• Wpisów: 1585
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 19:42
  • Licznik odwiedzin: 313 245 / 1993 dni
 
abc.atlant
 
Na plaży nie było żywego ducha. Pingwiny od razu pobiegły do morza, rozchlapując wodę, a ja rozłożyłam w cieniu koc i zdjęłam sukienkę, zostając w samym kostiumie kąpielowym. Skipper i Rico od razu rzucili się na głęboką wodę. Pozostała dwójka wolała z tym trochę poczekać. Szeregowy budował zamki z piasku, a Kowalski wygrzebywał z mułu muszelki.
- Trzymaj. - powiedział, przynosząc mi całą garść muszelek i kamyczków. Wzięłam od niego jego skarby.
- Po co ci to wszystko? - spytałam, biorąc od niego następną garść kamyków. Pingwinek tylko wzruszył ramionami z uśmiechem. Skipper zamachał do mnie.
- Chodź do nas! - zawołał. Odmachałam do niego i zwlokłam się z koca, zostawiając Szeregowego samego.
- Kowalski, kamyki masz na kocu. - powiedziałam, mijając ulubieńca. - Co tam masz? - spytałam, widząc, że Kowalski wygrzebuje z piasku coś większego.
- Jeszcze nie wiem. - odpowiedział. - Ale to coś dużego. - pingwinek pokazał mi, co zdążył wykopać. Z piasku wystawała błyszcząca płytka. W końcu udało nam się wydłubać niewielki owalny przedmiot, przypominający broszkę. Kowalski widział już coś podobnego. Na stronie internetowej.
- To chyba gemma. - stwierdziłam.
- Co? - zdziwił się pingwinek. Ciągle wpatrywał się w różowy agat oprawiony w złoto. Powierzchnię agatu zdobił wypukły relief przedstawiający głowę byka ze złotymi rogami, a pod nią niezrozumiały napis. Obok z wielką precyzją wyrzeźbiono starożytny okręt, który wznosił się na grzywie ogromnej, wzburzonej fali jakby zmagał się ze straszliwym sztormem.
- Gemma. Szlachetny albo półszlachetny kamień ozdobiony wklęsłym, albo wypukłym reliefem. Możesz ją wziąć. - powiedziałam. - Pewnie ktoś ją wyrzucił, choć nie wiem dlaczego miałby to robić. - Kowalski jeszcze raz spojrzał na gemmę i pobiegł ukryć swoje znalezisko w mojej torbie plażowej.

Ich przywódca zaczął pierwszy. Kopnięciem w krzyż. Padł na czworaka jak podcięty. Ból na chwilę odebrał mu zdolność myślenia. A to był dopiero początek. To jeszcze nie był ten ból. Z trudem, podpierając się skrzydłem, wstał. Cios pięścią w dziób cisnął nim o ziemię. I znów kopnięcie, tym razem w pierś, które wyrwało mu jęk z gardła. Przeszywający jak dźgnięcie nożem ból odebrał mu oddech. Przez chwilę myślał, że umiera, ale... żył. A skoro żył, to wstał jeszcze raz. Po następnym ciosie, w krzyż, a potem w głowę, już się nie podniósł.
Skipper poderwał się z łóżka bez tchu. Jak zwykle... W pokoju było duszno, wiatrak elektryczny włączony całą noc nic nie dawał. Pingwinek otworzył szeroko okiennice. Musiał odetchnąć świeżym powietrzem.
- Skipper, wszystko w porządku? - spytałam podnosząc się z kołdry. Pingwinek odwrócił się gwałtownie. - Gorąco ci pewnie. - odezwałam się. Skipper wtulił się we mnie mocno. - Coś ci się śniło, tak? - bardziej stwierdziłam niż zapytałam. - Chodź, przejdziemy się na plażę.
- W nocy? - spytał pingwinek.
- A czemu nie? - odpowiedziałam pytaniem i naciągnęłam na piżamę porozciągany sweter. - Chodźmy. - Skipper wybiegł na dwór i zaczekał aż zamknę drzwi na klucz.
- Przeziębisz się. - powiedział, widząc, ze wyszłam bez butów. - Nie chcę, żebyś zachorowała w wakacje.
- Nic mi nie będzie. - machnęłam ręką i wzięłam pingwinka za skrzydło. Oboje zbiegliśmy po kamiennych schodach na plażę i usiedliśmy na piasku.
- Co ci się śniło? - spytałam Skippera. Pingwinek pokręcił głową przecząco. Nie chciał się zwierzać.
- Skipper, jeśli nikomu o tym nie opowiesz, cały czas będziesz o tym myśleć. Ale jeśli mi jednak opowiesz, na pewno będzie ci lżej. - wzięłam pingwinka za skrzydło, ale on zaraz wysunął je z mojej dłoni.
- Będziesz się ze mnie śmiać. - powiedział.
- Nie będę, przecież wiesz. - odparłam.
- Wracajmy do domku. - poprosił Skipper, wstając z piasku. Nie miał ochoty na rozmowę.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków