Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 9 sierpnia 2017

Liczba wpisów: 3

abc.atlant
 
Od Beorna dostaliśmy trzynaście kucyków i konia - dla Gandalfa. Miały nas zanieść na skraj Mrocznej Puszczy.
- Jedźcie, dopóki macie światło. - powiedział nam zmiennoskóry na pożegnanie. - Ci, którzy was tropią, są blisko.
Ciemny las nie wyglądał zbyt zachęcająco. Powiedziałbym nawet, że nie był ani trochę zachęcający.
- Ani śladu orków. - odezwał się Dwalin, zsiadając z kucyka. - Szczęście nam sprzyja. - Gandalf nic na to nie odpowiedział. Chyba nie był co do tego przekonany.
- Możecie puścić kuce. - powiedział. - Niech wracają do swojego pana. - stanąłem obok czarodzieja.
- Ten las wygląda... źle. - wreszcie odważyłem się wypowiedzieć swoje wątpliwości na głos. - Jakby toczyła go choroba. Nie da się go jakoś obejść?
- Chyba, że zboczymy dwieście mil na północ. - odpowiedział Gandalf. - Albo na południe. - pokiwałem głową, wiedząc, że z czarodziejem nie ma sensu dyskutować i niemalże bezwiednie wsunąłem dłoń do kieszeni, muskając palcami pierścień. Chłodny dotyk złota mnie uspokajał. Tak samo jak świadomość, że spoczywa bezpieczny w mojej kieszeni. Nori właśnie uwalniał z uprzęży konia Gandalfa, kiedy czarodziej jakby sobie o czymś przypomniał.
- Mój koń zostaje! - zawołał natychmiast. - Muszę go mieć! - podniosłem wzrok, chowając pierścień.
- Chcesz nas zostawić. - powiedziałem z wyrzutem.
- Nie chcę, ale nie mam innego wyjścia. Zmieniłeś się Bilbo Bagginsie. Nie jesteś już dawnym hobbitem z Shire.
- Chciałem ci powiedzieć. - zawahałem się na chwilę, ale kontynuowałem. - Ja... Znalazłem coś w tunelach goblinów.
- Co takiego? - spytał podejrzliwie Gandalf. Milczałem. Czy naprawdę chciałem powiedzieć mu o pierścieniu? A może jednak nie powinienem? - Co znalazłeś? - dopytywał się czarodziej.
- Bojowego ducha. - odpowiedziałem w końcu, wyjmując dłoń z kieszeni. Pierścień pozostanie tajemnicą. Gandalf uśmiechnął się.
- To dobrze, bardzo dobrze. Przyda ci się. - odwzajemniłem uśmiech. - Będę na was czekał na płaskowyżu. Tuż obok Ereboru. Strzeżcie mapy i klucza. I nie wkraczajcie do góry beze mnie. - dodał, patrząc na Thorina, jak gdyby spodziewał się po nim czegoś takiego. - To już nie jest dawny Zielony Las. Zmienił się, a powietrze jest ciężkie od złudzeń, które zechcą was omamić i wieść na manowce. Trzymajcie się ścieżki. Nie schodźcie z niej. Bo wtedy już jej nie odnajdziecie. Choćby nie wiem co trzymajcie się ścieżki! - Gandalf odjechał galopem na swoim koniu. My wkroczyliśmy w las.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Dobrze, że wszyscy dostali kucyki, a Gandalf konia. To ułatwiło wszystkim podróż. Ciekawa jestem jakby Gandalf zareagował, gdyby dowiedział się o pierścieniu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Ścieżka przez Mroczną Puszczę była długa i kręta. Skręcaliśmy coraz częściej, drzewa nad naszymi głowami trzeszczały złowrogo, szliśmy górą, dołem, przez gałęzie i pod korzeniami. Szliśmy gęsiego. Zdawało nam się, że droga przez las będzie krótka i szybka, ale wkrótce znienawidziliśmy puszczę serdecznie. Pod sklepieniem drzew, powietrze stało nieruchome, bez najlżejszego powiewu, wciąż jednakowo ciemne i duszne.
- Powietrza! Duszę się! - słyszałem gdzieś z tyłu któregoś z krasnoludów.
- Moja głowa! Niedobrze mi! - skarżył się inny. Nagle wpadłem na tego, który stał przede mną, bo czoło kolumny zatrzymało się nagle.
- Nori, dlaczego stoimy? - spytał zdenerwowany Thorin.
- Bo ścieżka... Zniknęła... - odpowiedział mu tamten.
- Co tu się dzieje?! Zgubiliśmy ścieżkę! Niemożliwe! Szukajcie wszyscy! Szukajcie ścieżki! - po lesie poniosło się zrozpaczone nawoływanie krasnoludów.
- Jakbym tu był pierwszy raz... Niczego nie poznaję. - odezwał się Balin, opierając się plecami o stare, zmurszałe drzewo.
- Ale musi gdzieś tu być. - odpowiedział Dori, patrząc pod nogi. Usiadłem na kamieniach, obserwując krasnoludy. Czułem, Że z wolna się duszę. Przyglądałem się dziwnej narośli na jednym z pni, a w końcu zaciekawiony trąciłem ją palcem. Była dziwnie sprężysta. A dotknięta podrygiwała.
Znowu szliśmy przez las. Patrzyłem pod nogi, wypatrując ścieżki, ale chyba zaczynałem mieć halucynacje. Miałem wrażenie, że zamiast posuwać się wprzód, wciąż się cofam. Westchnąłem ciężko i obejrzałem się za siebie, ale zamiast ujrzeć tam Doriego, który przecież szedł za mną, zobaczyłem... Mnie. To naprawdę było dziwne. Zakręciło mi się w głowie i miałem wrażenie, że zaraz zemdleję, ale do przytomności przywrócił mnie głos Oriego.
- Patrzcie. - odezwał się, podnosząc coś z ziemi.
- To przecież kapciuch. - powiedział Dori, biorąc od brata dziwny przedmiot. - Gdzieś tu mieszkają krasnoludy.
- Jest zupełnie taki sam jak mój. - dodał Bifur.
- Bo to twój kapciuch. - powiedziałem. - Nie rozumiesz? My się kręcimy w kółko. Zgubiliśmy się.
- To nieprawda. Wciąż idziemy na wschód. - powiedział Thorin.
- Gdzie tu jest wschód?! Nie widać słońca! - zawołał któryś z krasnoludów. Zadarłem głowę do góry. Przez jesienne liście przedzierały się słabe promienie. Słońce. Musimy znaleźć słońce... Do góry... Dotarło do mnie wreszcie i zacząłem wspinać się na najbliższe drzewo, zostawiając w dole kłócące się krasnoludy.
Szło mi dosyć mozolnie, ale kiedy wreszcie wytknąłem głowę nad wierzchołek drzewa, mogłem głęboko odetchnąć. Powietrze tu na górze było czyste i świeże. Moją twarz owiewały cudowne, kojące podmuchy wiatru. A wokół latały chmary błękitnych motyli. Rozejrzałem się wokół. W świetle zachodzącego słońca wiele mogłem dojrzeć.
- Widzę jezioro! - zawołałem. - I... I rzekę! I Samotną Górę! Już niedaleko! Słyszycie?! - krzyknąłem w dół, do krasnoludów. - Wiem, w którą stronę iść! Ejże! - krzyknąłem znowu, kiedy nikt mi nie odpowiedział. Dziwne, nie słyszałem nawet odgłosów ich kłótni. - Ejże... - dodałem, już mniej pewnie. Usłyszałem trzask łamanych gałęzi. Coraz bliżej. Coś się zbliżało. I chyba nie miało przyjaznych zamiarów.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ja dziękuję... W tym lesie można zwariować! Fajny pomysł z wejściem na drzewo, szkoda tylko, że nadleciało coś niebezpiecznego... Ciekawa jestem co to i czy ktoś ucierpiał?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Hmm... W sumie bardziej "mini-recenzja".
Eva_Teva_I_Więcej_Tev.jpg

Teva wydaje się być zwykłą nastolatką. Ma swoją ukochaną przyjaciółkę, wspaniałego chłopaka i całą masę znajomych. I oczywiście marzenia o świetlanej przyszłości. Tylko, że Teva zdaje sobie sprawę z tego, że najprawdopodobniej nie będzie mogła tych marzeń nigdy zrealizować, a to dlatego, że dziewczyna ukrywa przerażający sekret. Raz do roku, w jej urodziny, jej ciało rozrywa się na dwie różne osoby. Jedna pozostaje w ukryciu, druga przejmuje życie poprzedniczki. Taki jest układ. Rok wolności, życie w zamknięciu. Ale co się stanie gdy jedna z Tev rozpocznie bunt, a druga spróbuje powstrzymać podział?

Zaskakujące jest to, że Kathryn Evans na swój debiut wybrała mieszankę dwóch najmniej popularnych gatunków w literaturze młodzieżowej. Z jednej strony mamy tu koncept science-fiction, rozdwojenie się ciała i podział ludzkich komórek. Mamy wspomnienia z laboratorium, mamy różne, dziwne testy i eksperymenty na ludziach. Z drugiej strony natomiast mamy obraz dziewczyny, która zbliża się do okresu podziału i która w końcu wyrywa się ze swojego ciała. Evans nie ucieka od makabry, chociaż przedstawia ją wyjątkowo subtelnie, żeby nie przerazić młodego, nieprzyzwyczajonego do takich rzeczy czytelnika.

Kiedy pierwszy raz natrafiłam na "Evę, Tevę i więcej Tev" w księgarni, wiedziałam, że w końcu będę musiała przeczytać tę powieść. Głownie dlatego, ze ten koncept podziału ciała od razu zadziałał na moją wyobraźnie. W sumie nie za bardzo wiedziałam czego oczekiwać od tej autorki, ale jestem ogromnie pozytywnie zaskoczona. Porzuciła utarte schematy literatury młodzieżowej i stworzyła zupełnie nową opowieść o poświęceniu, o bólu i o rodzinnej tajemnicy z elementami science-fiction i horroru też. Już od dawna miałam ochotę na dobrą młodzieżówkę, a z główną bohaterką od początku czułam taka jakby więź. Chciałam wiedzieć co będzie dalej, co się koniec końców wydarzy o skończyło się na tym, że książkę pochłonęłam w dwie noce. Od razu mogę powiedzieć, że jeśli szukacie nietypowej książki dla młodzieży, czegoś nowego, czegoś świeżego, to być może właśnie "Eva, Teva i więcej Tev" zrobi (a raczej "zrobią" ) na was kolosalne wrażenie. Ja o tej powieści na pewno będę jeszcze długo pamiętać i wkrótce do niej wrócę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›