiot i pójdziemy pływać wszyscy. - odpowiedziała, a widząc niezbyt szczęśliwą minkę, którą pingwinek posłał jej w odpowiedzi, dodała jeszcze - Dziesięć minutek was nie zbawi.
- Właściwie to zbliża się już pora obiadu, może pójdziemy coś zjeść? - zaproponowała pani Irena, wstając z trawy. - Potem uporamy się z namiotem i pójdziecie pływać, co wy na to?
- moim zdaniem to dobry pomysł. - odparła Kate. - Daleko nie będziemy musieli szukać, bo niedaleko jest kempingowy bar. - skierowali się do baru, po drodze zahaczając jeszcze o ubikację i chwilę późnij siedzieli przy stoliku delektując się świeżutkimi polędwiczkami z mozzarellą.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków