Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 6 sierpnia 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Relacja z obozu najpóźniej za dwa dni, bo muszę to jakoś ogarnąć w jednym wpisie. Tymczasem łapcie rozdział.

Kate szła przez las obok przybranej mamy. Z tyłu trzymały się pingwiny. Szeregowy, który już od dłuższego czasu z zapałem opowiadał coś znudzonemu Rico. Ciągle zawstydzony Skipper, który szedł ze spuszczoną głową i rumieńcem na policzkach. I Kowalski, który ukradkiem zerkał na dowódcę, chcąc się upewnić czy wszystko w porządku.
- Kate, jak się czujesz? - spytała pani Irena.
- Nic mi nie jest. - odpowiedziała Kate i znowu zapadła niezręczna cisza.
- Powiedz mi... Czy to zawsze tak wygląda?
- Zazwyczaj. Wkurzające, nie? - Kate spojrzała na nauczycielkę.
- A żebyś wiedziała! - pani Irena odwzajemniła spojrzenie. - Nie możesz go tego jakoś oduczyć?
- Myślisz, że nie próbowałam? Tyle, że do niego nic nie dociera. - Skipper spuścił głowę, rumieniąc się jeszcze bardziej.
- O mnie rozmawiają, prawda? - spytał.
- Mhm. - potaknął, idący obok Kowalski.
Szybko zaczęło się ściemniać, więc Kate znalazła uroczy zakątek, w którym można było rozbić namiot. Pingwiny natychmiast wczołgały się do śpiworów i tak samo szybko zasnęły. Miały prawo być zmęczone. Cały dzień marszu przez las potrafił wykończyć. Kate usiadła przed namiotem, wpatrując się w ciemność miedzy drzewami. Wcale nie była śpiąca.
- Nie kładziesz się? - spytała pani Irena, siadając przy niej. Dziewczyna pokręciła głową przecząco, opierając się na ramieniu przybranej mamy. - O czym myślisz?
- Co by się stało gdyby można było zmienić jeden szczegół z życia człowieka? Gdybym cię nigdy nie poznała... Co by wtedy było?
- Prawdopodobnie siedziała byś teraz w Stanach Zjednoczonych i pozowała do kolejnej sesji zdjęciowej. - Kate podciągnęła kolana pod brodę, kuląc się na trawie.
- Cieszę się, że mogę być tu z tobą. - powiedziała. - Kocham cię, mamo. - nauczycielka objęła ją ramieniem, mocno do siebie przytulając.
- Ja ciebie też córeczko. - Kate otarła rękawem łzy, płynące jej po policzkach. Właśnie tego w tej chwili najbardziej potrzebowała. Bliskości i zapewnienia o tym, że jednak nie jest na świecie sama.

Kate otworzyła oczy, słysząc gdzieś z oddali głos Kowalskiego.
- Hmm? - mruknęła, widząc pingwinka, stojącego obok.
- Zamierzacie dzisiaj w ogóle wstać? - spytał Kowalski. Kate przekręciła się w śpiworze. Całą noc spędziła w objęciach przybranej mamy, mocno do niej przytulona i nie chciała jeszcze tego zmieniać.
- Nie. - odpowiedziała w końcu, z powrotem zamykając oczy.
- Która godzina? - zainteresowała się pani Irena, przeciągając się. Też zdążyła się już obudzić.
- Przed dziewiątą. - odpowiedział Kowalski. - Proszę, my jesteśmy okropnie głodni, zapasy się już skończyły, a na polowanie nie mamy ochoty.
- Zaraz wstajemy. - powiedziała pani Irena, a pingwinek najwyraźniej uznał odpowiedź za satysfakcjonującą, bo wrócił do kolegów. Kate usiadła w śpiworze, przeciągając się, a chwilę potem pani Irena zrobiła to samo. Zaraz jednak zamarła w niemym zdziwieniu, bo Kate pocałowała ją w policzek. Spojrzała pytająco na córkę.
- Dziękuję. - powiedziała Kate, wyjęła z plecaka kosmetyczkę i wyszła z namiotu.

Znów zagłębili się w las, tylko po to, żeby wkrótce wyjść na przyjemną asfaltową drogę. Kate odetchnęła z ulgą, równocześnie z przybraną mamą. Obie miała serdecznie dość dzikich ostępów. Pingwiny - wyspane i najedzone - maszerowały raźno, śpiewając jakąś piosenkę i tylko Skipper szedł z tyłu, raz po raz ocierając skrzydłem lecące po policzkach łzy. W końcu jednak przystanął, szlochając już na dobre. Musiał dać upust emocjom, a ostatnie wydarzenia tylko przelały czarę.
- Skipper... - Kate klęknęła przy nim. - Co się stało? Boli cię coś? Źle się czujesz? - pingwinek pokręcił głową.
- Ja już tak nie chcę, wiesz? - zaszlochał, wyciągając do niej skrzydełka. - Nie chcę musieć cały czas być idealny i i niewzruszony. Już nie mogę. Nie daję rady, rozumiesz? - szlochał, z dziobem wciśniętym w ramię dziewczyny. - Nie chcę bez przerwy myśleć o tym, co inni o mnie mówią. Nie chce płakać zakopany w nocy pod kołdrą, musieć znosić ból i strach... - Kate kołysała go delikatnie w ramionach.
- Przecież nikt ci nie każe. - wyszeptała.
- Ale tak się zachowują idealni dowódcy! - Skipper zakrztusił się własną śliną. - A ja... Ja nie jestem taki jak oni. Nie potrafię być...
- Jesteś od nich lepszy. - odpowiedziała Kate. - A wiesz czemu? - Skipper pokręcił głową przecząco. - Bo jesteś właśnie taki. Bo jesteś sobą. Takim, jakim cię wszyscy kochamy.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: To miłe patrzeć jak inni się ze sobą jednoczą ^^. Szkoda mi Skippera... Jest strasznie wrażliwy...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Ostatniej nocy pokonaliśmy spory odcinek drogi i teraz, kiedy zaczynał wstawać świt, miałem po raz kolejny wykazać się jako włamywacz. Najciszej jak potrafiłem, skradałem się wśród skał, aż wreszcie wyjrzałem na otwartą przestrzeń. Orkowie tam byli, czekali na nas, o czym musiałem powiadomić towarzyszy. Nie widzieli mnie, hobbici umieją dobrze się kryć, jeśli tylko chcą. Zdziwiło mnie natomiast to, że zaraz potem uciekli w popłochu. Przesunąłem się odrobinę i jeszcze raz wyjrzałem ze swojej kryjówki. Na leśnej polanie, kilka metrów ode mnie stało olbrzymie stworzenie, posturą i formą przypominające niedźwiedzia, a jednocześnie wilka. Czym prędzej zsunąłem się po kamieniach w dół i pognałem do towarzyszy. Sekundę później powietrze rozdarł ryk bestii.

- Są blisko? - spytał Gandalf, kiedy zdyszany zbiegałem na dół po górskiej ścieżce.
- Zbyt blisko. - odpowiedziałem. - Może kilka mil. Ale nie to jest najgorsze...
- Wywęszyli nas? - przerwał mi Thorin.
- Jeszcze nie, ale wywęszą. Jest inny problem...
- Widzieli cię? Widzieli. - tym razem wtrącił się czarodziej.
- Nie. - odpowiedziałem, wciąż dysząc ciężko.
- A nie mówiłem?! Cichutki jak myszka! - Gandalf wyglądał na niezwykle zadowolonego, że to mnie wybrał do kompanii Thorina. - Doskonały materiał na włamywacza.
- Możecie posłuchać?! - zdenerwowałem się. - Usiłuję wam powiedzieć, że tam jest coś więcej! - krasnoludy natychmiast umilkły.
- A jaką formę ma to coś? - spytał Gandalf. - Niedźwiedzia?
- Tak, ale większą. O wiele.
- Wiedziałeś o tej bestii. - odezwał się Bofur. I nie było to pytanie, ale stwierdzenie.
- Niedaleko jest dom, w którym być może znajdziemy schronienie. - czarodziej wydawał się być naprawdę pewny swego. Ani słowem nie skomentował wypowiedzi krasnoluda.
- Czyj dom? Przyjaciela czy wroga? - Thorin jak zwykle był podejrzliwy, ale w tej sytuacji miał słuszność, pytając o to. Sam chciałbym to wiedzieć.
- Jego gospodarz, albo nam pomoże, albo... Zabije nas. - krasnoludy popatrzyły po sobie.
- A mamy jakiś wybór? - spytał Dwalin. W tym samym momencie rozległ się kolejny ryk ogromnego stwora. O wiele bliżej niż poprzedni.
- Nie. - odpowiedział Gandalf.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: W takich momentach to, serio, trzeba podejmować decyzje z prędkością światła...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›