• Wpisów: 1411
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:36
  • Licznik odwiedzin: 301 474 / 1775 dni
 
abc.atlant
 
Rzuciliśmy się do ucieczki. Oprócz hordy orków, dosiadających ogromnych wilków, gonił nas także ryk wściekłej bestii. Wkrótce, po dłuższym czasie biegu przez las, wypadliśmy na niewielką polanę. Na jej końcu znajdował się dom - zapewne ten, o którym mówił Gandalf.
- Do tamtego domu! - krzyknął Gandalf, w biegu odwracając się do nas. - Biegiem! - teraz gonił nas już tylko ogromny stwór. Wypadł na polanę w momencie, kiedy przekroczyliśmy wielką bramę i wbiegliśmy na dziedziniec domostwa.
- Szybko, do środka! - wrzasnął Gandalf, poganiając nas. Rozpędzony Bombur odbił się od zamkniętych drzwi.
- Otwórzcie! - krzyczał Gandalf. Ogromny niedźwiedź był coraz bliżej.
- Szybciej! - ponaglił kompanów Thorin i przepchnąwszy się między nimi, odsunął ogromną zasuwę. Wtoczyliśmy się do środka, kiedy o drewniane wrota uderzył ogromny pysk bestii. Krasnoludy pokrzykiwały na siebie, usiłując zamknąć drzwi. Pod wpływem impulsu, wyszarpnąłem z pochwy mieczyk, gotowy się bronić. Wreszcie udało się zamknąć drzwi i założyć na nie zasuwę.
- Co to jest? - wysapał Ori, kiedy wreszcie udało im się trochę odetchnąć.
- To nasz gospodarz. - odpowiedział Gandalf. Krasnoludy - wszystkie co do jednego - spojrzały na czarodzieja. Sam byłem nie mniej zdziwiony od nich. - Nazywa się Beorn. - dodał. - I umie zmieniać skórę. Raz jest ogromnym niedźwiedziem, a raz wielkim, silnym człowiekiem. Jako zwierz jest nieobliczalny, lecz jako człowiek całkiem rozsądny, jednak... Krasnoludów zwyczajnie nie znosi. - kompania znów wymieniła spojrzenia. Twarz Thorina wyrażała nieufność i zdenerwowanie.
- Chyba poszedł. - odezwał się Ori, przykładając ucho do drewnianych wrót.
- Chodź tu, odsuń się od drzwi. - nakazał mu natychmiast starszy brat - Nori. - To wybryk natury. I to jaki. Widać przecież. Ktoś rzucił na niego zły czar.
- Nie bądź głupi. - ofuknął go Gandalf. - Zaczarował sam siebie i tyle. No, dobrze już... - westchnął, zdejmując kapelusz i powiesił go na wielkim, drewnianym kołku. - Prześpijcie się trochę, tutaj nic nam nie grozi. Chyba... - dodał, ale tak cicho, że usłyszałem go tylko ja.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego