Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 31 sierpnia 2017

Liczba wpisów: 4

abc.atlant
 
Czas mijał, lody z kremem były pyszne, truskawki świeżutkie, a w dodatku pani Irena zaproponowała, by się porządnie wykąpać w jeziorze przed podróżą. Wynajęli nawet w przystani łódź z wiosłami i spędzili rozkosznych parę godzin na wodzie zatoczki, wybierając miejsca ocienione i blisko brzegów.
Około trzeciej towarzystwo, wykąpane i raz jeszcze napasione lodami z kremem, znalazło się na stacji kolejowej wraz z bagażami. Żółto-niebieskie wagony, mocno zatłoczone, wpełzły na stację. Władowali się do wagonu dla niepalących - bez specjalnej nadziei, że znajda wolne miejsca; a jednak je znaleźli. W samym kacie wagonu, w ostatnim z podwójnych rzędów siedzeń, rozpierała się bojowa trzydziestolatka, zajmując miejsce przy oknie. Drugie miejsce, przeciwległe, zajęte było przez jej wyciągnięte nogi w białych spodniach, zaś dwa pozostałe - przez jej dużą torbę oraz stos teczek i czasopism. Pasażerka była ostrzyżona na jeża, na nosie miała metalowe okulary, a za okularami - pewne siebie, zaczepne spojrzenie. Nie była bardzo zadowolona z tego, ze Kate spytała ją o wolne miejsca. Ledwie zdjęła nogi z fotela - już się na nim przepychały pingwiny, walcząc o dostęp do okna. Wygrał Skipper. Pasażerka odwróciła od nich wzrok i zajęła się zapalaniem papierosa. Zaraz też skierowała na Skippera wielki kłąb dymu, po czym jej wzrok przeniósł się na panią Irenę. Nauczycielka rozmieściła bagaże na półce, a pasażerka w białych spodniach poleciła jej, żeby zajęła się i jej torbą oraz teczkami. Pani Irena wykonała polecenie i w ten sposób uzyskano dwa miejsca siedzące.
Skipper przecierał oczy podrażnione dymem papierosowym.
- szczypią mnie oczy. - ogłosił naraz tonem konającego elfa, ale został zignorowany, bo pasażerka okazała się być jakąś tam znajomą, znajomej pani Ireny.
- Nie widziałam cię już od niepamiętnych czasów. - powiedziała kobieta, formując ustami długi obłok dymu i celując nim prosto w Skippera. - Teraz wiem dlaczego. Postanowiłaś w końcu ulitować się nad tą sierotką.
- To moja córka. - zaprotestowała nauczycielka.
- Pani profesor... - wtrącił Skipper, gotując się z wściekłości, bo najbardziej ze wszystkiego na świecie nie lubił być ignorowany. - Czy możemy zmienić wagon? Dym mi przeszkadza. - sąsiadka z naprzeciwka obrzuciła go zdegustowanym spojrzeniem.
- Dziwię ci się, wiesz? Nigdy bym sobie nie wzięła na głowę obcego bachora. - w tej właśnie chwili Kowalski, dotąd siedzący spokojnie, zdecydował, że o ile Kate z obelgami sobie poradzi, o tyle Skipperowi trzeba pomóc.
- Chyba nie musimy zmieniać wagonu. - odezwał się. - Jest to bowiem wagon dla niepalących.
- Dziękuję ci... - powiedział Skipper. - Że mi na to zwróciłeś uwagę. Proszę pani, czy pani zechciałaby zgasić tego papierosa? Dym mi przeszkadza. A jak już wspomniał mój towarzysz niedoli, znajdujemy się w wagonie dla niepalących.
- Otwórz sobie okno. - poradziła mu kobieta, nie zaszczycając Skippera nawet spojrzeniem. - Szkoda cię kochana. - zauważyła. - Inteligentna kobieta, ale mało samodzielna.
- Pani profesor, przepraszam... - wtrącił Kowalski, grzecznie acz stanowczo. - Dlaczego pani nie reaguje? Jesteśmy w wagonie dla niepalących, mój przyjaciel jest chory, a ta pani mu kopci prosto w oczy. - zapadła cisza. Kobieta zaciągnęła się jeszcze raz, raz jeszcze w sposób niepodległy zadymiła wszystkich wokół, po czym, jakby znudzona, wyrzuciła papierosa do śmietniczki.
- Dziękuję ci, mój drogi. - powiedział Skipper. - Jeden zero dla ciebie. - i uścisnęli sobie skrzydła, wyraziści i irytująco nimi potrząsając.
- Skąd o ogóle wzięłaś tą dziewuchę? - kontynuowała jak gdyby nigdy nic znajoma znajomej. - Widać, że jakieś toto zamroczone. nie zdziwiłabym się, gdyby miała w rodzinie alkoholików, a może i narkomanów. Kiedyś ty byłaś kobieta w miarę niezależną, a teraz skończyłaś wychowując cudzego bękarta. - pani Irena się wzdrygnęła.
- Ale przecież... - zaczęła, po czym się zaplątała i spłonęła oburzonym rumieńcem. - - Proszę przestać, mówi pani o mojej.. O... O moim dziecku. - wyszeptała. Kobieta nawet nie dosłyszała jej wypowiedzi i zaczęła kolejny wykład. O niebezpieczeństwach płynących z tak rażącej lekkomyślności.
- Niech się pani zamknie!!! - wrzasnęła doprowadzona do szewskiej pasji Kate, zrywając się na równe nogi. Zapanowała straszna cisza, w której słychać było, jak koła pociągu podskakują coraz wolniej na złączach, a rozmowy współpasażerów wręcz gasną. - Nie ma pani prawa... Nie ma pani prawa mówić o mnie w ten sposób! Nic pani o mnie nie wie! O mojej mamie też nie! Ani o moim życiu! Nie pozwolę się obrażać komuś, kogo nawet nie znam. Skoro tak pani o mnie mówi, może sama pani jest alkoholiczką, albo narkomanką? No, nagle nie ma pani nic do powiedzenia?
- Kate, wystarczy! - pani Irena położyła dłoń na ramieniu córki. - A pani niech naprawdę się zamknie i przestanie obrażać moją córkę; to najlepsze dziecko na świecie.
- Nie dość, że ułomna, to jeszcze bezczelna. - odpowiedziała lekko kobieta, podnosząc się z miejsca i sięgając po bagaż. - Cóż, do widzenia. - rzekła i natychmiast wyszła z przedziału, na czele wszystkich wysiadających. Kate, która sapiąc, padła na siedzenie, wciąż nie mogła się uspokoić. Założyła gwałtownie ręce, po czym obrzuciła dorosłych wyzywającym spojrzeniem.
- Bardzo przepraszam, mamo. - powiedziała wreszcie. - Że wyraziłam się nieco zbyt wulgarnie. Ale gwałt niech się gwałtem odciska. - chudy mężczyzna kiwnął głową ze wzruszeniem. Towarzysząca mu kobieta ze staromodnie upiętymi włosami, zaczęła klaskać w dłonie.
- Brawo! - krzyknęła wzruszonym głosem. - Można tylko marzyć o takiej rodzinie. To dziecko potrafi docenić poświęcenie matki. - niższy o głowę mąż przytulił policzek do ramienia żony na znak aprobaty. Kate spłonęła rumieńcem zawstydzenia, ale uśmiechnęła się lekko. Racja leżała po jej stronie.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: No co za świnia z tej baby! Tyle powiem! Jednak wydaje mi się, że pani Irena jest mało waleczna... Ja bym tak nie dała pomiatać swoimi bliskimi! A Kate ma rację!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Chodzi mi po głowie ta scena i chodzi, więc postanowiłam ją przelać na papier, a potem zmienić na cyfrowy ciąg znaków. Czyżby początek nowego fanfiction? Może... Sheila Jeffries to fajna postać, a gdyby tak pożenić ją z Johnem... Ten związek ma szanse bytu... Co wy na to?

W recepcji prywatnej przychodni stała śliczna brunetka, właśnie podając kobiecie za biurkiem swoje wyniki badań. Brązowe pukle loków opadały luźno na ramiona, zielone oczy rozglądały się wokół z ciekawością. Nos miała upstrzony piegami, których wcale się nie wstydziła. Bo niby dlaczego? Mogła mieć najwyżej trzydzieści lat.
- Sheila Jeffries? - odezwała się recepcjonistka. - Doktor Watson zaraz panią przyjmie.
- Jasne. - uśmiechnęła się kobieta. - Dziękuję. - dodała jeszcze i z zaciekawieniem przyjrzała się tabliczce na drzwiach gabinetu. John Watson... chyba gdzieś już słyszała to nazwisko... Rozmyślała właśnie o tym, gdzie mogła spotkać tego człowieka, kiedy gwałtownie otwarte drzwi wyrżnęły ją w czoło i powaliły na ziemię. Wylądowała na plecach, omal nie uderzając potylicą w posadzkę. Półsiedziała na podłodze z przeświadczeniem, że znalazła się w ciemnym pokoju, i z metalicznym posmakiem w ustach. Po chwili zaczęły do niej docierać dochodzące zewsząd głosy. A potem powrócił jej wzrok. Recepcjonistka przykucnęła po jej lewej stronie i gapiła się na nią. Po prawej miała mężczyznę, który usiłował opanować sytuację. Jej pierwszą myślą było; jest naprawdę przystojny. Jasne włosy układały mu się na głowie w uroczy sposób. W dużych oczach malowała się troska. Opuściła powieki, zaczynała ją boleć głowa. Mężczyzna ujął ja za rękę i kilkakrotnie poklepał ją po dłoni.
- Spróbuj zachować przytomność... Możesz mieć wstrząs mózgu. - zamykanie oczu i tak nie łagodziło bólu. Bez marudzenia uniosła powieki. Nadal tam był, wpatrując się w nią.
- Czy pamiętasz, jak masz na imię? - zapytał. Kiwnęła głową i otworzyła usta do odpowiedzi.
- Dzień dobry doktorze Watson. - powiedziała. Zmrużyła powieki. - Nic mi nie jest. Sheila Jeffries. - wbiła w niego spojrzenie, a on po sekundzie odpowiedział uśmiechem.
- To moja wina, ja otworzyłem drzwi. - wyjaśnił. - Bardzo przepraszam. - wyciągnął dłoń, obejmując ją w talii i spróbował poderwać ja na nogi. Pomogła mu w tym recepcjonistka. Sheila nieporadnie uniosła dłoń do nosa, czując na górnej wardze krew.
- Naprawdę bardzo mi przykro. - powiedział Watson, powoli prowadząc ją do gabinetu. - Połóż się na kozetce. O, właśnie. - podał jej naręcze wilgotnych ręczników papierowych. - Uciskaj poniżej części kostnej. - powiedział, pokazując na nos. Powoli docierało do niej co się dzieje. Została uderzona drzwiami, mogła mieć wstrząs mózgu i krwawiła z nosa.
- A więc... - odezwał się lekarz, stając obok. - Co tak właściwie panią do mnie sprowadza, pani Jeffries?
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: No to niezłe pierwsze wrażenie zrobił xD. Nie ma to jak przyjść do lekarza, a lekarz zamiast pomóc, to jeszcze doprawia, hahahaha :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Jestem po szóstym odcinku Sherlocka. Nie wierzę w to, co zobaczyłam. Po prostu w to nie wierzę! Uwaga na spoilery, bo nie będę się oszczędzać. Dlaczego? Dlaczego twórcy to zrobili? Dlaczego Sherlock... Nie żyje?! Powie mi ktoś? Mówiłam, że tego psychopatę trzeba od razu zastrzelić? Oczywiście, nikt mnie nie słuchał! Moriarty, ty kretynie!

Sherlock nie żyje... To już wiecie. A jak to się stało? Zaczęło się od rozprawy sądowej. Moriarty został uznany za niewinnego i wyszedł na wolność. Mimo tego, że miał na sumieniu śmierć... Ilu? Co najmniej pięciu osób? I przypuścił atak na Tower of London, próbował ukraść klejnoty królewskie i wypuścić na wolność najgorszych kryminalistów. Nie, ława przysięgłych po prostu go puściła! Potem doszło do porwania. Zaaranżowanego. Winą obarczono Sherlocka, odsunięto go od sprawy (delikatnie mówiąc), a John przypuścił zmasowany atak na policjanta... I od tego momentu wszystko zaczęło przybierać możliwie najgorszy obrót. Detektywa dotąd szanowanego i rozchwytywanego uznano oszustem, a wszystko przez... Moriartiego. Nie rozumiem tylko dlaczego Mycroft wydał wyrok na własnego brata, czegoś takiego się po prostu nie robi! Sherlock dostał ultimatum. Albo popełni samobójstwo, albo zginie John, pani Hudson i reszta jego najbliższych. Skoczył z dachu szpitala. Zginął na miejscu. Współczuję Johnowi. Tak strasznie mu współczuję.

Tylko, że to nie koniec. Co prawda Moriarty wreszcie został zastrzelony, ale co dalej? To nie ostatni odcinek serialu, są jeszcze dwa sezony. Jak to będzie teraz wyglądać? Odcinki "Sherlocka" bez Sherlocka? Głównego bohatera się nie uśmierca! coś czuję, że twórcy przyszykowali niezłą niespodziankę na początek kolejnego sezonu. I nie mogę się doczekać, żeby sprawdzić jaką.

PS Próbowałam dzisiaj rysować Sherlocka w wersji chibi, ale nic z tego nie wyszło. Zamiast tego mam coś takiego i nie mogę przypisać temu rysunkowi żadnej definicji. Niemniej jestem z niego bardzo zadowolona. John wyszedł mi przesłodko...
pizap.com15042001411531.jpg
  • awatar SugarFirefly: Oj tam oj tam, Sherlock się tak łatwo nie daje ;)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Też mi się nie wydaje żeby dalsze losy serialu potoczyły się bez głównego bohatera ;). Coś na bank jest na rzeczy :P. Jednak dalej nie mogę pojąć, dlaczego Moriarty wyszedł na wolność po tym wszystkim co zrobił, bądź usiłował zrobić? To jakaś niedorzeczność jest! A rysunek jak zwykle jest mega! Uwielbiam Twój sposób rysowania. Oboje wyszli przesympatycznie!
  • awatar Kate - Writes: @Wiky the Metal-Punk!: Przekupił ławę przysięgłych. Cała tajemnica. Groził im tak samo jak Sherlockowi, miał naokoło swoich ludzi i gdyby go nie uniewinnili, zginęłyby najdroższe im osoby.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›