Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 15 sierpnia 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Katje z dumą spojrzała na zieloną szatę, którą miała na sobie i uśmiechnęła się poprawiając czarne lamówki przyszyte do rękawów. Najbliższe pięć lat, poczynając od dziś miała spędzić w Aretuzie, na nauce praktyk uzdrowicielskich i zielarstwa. A czarne lamówki na rękawach i u dołu szaty oznaczały, że ma już swoją opiekunkę i przewodniczkę. A przed drzwiami komnaty tejże przewodniczki właśnie stała. Zanim zdążyła zapukać drzwi otworzyły się z hukiem.
- Jak tam kruszynko? Gotowa na pierwszy dzień zajęć? - odezwała się Yennefer, wychodząc z komnaty. Dziewczyna powiodła za nią wzrokiem. Krok miała pewny i zdecydowany, jej loki wydawały się kręcić jeszcze bardziej niż zwykle, do tego dochodziła sterta ksiąg w ramionach czarodziejki.
- Jasne. - odpowiedziała Katje, w ogóle nie starając się ukryć niepokoju i wzięła od mistrzyni księgi. - Wprost nie mogę się doczekać. - dodała z nuta sarkazmu.
- Czymś się martwisz. - zauważyła natychmiast Yennefer, zatrzymując się przy schodach.
- Nie, skąd. - odparła Katje. Nie chciała dać mistrzyni tej satysfakcji, wolała się z nią jeszcze podroczyć.
- Katje, nie mam ochoty na dyskusje. - ton czarodziejki zabrzmiał szorstko. - Co cię gryzie?
- Znasz tę dziewczynę ze wczoraj? - zapytała adeptka. - Tę rudawa blondynkę z nieprzyjaznym wyrazem twarzy. Wczoraj miała na sobie zielony płaszcz z brylantami.
- Dorothea z Kaedwen. - odpowiedziała mistrzyni. - Byłam przy jej przesłuchaniu, będzie z tobą pobierać nauki. Co z nią nie tak?
- Wyglądała na oburzoną, że w ogóle śmiem przebywać w Akademii. Widziałaś jak traktowała te biedne dziewczyny? Naprawdę wydaje jej się, że jest od nas lepsza? - Yennefer zmarszczyła brwi.
- Może trzeba dać jej do zrozumienia, że twoja mistrzyni jest pierwsza rektorką w Akademii. A podziałami klasowymi się zajmę. Póki tu uczę, nie będzie tu tego cyrku.
- Ona... Z początku wydawała się być całkiem przyjacielska. - Katje potrząsnęła głową.
- Zapomnij o tym. - powiedziała Yennefer, stając przed drzwiami sali lekcyjnej. Katje nawet nie zauważyła, kiedy się tu znalazły. - Daj im czas, kruszynko. Za kilka tygodni zdobędziesz przyjaciół i będziesz się zastanawiała, czym się tak zamartwiałaś. No, weź głęboki wdech, wyprostuj się, unieś głowę do góry i wejdziemy razem do środka. Zawsze możesz do mnie przyjść i wypłakać mi się w ramię... Jeśli akurat będę w nastroju. - Katje uśmiechnęła się. Zdążyła się już przyzwyczaić do złośliwości Yennefer.

Lekcja dotyczyła anatomii. Przez półtorej godziny Yennefer udało się omówić chyba wszystkie zakątki ludzkiego ciała, nie wyłączając kości. Katje siedziała znudzona na swoim miejscu, podpierając głowę na dłoni. Yennefer nauczyła ją tego wszystkiego w pierwszej kolejności po opanowaniu kontroli mocy magicznej i ogólnego posługiwania się magią. Może właśnie to zafascynowało dziewczynę tak bardzo, że teraz siedziała w jednej sali z innymi dziewczętami, pragnące uczyć się tego samego co ona. Technik uzdrowicielskich. Zresztą, nie pamiętała już, dlaczego wybrała właśnie uzdrawianie. Może jednym z bodźców była śmierć jej rodziców, którą widziała na własne oczy. Kiedy czarodziejka ogłosiła, że wykład dobiegł końca, wśród adeptek dało się słyszeć westchnienia ulgi. Chyba nikt nie był przygotowany na takie właśnie powitanie. Popołudnie ratowała jedynie wiadomość, ze na razie nie muszą się tego wszystkiego uczyć, bo każda część ciała zostanie dogłębnie omówiona na kolejnych zajęciach. Wszystkie dziewczęta powoli wstawały, kłaniały się Yennefer i biegły ku drzwiom. Katje ociągała się nieco, chcąc zostać sam na sam z mistrzynią, a potem wstała cichutko.
- Przesadziłam troszeczkę. - stwierdziła Yennefer. - Biedne dzieci.
- Odrobinkę. - przyznała Katje. Za drzwiami dojrzała jedną z adeptek, wpatrująca się w nią. - Zjemy razem kolację, prawda?
- Jak co dzień. - potaknęła Yennefer. Katje skinęła głową, zgrabnie wykręcając się od dalszej rozmowy i już miała wyjść z sali i zagadnąć do tamtej dziewczyny, kiedy jakby coś ją powstrzymało. Podbiegła do mistrzyni i dopiero uściskawszy ją mocno (niemalże dusząc) wybiegła na korytarz.
- Hej... - odezwała się, stając obok adeptki, którą wcześniej zauważyła.
- Jesteś Ilse, prawda? - dziewczyna odwróciła się, słysząc obok siebie jakiś głos. Ilse również się odwróciła, zatrzymując wzrok na rudawej blondynce, z ust której padły te słowa.
- Tak. - odpowiedziała z ładnym uśmiechem.
- Jestem Dorotea. - blondynka ukłoniła się z przesadną uprzejmością. - Czy mogę towarzyszyć ci do sali jadalnej? - Ilse uśmiechnęła się szeroko.
- Będę zaszczycona. - odpowiedziała.
- Nie. - odpowiedziała jej ze słodkim uśmiechem Dorothea. - To ja będę zaszczycona. - weszła pomiędzy Ilse i Katje, zmuszając tę drugą, by się cofnęła, i ujęła dziewczynę pod ramię. Żadna nie spojrzała na Katje, która nagle znalazła się sama na korytarzu. Kiedy schodziły po schodach patrzyła, jak się oddalają bez choćby jednego spojrzenia za siebie. Ilse nawet jej nie odpowiedziała. ”Nie powinno mnie to dziwić” pomyślała, siadając na schodach. ”To bogate bachory pozbawione manier. Nie...” upomniała samą siebie. ”Nie sądź ich pochopnie. Nie bądź jak tamci mieszczanie, którzy chcieli spalić twoją mistrzynię na stosie. w końcu zapomną, ze jesteś inna. Musisz dać im nieco czasu.”
- Katje... - dziewczyna wyrwała się z rozmyślań, słysząc jedną z rektorek, która właśnie wchodziła na piętro.
- Co ty tutaj robisz? Nie powinnaś być na zajęciach? Gdzie twoja mistrzyni?
- Jeszcze w sali. - odpowiedziała pochmurnie dziewczyna, podnosząc się ze schodów. Rzeczywiście, za chwilę powinna się stawić na zajęcia z warzenia eliksirów. Akurat to przydawało się w każdej profesji.
  • awatar gość: Jakie to jest zajebiste! :-)
  • awatar Hanti: W każdej klasie znajdzie się jakiś wredny idiota. Kate na pewno sobie poradzi, zwłaszcza ze wsparciem Yennefer :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Katje to silna dziewczyna ;). Poradzi sobie z pewnością ;). W koncu przestanie się przejmować ;).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›