Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 30 sierpnia 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Podzieliliśmy się i rozbiegliśmy w różnych kierunkach, usiłując dostać się do kuźni. Smok deptał nam po piętach i popędzał ogniem, ale udało nam się. Co prawda Thorin omal nie zginął w paszczy Smauga, ale Dwalinowi udało się go uratować.
- Nie będzie z tego nic. - powiedział Dwalin, kiedy już wszyscy spotkaliśmy się w kuźni. Na szczęście wszyscy bez poważnych obrażeń. - Te piece są zimne jak lód.
- Niestety. - potwierdził Balin. - Nie mamy takiego ognia, żeby je teraz rozpalić.
- Zobaczymy... - warknął Thorin, odwracając się ku zmierzającemu w nasza stronę smokowi. - Nie myślałem, że cię tak łatwo wyprowadzę w pole! - wrzasnął. Co on wyprawiał na litość Eru? - Zrobiłeś się gruby i wolny! Ty stara... Gnido... - Smaug zbliżył się jeszcze bardziej, a Thorin odwrócił ku nam z zadowoloną miną. - Kryjcie się! - nakazał. Smok zionął ogniem. A piece w jednej chwili zrobiły się gorące.
- Bomburze, bierz się zaraz do miechów. - Thorin wziął sprawy w swoje ręce, rozdzielając zadania. - Bilbo, właź tam! - pokazał mi ręką kierunek. - Na mój znak pociągniesz dźwignię. - smoka oddzielała od nas stalowa krata, jednak nie stanowiła dla niego większej przeszkody. Już teraz uderzał w nią wściekle, a metal giął się. Pognałem tam, gdzie kazał mi Thorin i czekałem na sygnał. Smaug wdarł się do kuźni. Miałem nadzieję, że Thorin wie co robi.
- Teraz! - usłyszałem krzyk naszego wodza i całym ciężarem ciała uwiesiłem się na dźwigni. Ze ścian trysnęła woda, gasząc ogień smoka. Przynajmniej na chwilę mieliśmy go z głowy. Ruszył napędzany młynem wodnym wyciąg, a kiedy smok znajdował się tuż pod nim, krasnoludy przecięły liny, które skutecznie oplątały gadzinę. Był unieruchomiony. Ogień płonący w piecach topił złoto. Nie wiedziałem po co, ale ufałem Thorinowi. Miał plan. Ale Smaug oswobodził się, a ogonem uderzył w kamień, na którym stałem.
- Nie daj się Bilbo! - usłyszałem jeszcze Thorina, ale już wiedziałem, że zostałem obrany na jego cel. Rzuciłem się do ucieczki, a kiedy wpadłem do korytarza, ściana za mną eksplodowała. Wiszący na niej gobelin przykrył mnie całego. Miałem tylko nadzieje, że przejdzie obok mnie. Pomyśli, że gdzieś się schowałem.
- Ty... Ty myślisz, że mnie oszukasz? - warknął Smaug. - Pokrako z beczki! - wyjrzałem spod gobelinu. To był błąd. Dostrzegł mnie. - Przybyłeś z Miasta na Jeziorze. To jakiś spisek, uknuty przez nędzne krasnoludy. I tych żałosnych ludzi z jeziora. Śmierdzący tchórze z wielkimi łukami i czarnymi strzałami! a może wypadałoby, żebym im złożył wizytę?!
- O nie... - odezwałem się, wygrzebując się spod gobelinu. - To nie jest ich wina! - krzyknąłem. - Nie! Zostaw miasto w spokoju!
- Aż tak ci zależy na tych ludziach? - smok odwrócił się. - Dobrze. Zobaczysz jak umierają. - znowu skierował się ku wyjściu na zewnątrz, ale tym razem zatrzymał go głos Thorina.
- Tutaj! Ty głupi gadzie! - Thorin stał na szczycie kamiennego posągu, ściskając w dłoni łańcuch. - Odbieram tylko to, co ukradłeś. - smok ruszył ku niemu.
- Ty mi niczego nie odbierzesz karle. - wysyczał. - To ja położyłem trupem twoich towarzyszy. to ja wlałem przerażenie w ludzkie serca! Ja jestem królem. Królem pod Górą!
- To nie jest twoje królestwo. - mówił spokojnie Thorin. - To ziemia krasnoludów. I nasze złoto. Więc zemsta też będzie nasza. - pociągnął za łańcuch. Posąg, który był w rzeczywistości wielką formą, rozpadł się na części, odsłaniając złotą figurę Throra. Jeszcze niezastygłą. Płynne złoto pokryło smoka od stóp do głów, ale... Kiedy wydawało się, że już mamy go z głowy, wynurzył się na powierzchnię, rycząc i ociekając złotem.
- Zemsta! Zemsta! - krzyczał, podrywając się do lotu. - Ja wam pokarzę... Zemstę! - własnym ciałem przebił się przez skałę i poleciał... Do Miasta na Jeziorze. Patrzyłem za nim. Jak zionie ogniem. Jak miasto płonie.
- Co myśmy zrobili... - wyszeptałem.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Krasnoludy miały dobry plan... Gdyby nie to, że smok wynurzył się ze złota, wszystko by się udało...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: W dzisiejszym odcinku Sherlocka nawiązanie do mojego ulubionego opowiadania sir Arthura Conan Doyla, czyli do psa Baskerwilów. Tak! Czekałam kiedy pojawi się wzmiankowana bestia i wreszcie ją dostałam. Tylko, że mamy XXI wiek. Bestia nie jest bestią.

Zagadkę rozwiązałam połowicznie. Zaczęło się od Dzwoneczka. Królika, którego zaginięcie zgłosiła mała dziewczynka. Odkąd dowiedziałam się, że jej matka pracuje w Baskerville - laboratorium, gdzie przeprowadza się eksperymenty na zwierzętach i kombinuje z ich genami, wiedziałam, że to jej robota. Wskazówka; Dzwoneczek świecił w ciemności, więc wszczepiono mu gen fluorescencji. Co do psa, to na początku naprawdę myślałam, że to kolejne "ulepszone" zwierzę, które uciekło z klatki, ale nie. Tym, którzy nie lubią spoilerów już dziękujemy, to była halucynacja. Środki halucynogenne. Potem już wystarczyło się domyślić, jak toto się dostaje do organizmu i kto za tym stoi. Najpierw podejrzewałam cukier, tak jak Sherlock. John nie słodzi kawy i tym samym nie widział psa na pierwszej ekspedycji do lasu. Ale potem, kiedy zamknięto go w laboratorium (biedny John), widział go i słyszał. Nieszczelna rura z podejrzanym gazem. I wszystko jasne.

Kolejny spoiler; środki okazały się być nielegalną bronią chemiczną, którą wojsko w tajemnicy starało się udoskonalić. Jak człowiek się tego nawdychał, to odczuwał emocje, których w normalnych warunkach by nie odczuł. I doświadczał takich samych bodźców zewnętrznych. A głównie chodziło tu o strach. Cała filozofia. Nie trafiłam tylko jeśli chodzi o "głównego sprawcę". Do samego końca podejrzewałam matkę dziewczynki od królika.
  • awatar Lili33love: Moja przyjaciółka z klasy uwielbia Sherlocka. :) Fajny blog. :D
  • awatar Lili33love: Moja przyjaciółka z klasy uwielbia Sherlocka. :) Fajny blog. :D
  • awatar Hanti: Zawsze tak jest, że sprawca to zupełnie ktoś inny niż nam się wydawało, dlatego ja zawsze podejrzewam postacie drugoplanowe :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›