Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 września 2017

Liczba wpisów: 3

abc.atlant
 
Wybaczcie, że taki krótki... Nic więcej nie wymyślę.

Siedzieliśmy u stóp Samotnej Góry nie wiedząc co dalej począć. Miasto na Jeziorze ginęło właśnie w ogniu smoka i nic nie mogliśmy na to poradzić. Spoglądałem ku niemu, kiedy coś przykuło moją uwagę i sprawiło, że zerwałem się z miejsca.
- Co się stało? - zapytał natychmiast Ori.
- Spadł, wiedziałem. - odpowiedziałem, wyglądając smoka, którego nie było już widać na niebie. - Nie żyje. - odwróciłem się ku towarzyszom. - Smaug nie żyje.
- Na mą brodę! - krzyknął Gloin, patrząc w niebo. - Chyba rzeczywiście. Kruki wracają do Ereboru.
- Wieść się rozniesie. - dodał Balin. - Niedługo każde stworzenie w Śródziemiu będzie wiedziało, że smok nie żyje. - krasnoludy wydały z siebie okrzyki zachwytu. Wszystkie... Oprócz Thorina, który najwyraźniej nie był zbyt zadowolony. Dziwiłem mu się. Teraz nie miał już przecież powodów do zmartwień. Czy miał?
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: W końcu smok padł! Szkoda, że i tak miasto ucierpiało... Zastanawiam co się stało Thorinowi... Na pewno coś jest nie tak...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
img_4025.jpg

W "Historii Pszczół" autorka opowiedziała nam trzy zupełnie niezależne historie. Niezależne jednak tylko z pozoru i na pierwszy rzut oka, bo gdy już zazębimy się w lekturę, będziemy mogli dostrzec, że wszystko się ze sobą łączy i nic nie pozostawiono przypadkowi. Kto czytał ten wie, kto nie wie, niech przeczyta. W pierwszej z historii poznajemy Williama, przyrodnika, który straciwszy chęć do pracy zapadł się w sobie i nie może się pozbierać, jednak pewnego dnia wpada na pomysł udoskonalenia budowy pszczelego ula. Niestety, jak to w świecie nauki bywa, ktoś wpadł już wcześniej na podobny pomysł. Dalej mamy Georga, mieszkającego wraz z rodziną na farmie, który również zajmuje się pszczelarstwem, co wynika z jego rodzinnej tradycji. Niestety właśnie na czasy jego życia przypadła Zapaść, czyli niezwykłe zjawisko, wskutek którego masowo zaczęły wymierać pszczoły. George obserwuje jak przepada jego dziedzictwo, a w dodatku nie może dogadać się ze swoim jedynym synem, który powinien odziedziczyć po nim farmę, jednak najwyraźniej nie ma na to ochoty. I w końcu jest Tao, która żyje w świecie można by powiedzieć "postapokaliptycznym", w którym pszczoły wyginęły i ludzie pod rządami totalitaryzmu, sami muszą dbać o zapylanie. Na świecie panuje głód, a populacja zmniejszyła się o mniej więcej pięćdziesiąt procent. Świat Tao wali się w gruzy, kiedy ginie jej trzyletni synek.

Dla mnie przede wszystkim jest to książka o relacji rodziców i dzieci i to naprawdę przepięknie opisana. Każdy z bohaterów tych trzech historii ma dzieci. Jedno, lub więcej, starsze, lub młodsze i musi z nimi jakoś się do gadać, znaleźć nić porozumienia. Tutaj właśnie autorka pokazuje nam, że bywa to czasami naprawdę bardzo trudne, zwłaszcza gdy dziecko dorasta i widzi siebie w innej roli, niż zaplanowali dla niego rodzice. Autorka sprawnie radzi sobie z pokazaniem relacji rodzic-dziecko, pokazuje w jakich sytuacjach ojciec lub matka jest mentorem, a kiedy bardziej przyjacielem. Mamy więc jedną, wielką, epicką opowieść o znajdowaniu kompromisów.

Elementem spajającym wszystkie te historie są oczywiście pszczoły. Pszczoły, od których wszystko się zaczęło, kiedy William badał ich zwyczaje, pszczoły, które dla Georga są nie tylko źródłem dochodów, ale również dziedzictwem i tradycją przekazywaną z ojca na syna, z pokolenia na pokolenie, wreszcie pszczoły, których wyginięcie doprowadziło tak naprawdę do zguby ludzkości, ponieważ właśnie za sprawą ich wyginięcia ludzie w 2098 roku żyją tak naprawdę na skraju nędzy. Pszczoły są tak naprawdę obsesją każdego bohatera tej książki, tylko że każdego na inny sposób. A jednocześnie w tym całym szaleństwie Maja Lunde kreuje postaci z krwi i kości, z którymi jesteśmy całym sercem i kibicujemy im mocno, co to co ich spotyka na kartach tej książki, to niejednokrotnie naprawdę przykre rzeczy. Ale jednocześnie te postacie przeżywają problemy, które i my doskonale znamy.

W końcu "Historię Pszczół" możemy traktować bardzo dosłownie, bo i my sami obserwujemy to, że pszczół jest coraz mniej, ze pracują mniej efektywnie, że zmienia się rolnictwo, sposób uprawy roślin i tu właśnie z pomocą przychodzi nam Maja Lunde, któa usiłuje nam przekazać co może się stać, gdy pszczoły wyginą. To nie tylko brak miodu, ale owoców i warzyw, nabiału i serów, bo i zwierzęta nie mają co jeść. Wyginięcie pszczół doprowadza samą ludzkość do skraju wymarcia, bo nie oszukujmy się, jeśli padną pszczoły, poleci cały ekosystem. Właśnie dlatego uważam, że ta książka jest pozycją obowiązkową dla każdego, bo naprawdę wiele jest ludzi, którzy nie zauważają jak ważne są te maleńkie organizmy, a my możemy jeszcze coś zrobić, żeby nasz świat nie stał się światem z historii Tao. Dlatego jeżeli szukacie ambitnej powieści, którą jednocześnie dobrze się czyta to z całego serca polecam właśnie "Historię Pszczół".
  • awatar Aduszka♥: Wow, tak dokładnie i zachęcająco to opisałaś, że chyba będę musiała kupić tą książkę. Tak naprawdę, bez pszczół, nie moglibyśmy przeżyć, przecież to one zapylają kwiaty. Organizmy nie miałyby czym się żywić. A w ogóle, gdzie ją kupiłaś? Jest dostępna w Empiku? :3
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Niesamowita musi być ta książka! Dobry pomysł na literaturę. Daje dużo do myślenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Uwaga na spoilery! Obejrzałam wczoraj kolejny odcinek Sherlocka i śmiem twierdzić, że jak do tej pory to mój ulubiony. Ten odcinek jest po prostu idealny! No dobra, John się żeni (tu mini depresja), ale koniec końców wszystko było takie komiczne, ze na jego brzydką jak noc żonę przestałam zwracać uwagę. A działo się, oj działo! No i epizodycznie pojawiała się panna Adler, którą nawet zaczęłam lubić, bo ma taki fajny koczek.

Ale do rzeczy. Sherlock składający serwetki, pijany w trupa John, wesele, jakiego świat jeszcze nie widział, a na dokładkę dwa zabójstwa. O zabójstwach za chwilę, teraz powiem, że oglądając to, omal nie zeszłam ze śmiechu (a gdybym zeszła ze śmiechu, to raczej nie pisałabym teraz posta, więc jeszcze żyję). Śmiałam się tak, że mnie chciały z pokoju wyrzucić, a było już po jedenastej, wiec wychowawczynie by się pewnie zainteresowały dlaczego siedzę na korytarzu. Kompletnie mnie rozwaliła przemowa Sherlocka jako drużby na weselu. Ale jeszcze bardziej wieczór kawalerski Johna. Nawet jak to piszę, to nie mogę się nie uśmiechać, bo o matko! co tam się działo, to ludzkie pojecie przechodzi. Nie ma to jak spanie na schodach... Nie no, musicie sobie to obejrzeć (odcinek się nazywa "Znak Trojga" )!

Wspomniane zabójstwa... Najpierw jeden z wartowników spod pałacu Buckingham. Dźgnięty (chyba widelcem) w jakieś takie specjalne miejsce przy kręgosłupie wykrwawił się pod prysznicem. Ściśnięty mocno w talii pasek uniemożliwiał mu wykrwawienie się wcześniej. Potem tą samą metodą próbowano zabić byłego dowódcę Johna z wojska. Tego się nie udało uśmiercić. Ale kto to właściwie wykombinował. Otóż fotograf (wiedziałam wcześniej niż Sherlock). Strażnik spod pałacu meldował, ze czuje się obserwowany, a łaził za nim właśnie fotograf. Drugie morderstwo miało być na weselu, a kto może niepostrzeżenie sobie wejść na wesele bez zaproszenia? Oczywiście fotograf. Który tak na marginesie od początku był podejrzany. A panna Adler po drodze nieźle namieszała, ale spoilerów już dość.
  • awatar SugarFirefly: Pamiętam ten odcinek, ale mam ochotę obejrzeć całą serię raz jeszcze :3
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: No to serio musiało być zabawnie :P. No tak! Zawsze wszystkiemu winni są fotografowie! W książce "Jesteś moja dzikusko" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej był ten sam motyw, ale na szczęście obeszło się bez morderstwa, jednak porwanie i przetrzymywanie było... Dlaczego to zawsze musi być fotograf? Nikt mnie do pracy nie przyjmie jak wszyscy będą uprzedzeni xD.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›