Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 24 września 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kiedy Narissa wyszła, Lydia spojrzała na Yennefer wyczekująco.
- Chciałaś coś powiedzieć, Yennefer? - spytała. Czarodziejka złożyła ręce na piersi.
- Czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak inne adeptki dokuczają Katje?
- Owszem. - potaknęła Lydia.
- Czy znane jest ci imię prowodyra tych zachowań? - rektorka skrzywiła się nieznacznie.
- Czyżbyś sugerowała, że ta adeptka zaaranżowała tę niby kradzież?
- Sugeruję jedynie, że powinnaś rozważyć taką możliwość.
- Będziesz potrzebowała dowodów. Na razie mamy jedynie pióro Narissy odnalezione wśród rzeczy Katje. Ona nie zaprzecza, że je zabrała i nie oskarża Dorothei, że je podłożyła. Czemu mam dać wiarę? - Yennefer pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Jestem pewna, że Katje chciałaby mieć dowody, ale skoro nikogo nie oskarża, to znaczy, ze ich nie ma. czy w takiej sytuacji można zakwestionować jej niewinność?
- To wszystko jednak nie dowodzi, że ona tego nie zrobiła. - wtrąciła się Sabrina.
- Nie, ale zostałam poproszona, żeby wyjaśnić jej zachowanie, a nie udowodnić niewinność. Mogę ręczyć jedynie za jej charakter. Nie sądzę, żeby zrobiła coś takiego. - Sabrina parsknęła cicho, ale nie odezwała się, czując na sobie lodowaty wzrok pierwszej rektorki. Lydia zaś przyjrzała się obu czarodziejkom, po czym machnęła ręką.
- Niech będzie. Zastanowię się nad tym, co usłyszałam. Dziękuję. - Katje stała oparta o ścianę naprzeciwko drzwi, ze wzrokiem utkwionym w czubkach swoich butów. Sabrina obrzuciła ją nieprzyjaznym spojrzeniem, ale minęła bez słowa. Yennefer stanęła obok niej i oparła się o ścianę z westchnieniem.
- Nie wygląda to najlepiej.
- Nie ukradłam tego pióra! - wrzasnęła dziewczyna. - Co niby miałam powiedzieć?! - spojrzała mistrzyni prosto w oczy. - Nie mogę jej oskarżyć, nawet gdybym miała dowody.
- A to dlacze... - odpowiedź olśniła ją w jednej chwili. Regulamin Akademii. Oskarżyciel musi poddać się badaniu prawdomówności. Ona przecież nie może tego zaryzykować. znane tylko im dwóm tajemnice mogłyby wyjść na jaw. Yennefer wpatrywała się w milczeniu w podłogę.
- Czy ty im wierzysz? - czarodziejka podniosła wzrok na adeptkę.
- Oczywiście, że nie. Nie mam nawet cienia wątpliwości.
- Może powinnaś. - warknęła Katje. - Wszyscy inni czekali, aż zdarzy się coś takiego. Nie jest ważne, co powiem lub zrobię. To nie ma żadnego znaczenia. Wiedzą, że robiłam kiedyś takie rzeczy, więc uważają, że teraz też będę, niezależnie, czy znajdzie się jakiś powód, czy nie! - dziewczyna ze łzami w oczach oderwała się od ściany i pognała po schodach do swojej komnaty.
- Katje, wróć tu natychmiast! - zawołała za nią Yennefer i rzuciła się za dziewczyną. - Katje! To, co mówisz i robisz, ma znaczenie! Wiesz o tym doskonale! To, że dawno temu byłaś zmuszona kraść, nie znaczy, że czynisz to teraz. - czarodziejka dopadła do drzwi komnaty adeptki. - Katje, otwórz! - zawołała. - Nie zasłaniaj się magiczną blokadą! Gdybyś miała jakieś wrodzone skłonności do kradzieży, dawno był to zobaczyła. Powinnaś zaprzeczyć, jasno i wyraźnie, nawet jeśli uważasz, że nikt ci nie uwierzy! Katje, proszę... - Yennefer oparła się o drzwi komnaty, nie zwracając uwagi na rektorki i adeptki obserwujące zajście. Zza drzwi dobiegł ją cichy szloch dziewczyny. Poczuła, że jej serce zamiera, a zaraz potem rozpada się na kawałki. Nienawidziła, kiedy Katje płakała. Może dlatego, ze tylko ta jedna rzecz potrafiła ruszyć ją do żywego.
- Katje, otwórz  w tej chwili, albo sama to załatwię! - wrzasnęła. - Ja cię nie dam krzywdzić kruszyno! - Kaje nie odpowiedziała. Yennefer prychnęła gniewnie, podkasała spódnicę i ruszyła po schodach na dół. Za sobą słyszała jeszcze uderzenie drzwi o ścianę, kiedy te gwałtownie się otworzyły i rozpaczliwe kwilenie adeptki, żeby nie robiła nic głupiego, ale już jej nie słuchała. W głowie miała tylko Dorotheę. Dziewczyna długo uważała, ze jest bezkarna, ale dosyć tego! Przebrała się miarka! Yennefer zdecydowanym krokiem maszerowała przez korytarza, u boku mając Katje, usiłująca jej coś tłumaczyć. Po swojej prawej stronie słyszała Sabrinę, przywołującą ją do porządku, ale głos rektorki tylko wprawiał ją w tym większe rozdrażnienie. Jednym ruchem nadgarstka posłała ku niej magiczne pęta, które skutecznie przygwoździły ją do ściany. Zaraz potem wpadła do sali, w której zwykle miała z adeptkami zajęcia i posłała ku sufitowi piorun kulisty.
- Cisza! - wrzasnęła, kiedy po adeptkach przebiegł szmer zaniepokojenia. - Ty! - wskazała palcem na Dorotheę. - Wstawaj! I nie waż się odezwać ani słowem! - dodała, kiedy dziewczyna już chciała zaprotestować. Dorothea świdrowała ją wzrokiem, nie zamierzając wykonać polecenia. - Wstawaj w tej chwili! - wrzasnęła znowu Yennefer. W jej dłoni uformował się magiczny pocisk. Wystraszona nie na żarty blondynka powoli podniosła się z krzesła.
- Yennefer! - do sali wpadła Sabrina w asyście paru innych rektorek. - Nie wolno ci! - Katje przyglądała się całemu zajściu z boku, wbijając zrozpaczone spojrzenie w mistrzynię. Naprawdę byłaby zdolna do takiego posunięcia? Sabrina chwyciła Yennefer za nadgarstek.
- Uspokój się! - zawołała. - Nie wolno ci. - powtórzyła po raz kolejny. - Zostaw dziewczynę w spokoju. To nie jej wina. - Yennefer wyszarpnęła dłoń z uścisku rektorki i po raz kolejny skierowała spojrzenie na Dorotheę.
- Przyznasz się po dobroci, czy mam cię zmusić? - wysyczała przez zaciśnięte zęby.
- Dobrze już, dobrze! - dziewczyna zasłoniła się ramionami w obronnym geście. - To ja podłożyłam Katje to pióro. Jesteś jej mistrzynią, a ona przez to zachowuje się jakby była nie wiadomo kim! Chciałam zrobić jej na złość! Możecie przejrzeć mi myśli, mówię prawdę. - fioletowe płomienie w dłoni Yennefer zgasły, a ona spojrzała triumfalnie na Sabrinę i pozostałe rektorki.
- Idziesz ze mną do gabinetu. - warknęła. - Ostatnim razem uniknęłaś poważnej kary, ale tym razem nikt ci już nie podaruje.
yennefer_by_nastyakulakovskaya-dbik06w.jpg