Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 17 września 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
”Jak ona to robiła?” Katje szła powoli korytarzem, ściskając w ramionach teczkę, w której trzymała pióro, kałamarz, i notatki oraz czyste kartki papieru. Tylko, ze ta teczka była teraz pusta. Raz jeszcze przebiegła w myślach wszystko po kolei. Kiedy Dorothea zdołała dobrać się do jej rzeczy? Przez cały czas była uważna, nie spuściła wzroku z notatek. Chyba że podczas lekcji. Rektorka Kinla często kazała im podchodzić do katedry, żeby przyjrzeli się jakiemuś eksperymentowi. Możliwe, że Dorothea zdołała sięgnąć po notatki, gdy mijała jej ławkę. Wydawało jej się, że taka zręczność pozostaje poza zasięgiem wypieszczonej dziewczyny ze szlachty, ale najwyraźniej się myliła.
Przeszukała dokładnie pokój, nawet wróciła późnym wieczorem do Akademii, żeby sprawdzić, czy nie ma ich w sali, ale w czasie tych poszukiwań wiedziała doskonale, że nie znajdzie swoich notatek - a już z pewnością nie w całości i nie przed dzisiejszym testem.
Kiedy weszła do sali zadowolona mina Dorothei potwierdziła jej przypuszczenia. Nie pozwalając sobie na okazanie najmniejszego nawet niezadowolenia, ukłoniła się Yennefer i podeszłą do swojego miejsca obok Polly. Yennefer odchrząknęła, dając jej do zrozumienia, że nie życzy sobie więcej spóźnień, zwłaszcza za jej sprawą i przyjrzała się uważnie siedzącym przed nią adeptkom.
- Dziś sprawdzamy wiadomości z ostatnich trzech tygodni. Możecie korzystać ze swoich notatek. - Yennefer wzięła do ręki kilka arkuszy papieru, przebiegając po nich wzrokiem. - Na początek może Alyssa...
Katje czułą jak serce podchodzi jej do gardła za każdym razem, kiedy mistrzyni rzucała pytanie w stronę którejś z adeptek. Zamarła, gdy usłyszała swoje imię, ale na szczęście skierowane do niej pytanie okazało się łatwe i zdołała odpowiedzieć na nie z pamięci.
Kolejne pytania były jednak coraz trudniejsze. Adeptki zaczęły się wahać i zaglądać do notatek, zanim udzieliły odpowiedzi, co zaniepokoiło Katje. Poczuła ruch powietrza i znajomy zapach bzu i agrestu - to Yennefer przeszłą obok jej ławki. Czarodziejka zatrzymała się i spojrzała na nią. Podeszłą bliżej, stając tuż przy niej.
- Katje... - zastukała palcem w ławkę. - Gdzie twoje notatki? - Katje zamknęła oczy. Przez moment rozważała możliwość udania, że zapomniała wziąć je ze sobą do klasy. Taka jednak wymówka tylko ucieszyłaby Dorotheę, a tymczasem przyszło jej do głowy inne usprawiedliwienie...
- Powiedziałaś, że na tej lekcji będzie sprawdzian. - odpowiedziała. - Uznałam zatem, że nie powinniśmy brać ze sobą notatek. - Yennefer przyglądała się Katje z namysłem. W fiołkowych oczach płonął jej ogień. Katje dostrzegła też, że kąciki ust mistrzyni uniosły się lekko ku górze. Gdzieś z tyłu sali rozległ się stłumiony chichot.
- Dobrze. - głos Yennefer mimo wszystko zabrzmiał szorstko. - Wymień dwadzieścia kości ludzkiego ciała, zaczynając od najmniejszej. - Katje zaklęła w myślach. Musiała jednak spróbować. Powoli, ale z wzrastającą pewnością siebie, Katje wydobyła nazwy z pamięci, licząc je na palcach. Kiedy skończyła, mistrzyni spojrzała na nią, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
- Dobrze. - powiedziała. ”Dobrze cię wyszkoliłam.” dodała w przekazie telepatycznym. Katje odwzajemniła uśmiech i powiodła wzrokiem za czarodziejką, kiedy ta odwróciła się i znów powędrowała między ławkami. Rozejrzała się po sali i napotkała spojrzenie Dorothei, wpatrującej się w nią spod zmrużonych powiek. Odwróciła wzrok. Na szczęście pomagała Polly z jej notatkami, więc teraz będzie mogła przepisać od niej wszystko. Wątpiła bowiem, czy jej własne kiedykolwiek się znajdą.

Katje zanurzyła się głębiej w wodzie i westchnęła cichutko. Łaźnia była jedynym miejscem, w którym mogła pobyć naprawdę sama. Yennefer odkryła ją na końcu korytarza, podczas odbudowywania Aretuzy i ukryła pod osłoną różnych zaklęć. Nikt nie wiedział, że ta łazienka w ogóle istnieje, co było naprawdę wspaniałe. W ten sposób korzystać z niej mogły tylko we dwie - Yennefer i Katje. Dziewczyna przerwała rozmyślania i uniosła głowę, słysząc odgłos otwieranych drzwi.
- Och, jesteś tu. - odezwała się Yennefer, widząc adeptkę, zanurzoną po szyję w wodzie. - Zastanawiałam się gdzie się podziewasz. - dodała, jednym, szybkim ruchem ściągając suknię przez głowę. Kopnięciem zrzuciła ze stóp trzewiki i również wsunęła się do wody, kładąc ręcznik na krawędzi olbrzymiej wanny przypominającej raczej basen. Westchnęła zadowolona, opierając głowę na ręczniku.
- Ciężko cię ostatnio złapać. Dawno nie spędzałyśmy czasu tylko we dwie. Jak dawniej... - odezwała się czarodziejka.
- Mhh... - mruknęła w odpowiedzi Katje, odwracając wzrok. Chciała, żeby było jak dawniej. W tej chwili strasznie żałowała, że wtedy dała Yennefer te klucze. Że w ogóle namówiła ją na zostanie pierwszą rektorką. Jaka ona była wtedy głupia!
- Ciężki dzień? - odezwała się znowu Yennefer. Katje tylko pokiwała głową, nie mogła jednak ukryć smutku, wyraźnie malującego się na jej twarzy. - Katje, w czym problem? - dziewczyna nie odpowiedziała. Do oczu natychmiast napłynęły jej łzy, które zaraz poleciały po zaczerwienionych od gorąca policzkach. - Katje, nie zmuszaj mnie, żeby przejrzała ci myśli, wiem, że tego nie lubisz! - Yennefer podniosła głos, który na powrót zabrzmiał szorstko. Tak jak dawniej. Kiedy najbezpieczniejszą ostoją było Kaer Morhen, a one rzadko wychylały stamtąd nosa. Kiedy Yennefer uczyła ją i tylko ją i nie była bez przerwy wykończona ciągłymi zajęciami z mnóstwem innych adeptek.
- Chodzi o Dorotheę. - Katje odgarnęła z twarzy mokre kosmyki włosów. - Nie... O Aretuzę. O Akademię. O wszystko! - wyrzuciła z siebie na wydechu, szlochając już na dobre.
- Czułam, ze coś jest na rzeczy. Co ci znowu zrobiła ta mała wywłoka? Katje, jedno słowo, a wyleci stąd na zbity pysk, bo naprawdę mam głęboko gdzieś ile jej rodzice mi płacą. A problemów sprawia od cholery! - adeptka pokręciła głową przecząco.
- Słyszałam twoją rozmowę z Sabriną. - powiedziała, nieporadnie wycierając sobie twarz. - Zresztą sama mówiłaś mi, kto ją wcześniej uczył. Nie chcę, żeby coś ci się stało, pani Yennefer! Nie chcę stracić mistrzyni! Nie mieszaj się do tego! Zniosę wszystko, tylko błagam... Nie chcę, żeby zrobiła ci krzywdę... Jak Triss... - kończyła urywanie, bo łzy już dławiły ją w gardle.
- Oj, kruszynko... - Yennefer dotknęła jej mokrego policzka. - Nic mi nie będzie, obiecuję. Rzeczywiście, jestem odrobinę zmęczona je wybrykami, ale nie sądzę, żeby groziło mi z jej strony większe niebezpieczeństwo. Niemniej obiecuję ci, że jeśli jeszcze raz spróbuje ci dokuczyć, poniesie trwalsze konsekwencje, niż tydzień sprzątania dziedzińca. - Katje pokręciła głową.
- Ty mnie jak zwykle nie słuchasz! - zawołała przez łzy.
- Katje dość tego. - warknęła Yennefer. - Jestem dorosłą kobietą i dobrze wiem, czego mam się od życia spodziewać. A ty natychmiast przestań płakać, bo wiesz, że tego z kolei ja nie lubię.  - Katje natychmiast umilkła i tylko skubała mokry warkoczyk. Yennefer była niewzruszona i twarda jak skała, ale łez rzeczywiście nie lubiła. I chyba tylko to ją tak naprawdę ruszało.
  • awatar Hanti: Mam nadzieje, że spotka ją zasłużona kara :D.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Och... Niech ta mała jędza w końcu dowie się co to jest prawdziwa kara! Tydzień sprzątania dziedzińca? Żałosne... PS Fajna musi być ta łazienka :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Czyli od czego zaczęła się moja przygoda ze "Zmierzchem".
zmierzch_wersja_ilustrowana.jpg

Do tej pory tak autorka jak i jej dzieło po prostu mnie od siebie odrzucały. Na kilometr zajeżdżało mi od tego telenowelą i kiepskim romansidłem dla dziewcząt w wieku... Mniej więcej lat czternastu. Rok temu zobaczyłam to wydanie na półce w Empiku. Po dwunastu miesiącach zastanawiania się czy warto, stwierdziłam, że raz kozie śmierć i kupiłam dwa tomy za dwadzieścia pięć złotych. Było warto.

Siedemnastoletnia Isabella Swan przeprowadza się do ponurego miasteczka w deszczowym stanie Washington i poznaje tajemniczego, przystojnego Edwarda Cullena. Chłopak ma nadludzkie zdolności - nie można mu się oprzeć, ale i nie można go rozgryźć. Dziewczyna usiłuje poznać jego mroczne sekrety, nie zdaje sobie jednak sprawy, że naraża tym siebie i swoich najbliższych na niebezpieczeństwo. Okazuje się, bowiem, że zakochała się w wampirze...

Historia nie odbiega bardzo od oryginału, aczkolwiek niektóre sytuacje zostają pokazane trochę inaczej - w inny sposób (przynajmniej zdaniem moich współlokatorek. nie wiem, książkowego pierwowzoru nie czytałam). W komiksie niektóre fragmenty są bardziej uwidocznione, inne mniej - i to działa jedynie na korzyść. Pamiętacie np. pierwsze spotkanie Edwarda i Belli na lekcji biologii? Tutaj jest to pokazane po prostu genialnie - każdy ruch Edwarda, każde napięcie mięśni.

Jednakże nie zamierzam w tej recenzji skupiać się na historii, którą pewnie wszyscy dobrze znają - nawet jeżeli na oczy nie widzieli ani książki, ani filmu. W komiksie najbardziej powinnam skupić się na ilustracjach, które są - jednym słowem - bajeczne. Bardzo spodobały mi się postaci wychodzące spod pióra pani Young Kim. Jest to komiks w większości czarno-biały (trochę jak manga). Jednakże bardzo często można też nacieszyć oczy kolorowymi, nasyconymi wręcz obrazkami.

Autorka bestsellerowej sagi, Stephenie Meyer, również jest zadowolona z efektów pracy nad powieścią ilustrowaną, gdyż pisze: "Cieszyła mnie praca nad nową interpretacją Zmierzchu. Kim Young dokonała niewiarygodnego dzieła, przekładając słowa, które napisałam, na piękne, nastrojowe ilustracje. Wygląd postaci i tło zdarzeń są bardzo bliskie temu, co wyobrażałam sobie podczas pisania powieści".

Ze strony technicznej powieść ilustrowana prezentuje się po prostu pięknie. Twarda okładka, gruby papier, dobrze prezentujące się wszystkie obrazki. Nie rozumiem tylko, dlaczego niektóre kwestie - te powiedziane w chwilach grozy, że tak powiem - nie zostały przetłumaczone, lecz pozostawiono je w język angielskim np. "Don't move", "Did you call 911?!" Podobnie jest z informacjami wyszukanymi przez Bellę w internecie, czy napisami na karteczkach. Książka prezentowałaby się o wiele okazalej, gdyby wszystko zostałoby przetłumaczone na nasz język ojczysty (hello, niektórzy nie kumają angielskiego).
  • awatar Hanti: Pewnie jest strasznie droga :(.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: No to serio musi być fajne, ale mnie jednak do "Zmierzchu" nadal nie ciągnie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›