• Wpisów: 2464
  • Średnio co: 15 godzin
  • Ostatni wpis: 1 godzinę temu
  • Licznik odwiedzin: 291 457 / 1628 dni
 
abc.atlant
 
Katrin leżała w trawie, na skraju Mroczne Puszczy, co chwilę osłaniając oczy dłonią. Przedpołudniowe słońce było mocne i wyjątkowo jasne.
- Lelya... - odezwał się Legolas, kładąc się obok niej. - Na mnie czekasz?
- A na kogo innego? - uśmiechnęła się Katrin i wzięła od elfa smoczą jagodę, którą natychmiast ugryzła. - Gdzie byłeś? Tęskniłam.
- Obowiązki. - westchnął Legolas, splatając swoje palce z jej. - Aragorn będzie na kolacji.
- To świetnie. - odpowiedziała Katrin. - W takim razie może małe polowanie? Myślę, że władca Gondoru powinien zjeść coś bardziej pożywnego, niż nasze sałatki i potrawy bezmięsne.
- Co ja bym bez ciebie zrobił? - Legolas, pochylił się nad ukochaną, składając na jej ustach pocałunek.
Chwilę potem oboje stali w ich wspólnej komnacie. Kiedy Katrin została oficjalnie koronowana na władczynię zielonego Królestwa, wreszcie przeforsowany został pomysł o wspólnej sypialni dla małżonków. Katrin przypasała miecz i wyszarpnęła ostrze z pochwy, muskając palcem klingę. Nie stępiała. Była tak samo ostra, jak podczas jej ostatecznego starcia z czarnoksiężnikiem, od którego minęło już ponad siedem miesięcy. Legolas zarzucił na plecy kołczan ze strzałami i wziął w dłoń łuk. Katrin również sięgnęła po łuk i strzały. Zawahała się, biorąc w dłoń sztylet, który otrzymała od Galadrieli, ale odłożyła go z powrotem na komodę. To nie był zwykły sztylet, ale pamiątka. I dziewczyna miała przeczucie, że nie powinna go ot tak używać. Zamiast tego wzięła parę zwykłych sztyletów, którymi posługiwała się zdecydowana większość elfów.
- Nera. - zameldowała. Legolas uśmiechnął się w odpowiedzi i oboje wyszli z powrotem na dziedziniec.
- Mój Panie... - dziewczyna jęknęła, kiedy drogę zastąpił im jeden z doradców królewskich. - Jest list od krasnoludów z Gór Mglistych.
- Nie teraz Gamlingu, przeczytam po kolacji. - odpowiedział Legolas, mijając doradcę.
- A jeśli to coś ważnego? - zagadnęła Katrin. - Mogę jechać sama.
- A czy ja nie mogę spędzić choć chwili z własną małżonką? - spytał Legolas, obejmując ją ramieniem. - Zajmę się tym wieczorem. Teraz chcę z tobą pojechać do lasu. - dodał, wyprowadzając konie ze stajni. Katrin uśmiechnęła się. Tęskniła za czasami, kiedy spędzali wspólnie calutkie dni na kłusowaniu po Mrocznej Puszczy, albo na ćwiczeniach z łucznictwa i fechtunku, ale od kiedy wreszcie można ich było nazywać królewską parą, wiele się zmieniło.
Zmartwienia jednak szybko wyleciały jej z głowy, bo już po chwili, pędziła przez las, z napiętym łukiem. Doskonale utrzymywała się w siodle bez użycia rąk. Miesiące treningu zrobiły swoje, także jeśli chodziło o posługiwanie się łukiem i już chwilę potem udało jej się ustrzelić dorodnego zająca.
- Kucharki nie będą zadowolone. - stwierdził Legolas, krzywiąc się, kiedy dziewczyna podnosiła martwe zwierzątko z ziemi.
- Jeśli ma się gości innej rasy, trzeba zwrócić uwagę także na ich nawyki żywieniowe. - skomentowała Katrin, wkładając zająca do juków. Zaraz potem poderwała głowę, słysząc ciężkie stąpanie i stłumiony ryk w krzakach. Legolas ruchem dłoni nakazał jej ciszę, bezgłośnie napinając łuk. Katrin również sięgnęła po strzałę, która chwilę potem wypuszczona, utkwiła w szyi orka, który właśnie wyłaniał się z zarośli.
- Dawno nie zapuścili się już tak daleko. - odezwał się Legolas. - Trzymaj łuk w gotowości. - nie było to polecenie wydane be przyczyny, bowiem chwilę potem z krzaków wypadła cała horda orków, która z obnażonymi mieczami rzuciła się prosto na nich. Legolas wypuszczał strzałę za strzałą, Katrin doskonale radziła sobie ze sztyletami. Wreszcie dziewczyna z okrzykiem wściekłości poderżnęła gardło ostatniemu. Jej ulubiona suknia znacznie ucierpiała. Rękaw był w strzępach, również dół został poszarpany, a w jednym miejscu nawet podarty. skóra na przedramieniu piekła, od otarcia, jeden z orków musiał dosięgnąć ją swoją ohydną łapą. również Legolas nosił namacalne ślady walki. dostało mu się więcej, niż mogła zaobserwować w trakcie walki. Jego ubranie również było w wielu miejscach rozdarte, a przez lewy policzek biegła krwawa pręga. Zwłaszcza jego lewa noga, która zapoznała się bliżej ze szczerbatym, czarnym mieczem, martwiła dziewczynę. Spodnie były rozcięte i - o ile Katrin potrafiła rozpoznać, kiedy uklękła przy małżonku - pod rozdarciem znajdowała się głęboka rana cięta. Najchętniej opatrzyłaby mu nogę tu i teraz, a jeszcze chętniej nałożyłaby jedną z leczniczych maści elfów, ale niestety nic takiego ze sobą nie mieli. Lekkomyślność z ich strony!
- To nic wielkiego. - wykrztusił Legolas. - Te ostrza nie mogą mi zrobić krzywdy. Musimy wrócić piechotą, konie się spłoszyły. - elf tylko nadrabiał miną, ale w rzeczywistości nie było z nim dobrze. Już po upływie krótkiego czasu zwolnił kroku, a potem zaczął kuleć. Nogawka spodni nasiąkła krwią, a twarz elfa wykrzywił grymas bólu. Katrin zanurkowała pod jego ramię, pomagając mu oprzeć się na niej.
- Zaraz będziemy na miejscu. - powiedziała, dostrzegając między drzewami zarysy pałacu. Powoli przeszli przez most oddzielający pałacowy dziedziniec od skraju lasu i równie powoli weszli do środka.
- Gamlingu... - odezwała się Katrin, widząc elfa, stojącego przy schodach. Gamling natychmiast rzucił się w jej stronę i podtrzymał Legolasa z drugiej strony.
- Moja Pani? - odezwał się pytająco.
- Napadli nas orkowie. - wyjaśniła krótko dziewczyna, prowadząc Legolasa do pokojów uzdrowicieli. Młodym władca natychmiast zajęła się jedna z elfek uzdrowicielek. Katrin, przy pomocy Gamlinga, pomogła Legolasowi usiąść na łóżku, ale choć starała się to zrobić jak najdelikatniej, elf jęknął z bólu.
- Pozwólcie mi to obejrzeć. - uzdrowicielka grzecznie, ale zdecydowanie odsunęła na bok Katrin i królewskiego doradcę, wyciągnęła nóż z fałd spódnicy i jednym zdecydowanym, szybkim ruchem przecięła wzdłuż nogawkę spodni Legolasa. Źle to wyglądało. nie było to czyste, gładkie cięcie, a postrzępiona, szarpana rana w poprzek uda. Ciągle krwawiła i wyglądała na głęboką. Uzdrowicielka zwinnymi palcami przemyła ranę. Zdecydowanym ruchem obcięła zakrwawioną nogawkę, wzięła do reki tygielek i nałożyła na krawędzie rany jedną z ziołowych maści, a nogę elfa owinęła świeżym, lnianym bandażem.
- Ty też Pani nie wyglądasz najlepiej. - odezwał się Gamling, dotykając jej poranionego ramienia. Katrin miała ochotę zaprotestować, ale po policzkach poleciały jej strumyczki łez.
- To moja wina, to wszystko moja wina... - zaszlochała, opadając bezwładnie na kolana.
- Katrin... - odezwał się Legolas, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Farya me... - wyszeptała dziewczyna, kładąc głowę na krawędzi łóżka. Ujęła w dłonie rękę Legolasa i zaniosła się histerycznym płaczem. - Farya...
- Nie muszę ci niczego wybaczać Anar. - odpowiedział elf, podciągając ją do góry. - To nie z twojej winy. A maść uzdrowicielek postawi mnie na nogi w parę dni. - Katrin nie odpowiedziała. Wpiła się wargami w usta Legolasa i objęła mocno. Elf odwzajemnił pocałunek. Uzdrowicielka stojąca obok uśmiechnęła się i spojrzała na Gamlinga. Elf odwrócił wzrok, rumieniąc się.
a6d1a8d5dcb075211044dae5b435695.jpg

  •  
  • Pozostało 1000 znaków