Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 sierpnia 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Po prostu. Wydarzenia ostatnich rozdziałów "Dziennika Hobbita" w narracji trzecioosobowej. Większe możliwości i większe pole do popisu. Może trochę podchodzić pod Bagginshield, za co z całego serca przepraszam, nie miałam takich zamiarów.

------------------------------------------------

Dzień Durina zbliżał się szybko i zanim Thorin się obejrzał zostały zaledwie trzy dni na dotarcie do Samotnej Góry znalezienie tajemniczego wejścia. Z Esgaroth odpływali pławiąc się w chwale, a wszystko za sprawą obietnicy krasnoluda o górach złota i bogactwie dla każdego mieszkańca miasta. Bilbo siedział w łodzi skulony tuż przy wodzu kompanii. Zimny wiatr od zamarzającego jeziora powodował, że biedak trząsł się na całym ciele. Kąpiel w lodowatej rzece elfów nie przyniosła niczego dobrego, tak samo jak dalsza podróż w beczce pełnej zimnych, śliskich ryb i przeciskanie się przez kanalizację. W głowie łupało mu tak  jakby miała zaraz rozpaść się na kawałki, a kiedy wyciągnęli łódkę na brzeg u stóp Góry, niezgrabnie wylazł na brzeg, słaniając się na nogach.
- Bilbo... - odezwał się Balin, podtrzymując hobbita.
- Wskakuj. - odezwał się Thorin, nachylając się, żeby Bilbo mógł wleźć mu na plecy. - Zanim wpadniesz w jakąś szczelinę.
- Nie trzeba. - Bilbo niezgrabnie zamachał rękami. - Dam radę na piechotę.
- Nie pytałem cię o zdanie. - odpowiedział szorstko krasnolud, podrywając hobbita do góry.

Wkrótce dotarli do ruin miasta Dale, a z racji tego, że w promieniu wielu mil nie było innego miejsca, które mogłoby im posłużyć za schronienie, postanowili tam przenocować. Noc była zimna, z północy wiał wiatr, wyjąc przeciągle w ruinach domów. Bilbo kulił się na szczycie kruszących się schodów, owinięty w cienki koc, który miał do dyspozycji. Rozpalała go gorączka, policzki płonęły, a ciało hobbita zalewały na przemian fale zimna i gorąca. Obok Bilba stanął Thorin, zarzucając mu na ramiona płaszcz. Hobbit nie miał siły protestować, kiedy krasnolud usiadł obok i objął ramieniem, ogrzewając własnym ciałem. Zwinął się tylko w ciaśniejszy kłębek, przytulając do ciepłego futra Thorina. Krasnolud uśmiechnął się lekko, obejmując przyjaciela, ale podniósł głowę słysząc tętent kopy. Na plac zburzonego dawno temu miasta wpadły dwa wierzchowce. Z jednego zeskoczyła czarnowłosa kobieta, z drugiego zsiadał właśnie blond włosy elf. Mina Thorina na powrót stężała. Delikatnie odsunął od siebie Bilba i podszedł do przybyszów.
- Co tu robicie i po co przyjechaliście? - zapytał, patrząc wprost w oczy elfa - Legolasa.
- Złożyłem ci obietnicę, której zamierzam dotrzymać. - odpowiedział Legolas, uśmiechając się. Jego małżonka również się uśmiechnęła.
- Nie mogliśmy was zostawić bez pomocy. - dodała.
- Nie prosiliśmy was o pomoc. - warknął krasnolud. - Wynoście się, bo inaczej porozmawiamy. To nasza sprawa. I tylko nasza. - Legolas nie skomentował tego ani słowem, ale wziął oba wierzchowce za uzdy i odprowadził na bok, co oznaczało, że jednak zostają. Zamierzał dotrzymać raz danego słowa. Katrin usiadła na schodach przy zawiniątku z koca i płaszcza, w którym kulił się Bilbo.
- Bilbo... - odezwała się. Hobbit podniósł głowę z wyraźnym wysiłkiem, natychmiast zaczynając kaszleć. Ukrył twarz w kocu, czekając aż napad kaszlu minie. - Wszystko w porządku? - spytała Katrin. Z brzuszka Bilba rozległo się donośne burczenie, a Hobbit objął żołądek ramionami. Od dawna nic nie jadł. Przed ich odejście z miasta co prawda zorganizowano ucztę, ale Hobbit czuł się tak źle, że ani odrobiny nie mógł przełknąć. Zaraz też Katrin wsunęła mu w dłonie zawiniątko z trzema lembasami.
- Jedz. Do syta. - powiedziała. - Biedny Bilbo... Legolasie, mamy jakieś koce?! - zawołała, znowu podnosząc się z miejsca, a kiedy małżonek podał jej naręcze koców, dokładnie opatuliła nimi marznącego Bilba. - Prześpij się teraz. Jak się obudzisz, spróbujemy coś zrobić z tą gorączką.

Bilbo ocknął się następnego dnia, kiedy słońce stało już wysoko nad horyzontem. Wciąż leżał na schodach, ale dzięki trzem warstwom koców nie było mu już tak zimno. Płaszcz od Thorina też go ogrzewał. Hobbit podniósł się do pozycji siedzącej, przeciągając się. Z gardła wyrwało mu się przeciągłe ziewniecie.
- Elfom nic do naszej wyprawy! - odezwał się tymczasem Thorin. Próbował rozmawiać z Legolasem, ale każde kolejne słowo z ust elfa sprawiało, że był coraz bardziej rozwścieczony.
- Przez twojego ojczulka mieliśmy już wystarczająco dużo kłopotów!
- Thorinie... - odezwała się Katrin. - My chcemy tylko pomóc. Nie robimy nic złego, Thorinie!
- Nie odpowiadam za mojego ojca. - odpowiedział Legolas, obejmując Katrin w talii. - Ale małżonki nie dam obrażać. - krasnolud przeniósł spojrzenie na Katrin i natychmiast złagodniał. Serce biło mu mocniej za każdym razem, kiedy patrzył na tą czarnowłosą piękność. I nie mógł z tym nic zrobić. Była zamężna.
- Nie odjadę stąd. - Katrin złożyła ręce na piersi. - Bilbo jest chory. I póki nie dojdzie do siebie, nie pozwolę mu iść dalej. - powiedziała, wysuwając się z objęć Legolasa, a chwilę potem usiadła przy hobbicie z kolejną porcją lembasów. Podała mu manierkę, z której pociągnął długi łyk, tylko po to, żeby zaraz na nowo zacząć kaszleć.
- Mocne, wiem. - odezwała się. - Ale zbije gorączkę. Dam głowę, że jutro sam będziesz się rwał do dalszej wyprawy.
- Dziękuję bardzo. - odpowiedział Bilbo, a były to jego pierwsze słowa skierowane do Katrin, od ich spotkania w Rivendell. Sam również był oczarowany jej urodą. Odwrócił głowę, kiedy za jego plecami stanął Thorin i zsunął sobie z ramion płaszcz krasnoluda.
- Dziękuję. - powtórzył tylko, oddając mu jego własność.
- Zatrzymaj. - odpowiedział Thorin, na nowo okrywając hobbita płaszczem. - Dopóki nie poczujesz się lepiej. - Bilbo wziął Thorina za rękę, kiedy tamten okrywał go płaszczem. Nie umiał wyrazić wdzięczności dla przyjaciela, za wszystko co dla niego zrobił. Katrin podniosła głowę, patrząc Thorinowi prosto w oczy.
- Przykro mi, ze nie odwzajemniam twoich uczuć. - odezwała się. - Ale dobrze wiesz, że moje serce należy do niego. - powiedziała, przenosząc wzrok na Legolasa. Jej twarz rozjaśniła się w uśmiechu.
- Rozumiem. - odpowiedział Thorin, delikatnie dotykając jej ramienia.

------------------------------------------------

Oprócz tego mam dla was szkic, który wczoraj zrobiłam. Tylko szkic, bo boję się cokolwiek z tym robić, żeby nie zepsuć. Uważam, ze fajnie wyszło. Przepraszam jedynie za mój koślawy angielski, mam nadzieję, że nie rzuca się to za bardzo w oczy i jakichś ciężkich błędów nie zrobiłam. Wrzucę wam to jeszcze raz na Dzień Przytulania.
pizap.com15034799958251.jpg
  • awatar Aniaaa12354: Ciekawy blog warty polecenia.
  • awatar Find Your Soul: Świetny szkic ! Naprawdę masz talent :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ciekawie wyglądają te same rozdziały w narracji trzecioosobowej, ale jednak w pierwszoosobowej wydają się takie jakby głębsze. Jesteśmy wtajemniczeni w przemyślenia samego Bilba, czego nie widać tak dokładnie w narracji, którą zastosowałaś w drugiej wersji rozdziałów ;). Rysunek jak zwykle mega ^^. Podziwiam :).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Wczoraj postanowiłam głownie dla Martina Freeman'a obejrzeć wreszcie serialowego Sherlocka. Jestem po pierwszym odcinku. To był strzał w dziesiątkę.

Przepadłam! Kompletnie przepadłam już po pierwszym odcinku! Świat dla mnie nie istnieje! Od dzisiaj jest tylko Sherlock (z niewielkim miejscem na ekipę z Hobbita)! Właśnie przed chwilą skończyłam i emocje jeszcze ze mnie nie opadły, mimo to postaram się sklecić coś sensownego, choć nie obiecuję, że mi się uda. A więc... Cztery samobójstwa... Tylko czy aby na pewno samobójstwa? Jeden niepozorny taksówkarz. Tajemnicze nazwisko Moriarty. A do tego wszystkiego Benedict Cumberbatch i Martin Freeman jako Sherlock Holmes i jego wierny asystent John Watson. XXI wiek. I mamy przepis na genialny kryminał. Do dzisiaj moim osobistym guru był Harry Hole, czyli najlepszy śledczy na świecie, a przynajmniej w Norwegii (z powieści Jo Nesbo). Teraz oczu od Sherlocka nie mogę oderwać. A obecność Martina na ekranie sprawia, że tylko się uśmiecham. O mój Boże, co ja uczyniłam, oglądając ten serial...

Powiem tak; (uwaga, teraz będą spoilery) Martin Freeman nawet jak nie gra Bilba to jest uroczy i słodziutki, Benedicta po prostu kocham, a jeśli chodzi o "Studium w różu", bo taki zacny tytuł nosi pierwszy odcinek serialu, to najbardziej lubię scenę jak oni obaj gonią taksówkę. I na koniec ten zacny strzał Watsona. A jak Sherlock się bierze za dedukcję, to normalnie świat w miejscu staje. Nie idzie naśladować. Aczkolwiek taksówkarz od początku by dla mnie podejrzany. Perypetie Watsona z samym sobą to dla mnie czyta rozkosz, ale może dlatego, że ja w nim ciągle jeszcze widzę Bilba. Tak czy inaczej serial polecam z całego serca i idę sobie włączyć drugi odcinek, a jeśli ktoś jeszcze tego nie oglądał, to niech to nadrobi jak najszybciej.
pizap.com15035101915642.jpg
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Nigdy jakoś specjalnie nie przepadałam za oglądaniem seriali, ale cieszę się, że Tobie się to wszystko tak bardzo podoba :D.
  • awatar SugarFirefly: Widzę, że i ciebie ogarnął "sherlockowy szał"? Nie dziwię się, ja osobiście uwielbiam ten serial i obydwu panów ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›