Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 21 sierpnia 2017

Liczba wpisów: 3

abc.atlant
 
Zaraz następnego dnia zostały dla nas przygotowane łodzie, którymi mieliśmy przebyć drogą wodną jeden z ostatnich odcinków dzielących nas od Samotnej Góry.
- Wiesz, że jednego nie ma? - odezwał się Balin, kiedy szliśmy do portu. Thorin odwrócił się, bo to właśnie do niego było skierowane pytanie. - Bofur zniknął.
- Trudno, nie będziemy czekać. - warknął wódz naszej kompanii.
- I słusznie. - odpowiedział Balin. - Mamy trzy dni. Trzeba znaleźć wejście. Nie stać nas na czekanie.
- Ty nie. - odezwał się Thorin, kiedy do łodzi wsiadał Kili. - Musimy się śpieszyć, spowolniłbyś nas.
- Ale co ty mówisz, płynę z wami. - Kili uśmiechnął się lekko, najwyraźniej uznając to za żart. - Muszę tam być kiedy znajdziemy wejście. Kiedy już zejdziemy do sali naszych ojców, Thorinie.
- Kili... - Thorin otoczył siostrzeńca ramieniem. - Zostań. Odpocznij. Dołączysz jak będziesz zdrowy. - Ciekawe. Kili z ranną nogą nie przydałby nam się na nic, ale już włamywacz był konieczny, chociaż w tamtym akurat momencie rozpalała go gorączka i był wstrząsany drgawkami. Bardzo ciekawe...
- Ja z nim zostanę. - zaofiarował się Oin. - Mam obowiązek leczyć rannych. - Zaraz, a ja? Halo! A co ze mną?!
- Wuju... - odezwał się Fili. - Wszyscy od dziecka opowiadali nam o Górze. Zresztą ty też. A teraz każesz mu zostać? Będę go niósł jeśli trzeba!
- Któregoś dnia będziesz królem i zrozumiesz. - odpowiedział Thorin. - Nie narażę całej wyprawy dla jednego krasnoluda. Nawet dla siostrzeńca. - Fili wyskoczył z łodzi na pomost.
- Powinienem być z bratem. - odpowiedział, kiedy Thorin mocno złapał go za ramię. Władca miasta wygłaszał jakąś motywującą przemowę kiedy odpływaliśmy. Lud machał nam na pożegnanie, pełen nadziei na rychłe odbudowanie Esgaroth.
 

abc.atlant
 
Z łodzi wysiedliśmy u stóp Samotnej Góry. Była ogromna. Musiałem unieść głowę wysoko do góry, żeby podziwiać ja całą. Tyle, że w tamtym momencie nie w głowie było mi podziwianie Góry. Miałem wrażenie, że moja głowa płonie. Słaniałem się na nogach i w końcu Thorin ulitował się nade mną, stwierdzając, że trzeba mnie będzie nieść. Nieśli mnie na zmianę, Thorin i Dwalin. Jeśli o mnie chodzi, to wolałem kiedy robił to Thorin. On przynajmniej był delikatny.

Krasnoludy zdecydowały, że przenocujemy u stóp Góry, a następnego ranka zaczniemy wspinaczkę w poszukiwaniu ukrytych drzwi. Dzień Durina miał nadejść już niedługo. W tamtym momencie czułem się winny, że tylko ich spowalniam. Ale nie mogłem nic na to poradzić. Kąpiel w lodowatej rzece chyba była główną przyczyną mojej choroby, potem jeszcze te zimne i śliskie ryby w beczce i podróż kanalizacją. Siedziałem na kruszących się kamiennych schodach, podczas gdy oni obmyślali plan odzyskania Góry. Do dyspozycji miałem tylko cienki koc, pod którym i tak było mi zimno. Miałem wrażenie, że zaraz rozpadnę się na kawałki. Dopiero kiedy poczułem, że ktoś zarzucił mi na ramiona płaszcz, otworzyłem oczy. Obok mnie siedział Thorin, właśnie przykładający mi dłoń do czoła. Naciągnąłem na siebie jego gruby płaszcz, mając nadzieję, że będzie mi... Choć trochę... Cieplej...

Nie wiedziałem już czy to sen czy jawa, ale kiedy ocknąłem się z płytkiego snu, obok mnie siedziała panna Katrin. Musiała nas dogonić razem z małżonkiem. Nie mogłem powstrzymać się od kaszlu i krztusiłem się tylko, zasłaniając kocem pół twarzy. Oprócz tego byłem głodny. Nie jadłem porządnego posiłku od dawna i chociaż w Esgaroth przygotowano nam królewską ucztę w wieczór poprzedzający dalszą wędrówkę, ale nie byłem w stanie nic zjeść. Żołądek bolał mnie z głodu, ale tylko objąłem się ramionami. Zdradziło mnie jednak głośne burczenie w brzuszku. Wciąż nie wiedziałem co się ze mną dzieje, ale kiedy panna Katrin wsunęła mi w dłoń zawiniątko z jeszcze ciepłym chlebem, nie wahałem się ani chwili.
- Jedz. Do syta. - uśmiechnęła się, siadając obok. - Biedny Bilbo... - odezwała się. - Zapadnięty brzuszek, policzki, cienie pod oczami, nie tak powinien wyglądać hobbit. Legolasie, mamy ze sobą jakieś koce?! - zawołała. Mieli, bo zaraz potem dostałem trzy sztuki.
- Dziękuję bardzo. - głos mi zadrżał, kiedy szczelniej otulałem się płaszczem Thorina. Zaraz też owinąłem się w koce jak w kokonik i natychmiast zasnąłem.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: No niestety... Trzeba liczyć się z takimi sytuacjami podczas tak długich wypraw...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Rozszerzona wersja sceny z ostatniego rozdziału fanfiction. Będzie wstawiona do opowiadania po korekcie na Wattpadzie.

Legolas stał na tarasie, obejmując w talii ukochaną. Goście porozchodzili się już do swoich siedzib, a oni nareszcie mieli chwilę dla siebie.
- Znikniesz teraz. - odezwał się elf. - Ja cię pocałuję, a ty znikniesz. Nie chcę ci na to pozwolić.
- Nie Legolas. - odpowiedziała Katrin. - Przejście miedzy światami zostało zerwane, kiedy zginął czarnoksiężnik. Już nigdy tam nie wrócę i nigdy cię nie zostawię. Z drugiej strony może to i lepiej. Moje miejsce jest tutaj. - dziewczyna pokazała na koronę. - Przy tobie. I na tronie Zielonego Królestwa. Legolasie... Twój ojciec byłby z ciebie dumny. Czasami wydaje mi się... Że on o wszystkim wiedział. Od samego początku. O tym kim jestem.
- Wiec dlaczego nie powiedział ci tego od razu? - zastanowił się Legolas. - Zaoszczędziłoby nam to kłopotów. - Katrin wzięła elfa za rękę.
- Może tak miało być od początku. To nie od niego miałam się tego dowiedzieć. Ale on wiedział. Znał moją matkę.
- Ważne, że jest już po wszystkim. Że ty jesteś bezpieczna. - elf już bez słowa pochylił się nad dziewczyną i pocałował. A był to pocałunek długi i czuły.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Oni są dla siebie stworzeni :). Ciekawa jestem co bym czuła na miejscu Katrin, aczkolwiek nie chciałabym tego przeżywać...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›