Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 25 września 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
IMG_20170916_175656_049.jpg

Smoki od lat fascynują i na ich temat powstało mnóstwo bardziej i mniej poważnych dzieł. Nawet w naszym rodzimym ogródku mamy groźnego stwora, którego zgładził sprytny szewczyk. Legendy swoje, naukowcy swoje. Takie stwory nie miały prawa istnieć. Ale gdzie byśmy byli bez tych pięknych legend i baśni? Stworzyć takiego jaszczura, a potem umieścić go w jakiejś pasjonującej opowieści to sztuka, która nie każdemu wychodzi tak jak powinna. Ale na szczęście są też takie, które wywołują uśmiech na twarzy. I taka jest właśnie książka którą właśnie przeczytałam.

"Historia naturalna smoków" to opowieść o lady Izabeli. Jako jedyna niewiasta w domu, była rozpieszczana, szczególnie przez swego ojca. Jednak mimo tego, jej pasją nie były jakiej wydumane lalki, jak przystało młodej damie, ale nauki przyrodnicze, do których przejawiała żywe zainteresowanie. Szczególnie miłe dla niej były wszelkiej maści smoki. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że w świecie lady Izabeli, smoki są całkiem powszechnie spotykane. Nasza znawczyni w swojej opowieści przedstawia właśnie swoje początki uznanej później specjalistki od tych stworzeń.

Urocza książka, którą przeczytałam, praktycznie na jednym wdechu. Bohaterowie, cały ten fascynujący świat, jest na prawdę super. A jeszcze sam kraj przypomina wiktoriańską Anglię, a to zawsze mnie skłania do pozytywów. Z całego serca polecam i zachęcam do lektury.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Raczej wolę książki na faktach, najlepiej coś w rodzaju "Pisane przez życie", jednak ta książka całkiem do mnie przemawia ;). Może kiedyś się skuszę? ;).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Ostatnio nie mam na nic czasu... Ale niestety takie uroki chodzenia do szkoły. Tyle, że po dzisiejszym dniu jest wyjątkowo źle, mój mózg paruje, jest zbytnio wyczulony na wszelakie biologiczne wzmianki, co jest - owszem fajne, ale do cholery! nie cały czas. Stwierdziłam więc, że koniecznie potrzebuję jakiejś odskoczni i stwierdziwszy, że zaniedbałam ostatnio serial (nieładnie Kate, nieładnie), włączyłam sobie Sherlocka. Przed sekundą skończyłam i wiecie co...

Nie wierzę, ze znowu mi to zrobili! W takim momencie przerwać! Znowu nie będę spała po nocy, bo będę dedukować, co się stało z Johnem. Ale po kolei... Po śmierci Mary, John odciął się od Sherlocka, a Sherlock głęboko przekonany, że Mary zginęła z jego winy zamknął się na Baker Street i wpadł w ciąg narkotykowy, co nie było zbyt fajne. Przy życiu utrzymywały go głównie narkotyki, nawet miał własną destylarnię amfetaminy w kuchni (odlot). Dopóki nie pojawił się pan Smith o niewypowiadalnym - a co dopiero nienadającym się do napisania - imieniu. Otóż do Sherlocka zgłasza się jego córka. Opowiada o tym, ze jej ojciec eksperymentuje z dziwnym... środkiem chemicznym... który wpływa na ludzką pamięć. W jej wspomnieniach z tamtego okresu zachowała się wzmianka o tym, że pan Smith musi zabić... Ale nie zapamiętała już kogo. Sherlock siłą dedukcji dochodzi do tego, że rzeczony mężczyzna jest seryjnym zabójcą i tu dopiero zaczyna się dziać naprawdę.

Dzieje się, oj dzieje. Pan Smith, którego z początku zadowoliłby ktokolwiek, w postaci zimnego trupa oczywiście, teraz wyraźnie poluje na Sherlocka. John stara się trzymać z boku, tyle że coś nie bardzo mu wychodzi, bo kiedy Sherlock ma zostać otruty roztworem soli fizjologicznej, a wcześniej uduszony (bo ta sól jest tylko dla niepoznaki) bohatersko rusza mu na ratunek. Wychodzą na jaw zaskakujące fakty. Córka pana Smitha nigdy do Sherlocka nie przyszła, a jemu samemu przywidziała się w tak zwanej malignie.

Błąd. Znów manipulacja. Podszywała się pod nią nowa terapeutka Johna, do której zaczął chodzić po śmierci żony, która wyraźnie ma coś wspólnego z Moriartym, który niby wrócił, ale żywego go jeszcze nikt na oczy nie widział. Pan Smith za popełnione zbrodnie oczywiście zostaje aresztowany, ale odcinek kończy się strzałem z broni krótkiej do Johna. Nie, ja naprawdę wyrażam szczerą nadzieję, że w ostatnim odcinku to wszystko się wyjaśni, a jeśli nie, to że na piąty sezon twórcy nie każą długo czekać.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ten kto to wszystko wymyślił, miał niezły łeb :P.
  • awatar Hanti: A ja czekam na ósmy sezon "Gry o tron". Będę czekała najdłużej dwa lata :(. I jak tu normalnie żyć?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›