• Wpisów: 2509
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis: wczoraj, 17:04
  • Licznik odwiedzin: 293 682 / 1658 dni
 
abc.atlant
 
Relacja z obozu najpóźniej za dwa dni, bo muszę to jakoś ogarnąć w jednym wpisie. Tymczasem łapcie rozdział.

Kate szła przez las obok przybranej mamy. Z tyłu trzymały się pingwiny. Szeregowy, który już od dłuższego czasu z zapałem opowiadał coś znudzonemu Rico. Ciągle zawstydzony Skipper, który szedł ze spuszczoną głową i rumieńcem na policzkach. I Kowalski, który ukradkiem zerkał na dowódcę, chcąc się upewnić czy wszystko w porządku.
- Kate, jak się czujesz? - spytała pani Irena.
- Nic mi nie jest. - odpowiedziała Kate i znowu zapadła niezręczna cisza.
- Powiedz mi... Czy to zawsze tak wygląda?
- Zazwyczaj. Wkurzające, nie? - Kate spojrzała na nauczycielkę.
- A żebyś wiedziała! - pani Irena odwzajemniła spojrzenie. - Nie możesz go tego jakoś oduczyć?
- Myślisz, że nie próbowałam? Tyle, że do niego nic nie dociera. - Skipper spuścił głowę, rumieniąc się jeszcze bardziej.
- O mnie rozmawiają, prawda? - spytał.
- Mhm. - potaknął, idący obok Kowalski.
Szybko zaczęło się ściemniać, więc Kate znalazła uroczy zakątek, w którym można było rozbić namiot. Pingwiny natychmiast wczołgały się do śpiworów i tak samo szybko zasnęły. Miały prawo być zmęczone. Cały dzień marszu przez las potrafił wykończyć. Kate usiadła przed namiotem, wpatrując się w ciemność miedzy drzewami. Wcale nie była śpiąca.
- Nie kładziesz się? - spytała pani Irena, siadając przy niej. Dziewczyna pokręciła głową przecząco, opierając się na ramieniu przybranej mamy. - O czym myślisz?
- Co by się stało gdyby można było zmienić jeden szczegół z życia człowieka? Gdybym cię nigdy nie poznała... Co by wtedy było?
- Prawdopodobnie siedziała byś teraz w Stanach Zjednoczonych i pozowała do kolejnej sesji zdjęciowej. - Kate podciągnęła kolana pod brodę, kuląc się na trawie.
- Cieszę się, że mogę być tu z tobą. - powiedziała. - Kocham cię, mamo. - nauczycielka objęła ją ramieniem, mocno do siebie przytulając.
- Ja ciebie też córeczko. - Kate otarła rękawem łzy, płynące jej po policzkach. Właśnie tego w tej chwili najbardziej potrzebowała. Bliskości i zapewnienia o tym, że jednak nie jest na świecie sama.

Kate otworzyła oczy, słysząc gdzieś z oddali głos Kowalskiego.
- Hmm? - mruknęła, widząc pingwinka, stojącego obok.
- Zamierzacie dzisiaj w ogóle wstać? - spytał Kowalski. Kate przekręciła się w śpiworze. Całą noc spędziła w objęciach przybranej mamy, mocno do niej przytulona i nie chciała jeszcze tego zmieniać.
- Nie. - odpowiedziała w końcu, z powrotem zamykając oczy.
- Która godzina? - zainteresowała się pani Irena, przeciągając się. Też zdążyła się już obudzić.
- Przed dziewiątą. - odpowiedział Kowalski. - Proszę, my jesteśmy okropnie głodni, zapasy się już skończyły, a na polowanie nie mamy ochoty.
- Zaraz wstajemy. - powiedziała pani Irena, a pingwinek najwyraźniej uznał odpowiedź za satysfakcjonującą, bo wrócił do kolegów. Kate usiadła w śpiworze, przeciągając się, a chwilę potem pani Irena zrobiła to samo. Zaraz jednak zamarła w niemym zdziwieniu, bo Kate pocałowała ją w policzek. Spojrzała pytająco na córkę.
- Dziękuję. - powiedziała Kate, wyjęła z plecaka kosmetyczkę i wyszła z namiotu.

Znów zagłębili się w las, tylko po to, żeby wkrótce wyjść na przyjemną asfaltową drogę. Kate odetchnęła z ulgą, równocześnie z przybraną mamą. Obie miała serdecznie dość dzikich ostępów. Pingwiny - wyspane i najedzone - maszerowały raźno, śpiewając jakąś piosenkę i tylko Skipper szedł z tyłu, raz po raz ocierając skrzydłem lecące po policzkach łzy. W końcu jednak przystanął, szlochając już na dobre. Musiał dać upust emocjom, a ostatnie wydarzenia tylko przelały czarę.
- Skipper... - Kate klęknęła przy nim. - Co się stało? Boli cię coś? Źle się czujesz? - pingwinek pokręcił głową.
- Ja już tak nie chcę, wiesz? - zaszlochał, wyciągając do niej skrzydełka. - Nie chcę musieć cały czas być idealny i i niewzruszony. Już nie mogę. Nie daję rady, rozumiesz? - szlochał, z dziobem wciśniętym w ramię dziewczyny. - Nie chcę bez przerwy myśleć o tym, co inni o mnie mówią. Nie chce płakać zakopany w nocy pod kołdrą, musieć znosić ból i strach... - Kate kołysała go delikatnie w ramionach.
- Przecież nikt ci nie każe. - wyszeptała.
- Ale tak się zachowują idealni dowódcy! - Skipper zakrztusił się własną śliną. - A ja... Ja nie jestem taki jak oni. Nie potrafię być...
- Jesteś od nich lepszy. - odpowiedziała Kate. - A wiesz czemu? - Skipper pokręcił głową przecząco. - Bo jesteś właśnie taki. Bo jesteś sobą. Takim, jakim cię wszyscy kochamy.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków