Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 27 września 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Droga powrotna trwała o wiele, wiele krócej. Zanim się spostrzegłem widać już było lasy okalające Hobbiton i most na Brandywinie. Zsiadłem ze swojego kucyka, biorąc pod pachę niewielką szkatułkę ze złotem, którą dostałem w darze od Balina.
- To już granica Shire. - odezwał się Gandalf. - Tutaj się rozstajemy.
- Szkoda... - odpowiedziałem. - Towarzystwo czarodzieja przynosi szczęście. To bardzo dobra rzecz. - mój uśmiech zbladł. W pamięci miałem ciągle początek naszej wędrówki. To, jak usiłował namówić mnie na udział w przygodzie.
- Chyba nie przypuszczasz, że te wszystkie przygody przeżyłeś wyłącznie, bo miałeś szczęście. Pierścienia używaj rozważnie Bilbo. - zaraz... Ale ska on... Otworzyłem usta, chcąc zadać pytanie, ale ie dane mi było dojść do głosu. - Nie jestem głupi, wiem co znalazłeś w tunelach goblinów. I od tamtej pory miałem oko na ciebie.
- Szczęśliwie. - odpowiedziałem, uśmiechając się. Poprawiłem sobie plecak na ramieniu i wyciągnąłem do niego dłoń. - Żegnaj Gandalfie.
- Żegnaj. - odpowiedział czarodziej.
- A i nie myśl już o tym pierścieniu. - zawołałem za nim jeszcze, kiedy odchodził. - Wypadł mi z kieszeni w czasie bitwy. Zgubiłem go.
- Uczciwy z ciebie hobbit, panie Baggins. Lubię cię i to bardzo. - uśmiechnąłem się. - Ale jesteś tylko ziarenkiem w tym przeogromnym świecie. - a teraz o co mu chodziło? Postanowiłem, ze pomyślę o tym później. Mimo wszystko spieszno mi było do Bag End.

Moje kochane Shire wyglądało tak samo jak zwykle. Tak samo jak przed wyruszeniem na wyprawę. Te same znajome ścieżki i łąki. I mój dom pod Pagórkiem. Uśmiechnąłem się, ale gardło mi się ścisnęło, a wzrok zamglił. Czyżbym już zaczynał tęsknić za dzikimi krajami? Otarłem oczy wierzchem dłoni i pomaszerowałem raźno ścieżką - tak dobrze mi znaną.
- Chwileczkę, to jest skrzynia mojej matki... - odezwałem się, kiedy minęło mnie dwóch hobbitów, niosących znajomy kufer. - A to... Moje krzesło jest. - dodałem, bo minęła mnie hobbitka z moim meblem w ramionach. Przyspieszyłem kroku. - Moment! Zostaw tę pufę ale już! - zawołałem do kolejnego sąsiada. - Co się tu dzieje?!
- Witaj panie Bilbo! - przywitał mnie jeden z sąsiadów, pchający taczkę z mnóstwem moich rzeczy. - Nie powinieneś być tutaj. - dodał zaraz zmieszany. - Bo uznali cię za zmarłego, wiesz?
- Jak najbardziej żyję, czy to uznacie, czy nie.  warknąłem, kierując się wprost do Bag End. Gonił mnie jeszcze jego głos, krzyczał coś o tym, że tak nie można, ale ja już go nie słuchałem.
- Stop! Stop! - wrzasnąłem, docierając wreszcie pod Pagórek, gdzie w najlepsze trwała aukcja. - To nieporozumienie!
- A ty to kto? - odezwała nadęta hobbitka, którą znałem aż za dobrze.
- Ty mnie jeszcze pytasz? Przecież dobrze wiesz kim jestem, Lobelio Sackville-Baggins. To jest mój dom!
- Minęło ponad trzynaście miesięcy, odkąd pan zniknął. - odezwał się hobbit, prowadzący aukcję. Tego akurat nie kojarzyłem. - Jeżeli pan to naprawdę Bilbo Baggins, to chyba ma pan na to jakiś dowód?
- Słucham?! - zawołałem oburzony. No tego już było za wiele.
- No, jakiś dokument z pana nazwiskiem wystarczy.
- Dobrze. - syknąłem, wygrzebując pomięty kontrakt podpisany przed trzynastoma miesiącami. - Umowa o pracę na stanowisku włamy... Nieważne zresztą. Proszę, mój podpis.
- Umowa raczej w porządku. Chyba nie ma wątpliwości. A kim jest ten ktoś z kim pan ją podpisał? Thorin Dębowa Tacza? - miałem właśnie wejść do domu, ale na dźwięk tych słów stanąłem w miejscu. Wspomnienie wciąż było żywe. I wciąż bolesne...
- On... - odezwałem się. - To był przyjaciel. - odpowiedziałem i już niezatrzymywany wszedłem do domu. Cały był splądrowany, ale był to jednak mój dom. Znajome pomieszczenia. Znajome ściany... Położyłem swoje rzeczy pod ścianą i zdjąłem płaszcz. Schyliłem się po chusteczkę leżącą na podłodze. Tak mi jej brakowało na początku wyprawy. Kiedyś nigdy bym nie pomyślał, że będę mógł się obejść bez... chustki do nosa. Rozejrzałem się wokół, wkładając dłoń do kieszeni. Pod palcami poczułem chłód metalu i wyjąwszy rękę z kieszeni, rozwarłem palce zaciśnięte w pięść. Na mojej dłoni leżał pierścień, którego wcale nie zgubiłem. Cały czas tam był. Bezpieczny. W mojej kieszeni. A ja byłem w domu.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Dziwny zwyczaj mają Hobbity... Ale to musi być dziwne uczucie, po takiej wyprawie wrócić do domu, pustego domu... Czułabym się bardzo samotna...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›