Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 29 sierpnia 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Wczoraj były moje urodziny. W sumie żaden powód do radości, bo od czterech lat tak bardzo nienawidzę tego dnia, że za każdym razem wypierałam ze świadomości jego istnienie i zaszywałam się w pokoju, uciekając przed światem. Inna sprawa, że nikt o mnie nie pamiętał. Może poza rodzicami, którym zawsze w nienachalny sposób udało się mnie pocieszyć, a w międzyczasie jakoś materializowały się prezenty.

W tym roku było inaczej i myślę, że to lato naprawdę zasługuje na miano "lata przełamywania granic". Tym razem z mentalnego dołka wyciągnęły mnie kochane osoby, które przez ostatni rok już zdążyły nieźle namieszać w moim życiu i wywrócić je do góry nogami, co - nie ukrywam - wyszło na dobre. Pochwalę się nieskromnie, że nawet mała prywatka się odbyła i noc filmowa i naprawdę dobrze się bawiłam. Chociaż na tort urodzinowy dalej nie mogę patrzeć. I to się chyba nie zmieni...

Prezenty też były, jak zawsze skromne, ale przecież nie jakość się liczy, a to, że od serca kupowane. Od mamy oczywiście książki, bo jakże by inaczej? Tym razem wymarzona "Biografia Tolkiena" i niedawno odkryta skandynawska powieść fantasy "Dziecko Odyna", która jest jednocześnie pierwszym tomem trylogii "Krucze Pierścienie". Literatura skandynawska zajmuje szczególne miejsce na mojej półce, głównie dzięki powieściom Jo Nesbo i jego genialnemu śledczemu.
pizap.com15040284331781.jpg

Od taty drugi tom mangi "Koe No Katachi". Chciałam go mieć odkąd wyszedł spod skrzydeł Kotori, ale u mnie w Empiku nie figurował, a na zakupy w sieci nie miałam jakoś ochoty. Dopiero na miesiąc po premierze dotarł do sklepu stacjonarnego i proszę bardzo.
Uroczy piórniczek jest od cioci, który przywędrował pocztą razem z paroma drobiazgami do szkoły. W tym znalazłam tusz w długopisie. Ten specjalny do run z Sindarinu. Skąd wiedziała nie wiem, ale ona już od dawna w myślach mi czyta, więc ten...
pizap.com15040284643301.jpg

Od współlokatorek dostałam książkę o piratach (fotki brak) i najprawdziwsze pióro pisarskie. Cudowne. A jak już jesteśmy przy pisaniu, to teraz powiem wam takie coś; proces doskonalenia kunsztu pisarskiego ma więcej wspólnego z rozwojem osobistym, niż z prostą nauką umiejętności. Pisanie nie jest jak nauka gry na instrumencie. Jasne, zawsze przyda się praktyka, zdobyta samodzielnie lub np. podczas warsztatów. Znajomość teorii na temat pisania może pomóc w uporządkowaniu myśli i procesu twórczego. Ostatecznie jednak, wszystko zależy od tego, kim jesteś. To właśnie osobowość, osobiste doświadczenie oraz przemyślenia ukształtują twoją twórczość. Pracując nad własnym pisaniem, pisarz pracuje nad sobą. To moje zdanie... Nie musicie się zgadzać.

Od babci jak zwykle dostałam trochę pieniędzy, które bardzo się przydadzą, bo ostatnio odkryłam Sherlocka na DVD i już zacieram rączki na myśl o kupnie. Chcę posiąść te niesamowite krążki mocy i mieć Sherlocka na wyłączność, ale o genialnym detektywie za chwilę.

PS Ten uczuć, kiedy piosenka już do końca życia będzie ci się kojarzyć z konkretnym serialem;
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Wszystkiego Najlepszego! :D. Świetne prezenty dostałaś! Widzę, że wszystkie trafione :D.
  • awatar SugarFirefly: Wszystkiego najlepszego! Czyli masz urodziny 29 sierpnia? (zapisuje) - niestety nie znam adresu, bo wysłałabym kartkę ;)
  • awatar SugarFirefly: *28 sierpnia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Wrażenia po czwartym odcinku Sherlocka; John żyje! I właściwie nic mu nie jest, poza lekkim szokiem. Panowie Gatiss i Moffat, kocham panów! Bo nie uśmiercili panowie mojego ulubionego bohatera. Snajper nie strzelił, wręcz przeciwnie... Wyniósł się razem ze swoim zleceniodawcą, bo Moriarty miał "ważniejsze sprawy na głowie", co można było w tymże odcinku zaobserwować (ale najważniejsze, że John cały) i pojawiła się całkiem ciekawa nowa bohaterka, robiąca w tym odcinku furorę.

Uśmiałam się, kiedy Sherlock pojechał do pałacu Buckingham owinięty w prześcieradło (bez bielizny pod spodem). To była jedna z ciekawszych akcji tego odcinka, choć z wątkiem kryminalnym miała niewiele wspólnego. Albo... Wyobraźcie sobie, że ceniony detektyw kradnie z pałacu popielniczkę.

Wspomniawszy o bohaterce robiącej furorę, miałam na myśli Irene Adler, która robiła dzisiaj za czarny charakter (nie czarniejszy od Moriartiego). Boże, co ta kobieta uczyniła, rozkochując w sobie Sherlocka. Swoją drogą, to było to dla mnie niemałe zaskoczenie, Sherlock jest znany z tego, że hamuje swoje emocje i.. Wycisza je, ok? A tu proszę. W sumie zadowolona jestem, że potem wsadzili ją za kratki, bo nie mogę powiedzieć, że ją lubiłam. Pochwalić się mogę, że szyfr do jej komórki zgadłam wcześniej niż Sherlock, ale za to nie wiedziałam o co chodziło z rozkładem miejsc w samolocie i dalej pozostaje to dla mnie zagadkę (kolejny wieczór na rozkminy). I prawie udało mi się rozgryźć wątek śmierci takiego jednego gościa, choć minęłam się troszeczkę, bo byłam święcie przekonana, że został poraniony odłamkami z wybuchającego gaźnika, a jego zabił bumerang... O_O

Wspominałam ostatnio o tym, że zamierzam sobie zrobić przypinki z Sherlocka i dzisiaj kolega przysłał mi gotową grafikę. Goszczę u siebie dwóch dżentelmenów z Londynu.
pizap.com15040261860751.jpg

John mógłby mieć odrobinkę żywsze kolorki, ale już nie narzekam. Są cudowne. Na Sherlocka mi zabrakło tylko białej bazy pod przypinkę, ale taka paskowana też źle nie wygląda. Mam zadatki na projektantkę przypinek.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›