Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 1 września 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- Rozłóż ręce, proszę. - odezwała się krawcowa, a Katje natychmiast zrobiła o co ją proszono. Dziewczyna stała na stołeczku w pracowni krawieckiej, podczas gdy kobieta zdejmowała z niej miarę na nową szatę. Obok, opierając się o ścianę stała Yennefer, przyglądając się adeptce z założonymi rękami. Kiedy posłała jej uśmiech, Katje odpowiedziała grymasem niezadowolenia.
”Niepotrzebna mi nowa szata.” posłała jej po raz kolejny telepatycznie. Yennefer przewróciła oczami
”Mówiłam ci już, że jako moja adeptka musisz wyglądać reprezentacyjnie.” Katje westchnęła ciężko, a krawcowa spojrzała na nią z zaniepokojeniem, opacznie interpretując jej reakcje.
- Już kończymy, panienko. - odezwała się. - Szata będzie gotowa po południu. Gdyby zechciały ją panie wtedy odebrać...
- Oczywiście. - odpowiedziała Yennefer, podając jej niewielką sakiewkę pełną monet. - Dziękujemy. Katje... - czarodziejka spojrzała wyczekująco na adeptkę i przepuściła ją w drzwiach.
- Chcesz, żebym przyznała ci rację, prawda? - odezwała się Katje i nie czekając na odpowiedź dodała. - To był zaiste świetny pomysł, pani Yennefer. Adeptka pierwszej rektorki nie może wyglądać jak oberwaniec. - dodała.
- Czy mi się zdaje, czy wyczuwam sarkazm? - odpowiedziała natychmiast Yennefer. - Zabawna jesteś, wiesz? Jeśli chciałabyś jeszcze coś kupić, to teraz jest ku temu okazja. chciałaś teczkę, jeśli dobrze pamiętam. - Katje pokiwała głową. - Świetnie. Chodźmy.

Czekając na rozpoczęcie zajęć, Katje wyjęła z teczki notatki i zaczęła czytać. Po jej ławce przesunął się cień, ale podskoczyła dopiero wtedy, gdy przed jej oczami pojawiła się ręka i porwała jedna z kartek. Usiłowała ją chwycić, ale uczyniła to zbyt powoli. Ktoś zabrał jej kartkę.
- No, no, cóż to my tu mamy? - Dorothea przeszła na przód sali i oparła się o biurko rektorki. - Notatki Katje. - patrzyła na nią lodowatym wzrokiem. Pozostałe przyglądały jej się z zainteresowaniem. Dorothea przebiegła wzrokiem kartkę i roześmiała się z zachwytem.
- Spójrzcie na to! - zawołała, podnosząc notatki do góry. Katje stłumiła jęk, gdy zaczęła czytać, udając, ze ma straszne kłopoty z odszyfrowaniem słów. Po kilku zdaniach przerwała i zaczęła się na głos zastanawiać nad ich znaczeniem. Katje usłyszała cichy chichot dochodzący z niektórych ławek i poczuła, że na jej twarz wypełza rumieniec. Nie pisała aż tak koszmarnie, choć w porównaniu z idealnym pismem Dorothei pełnym zawijasów, rzeczywiście nie było porównania. Nie było to jednak zabawne. Dorothea wyszczerzyła się radośnie i zaczęła jeszcze bardziej podkreślać trudniejsze wyrazy, a sala rozbrzmiewała głośnym śmiechem. Katje oparła łokieć na ławce i położyła podbródek na dłoni, starając się wyglądać obojętnie, mimo że zalewały ją na zmianę fale zimna i gorąca, gniewu i upokorzenia. Wreszcie zerwała się z miejsca i ruszyła ku rówieśniczce, nie zostawiając jej zbyt wiele czasu na reakcję. Lewą ręką wyrwała jej z ręki notatki, prawą chwyciła ją za gardło nieco powyżej krtani i przycisnęła do ściany.
- Teraz też się będziesz śmiać? - spytała przybierając ton, jaki podsłuchała u Yennefer. Dorothea posłała jej zmieszane spojrzenie.
- Jesteś nienormalna. - wycedziła przez zęby. - Tak samo jak ta twoja opiekunka. Obie macie nie po kolei w głowie. - Katje mocniej zacisnęła dłoń na jej gardle.
- Uważaj... - wysyczała. - Ja się szkoliłam w Kaer Morhen. Wiesz, co to jest. Stara szkoła cechu wiedźmińskiego. - na usta dziewczyny wypełzł uśmiech. - A jeśli ktoś zadziera z moją mistrzynią, zadziera i ze mną, rozumiemy się? - Dorothea powoli pokiwała głową. W jej oczach czaił się strach. Niewielki, ale jednak. - Świetnie. - Katje uśmiechnęła się promiennie, odejmując dłoń od gardła rówieśniczki i z całkowitym spokojem wróciła na swoje miejsce.
- Nigdy nie będziesz taka jak ja. - wysyczała Dorothea. - Nawet nowa szata ci w tym nie pomoże.
- Ja wcale nie chce być taka jak ty. - odpowiedziała wyzywająco Katje. - Doskonale wystarcza mi to... Kim jestem teraz. - Dorothea pokręciła głową. Blond loki zafalowały, kiedy usiłowała coś odpowiedzieć, ale nie znalazłszy wystarczająco ciętej riposty, przybrała wyniosłą minę i usiadła na swoim miejscu, po drodze rzucając innym wściekłe spojrzenie.
- Na co się gapicie? - wysyczała jeszcze. Katje uśmiechnęła się do siebie. Świetnie.

Yennefer opierała się o ścianę, słuchając rozmowy dwóch młodych rektorek, które zawzięcie dyskutowały na korytarzu. Mówiła rektorka Sabrina, jedna z nauczycielek Katje. Głośniejsze i bliższe rozmowy toczące się wśród adeptek mogły ją zagłuszyć, toteż czarodziejka zamknęła oczy i skupiła się.
- Ona tu nie pasuje. - mówił drżący głos. - Ale chyba nikt się nie spodziewał, że będzie inaczej. Słyszałam od Alyssy o zajściu z Dorotheą. - Yennefer skrzywiła się. Musiało chodzić o jej podopieczną.
- Do tej pory chodziło o coś innego. - odparła druga z rektorek. - Ona była nazbyt spokojna. Nawet nie rozmawiała z innymi adeptkami.
- One też za nią nie przepadają, prawda? - Sabrinie odpowiedział szyderczy śmiech.
- Trudno im się dziwić. Chyba nie masz im tego za złe. Pomyśl o Yennefer. - ciągnęła rektorka, której czarodziejka nie rozpoznawała po głosie. - Biedna. Myślicie, że wiedziała, w co się pakuje? Nie chciałabym, aby ona co wieczór przychodziła do mojej komnaty. Alyssa mówiła mi, że rozpowiada o tym, jak to okradała innych, kiedy jeszcze mieszkała w sierocińcu. nie miałabym ochoty, żeby taka mała złodziejka włóczyła się po moich pokojach, kiedy śpię.
- Urocze! W takim razie mam nadzieję, ze Yennefer zamyka na noc drzwi.  - głosy ucichły, rektorki bowiem oddaliły się od niej. Wychynęła więc zza załomu ściany i wypatrzyła w tłumie Sabrinę i jej towarzyszkę. Zmusiła się do uprzejmego uśmiechu i zbliżyła się do nich.
- Dobry wieczór. - odezwała się, pochylając głowę w geście powitania. - Chciałam tylko spytać, jak sobie radzi moja mała złodziejka. - rektorki zamilkły na moment, patrząc na siebie ze zdziwieniem, po czym Sabrina przerwała milczenie nerwowym śmiechem.
- Nieźle sobie radzi. - powiedziała. - Prawdę mówiąc, lepiej niż się spodziewałam. Uczy się szybko, a jej kontrola jest... Całkiem dobra. - Yennefer uśmiechnęła się.
- Będę zatem cierpliwie wyczekiwała dalszych zachwytów nad moją adeptką. - powiedziała, podkreślając dwa ostatnie słowa. - Dobranoc moje drogie. - dodała jeszcze, wycofując się.
yennifer_and_triss_by_nastyakulakovskaya-db81xco.png
  • awatar Hanti: Dorothea zasłużyła sobie na porządne lanie. Mam nadzieje, że długo nie pożyje. :D
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ciekawa jestem co teraz Dorothea ma zamiar zrobić :P. Katje nieźle jej dopiekła ;). Rektorki też się nieźle zachowały, dobrze, że Yennefer to usłyszała i dała im to do zrozumienia ;).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Zaczęłam oglądać trzeci sezon Sherlocka. Minęły dwa lata... Wszyscy wciąż myślą, że Sherlock nie żyje. Tylko, że jest na odwrót. Ja w to nie mogłam uwierzyć. No bo... Wiem, co widziałam, tak? Tylko, ze znowu zostałam wykiwana i to w profesjonalny sposób, jak to zwykł robić Sherlock. Nie opiszę jak to wyglądało, bo o ile nie mam nic przeciwko spoilerom... Lubę spoilery... To to jest jednak za duży spoiler. Włączcie sobie trzeci sezon, odcinek się nazywa "Pusty karawan" i sobie obejrzyjcie.

John ma narzeczoną. Dlaczego... John ma narzeczoną? Przecież ona jest zupełnie nijaka i w ogóle do niego nie pasuje. Hello, John jest mój! Oddawać mi Johna! Pomińmy to, że jak go pierwszy raz zobaczyłam w tym odcinku to zaliczyłam ogromnego facepalm'a, bo zapuścił wąsy i moją pierwszą reakcją było; człowieku, zgól to. Na szczęście później to zrobił.

Liczę na ciekawe rozwiniecie fabuły <zaciera rączki z zadowoleniem>. I błagam, pozbądźmy się tej Mary. I skoro Sherlock żyje, to coś nie wierzę w to, że Moriarty też naprawdę zginął. Ale to do wydedukowania...

PS I kolejny sherlockowy rysunek  z którego jestem co prawda mniej zadowolona, ale jednak. John w dalszym ciągu jest kochany i do schrupania. I ma taką uroczą minkę tutaj... Oj... Przytuliłabym. I właśnie uświadomiłam sobie, że w słowie "Johnlock" brakuje literki "h". Gdzie ja miałam głowę...
  • awatar Hanti: Sherlock tak samo jak Moriarty są bardzo cwani i nie da się ich tak łatwo zrobić w konia :D <3 A John ... ehh miłości się nie wybiera...
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Wiedziałam, że Sherlock żyje! To było nie możliwe, żeby zginął :P. No właśnie, gdzie się teraz podziewa Moriarty? Kolejny przeuroczy rysunek! Moim zdaniem wyszedł Ci bosko! Eee tam, zawsze można zmazać i napisać jeszcze raz ;). Gdzie miałaś głowę? W chmurach, a oczy zapatrzone w Johnie :D.
  • awatar Kate - Writes: @Wiky the Metal-Punk!: Możliwe... Przecież mówię, że on jest przesłodki! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›