Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 14 sierpnia 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Wzdłuż brzegu jeziora stał rząd niewielkich przebieralni, obok których ciągnął się sznur zajętych co do jednego leżaków. W płytkiej wodzie pluskały się małe dzieci, a nieco większe toczyły właśnie bitwę morską. W jednej z kabin Kate przebrała się w kostium, po czym wyszła trzymając ubranie pod pachą i rozejrzała się w poszukiwaniu miejsca, w którym zostawiła panią Irenę i pingwiny. Chwilę potem usiadła na kocu, odkładając ubrania na bok. Związała włosy w kucyk.
- Ładnie ci w fiołkowym. - powiedziała, układając podbródek na ramieniu przybranej mamy.
- Dziękuję. - odpowiedziała nauczycielka, nawet nie podnosząc głowy znad książki, ale na jej twarzy wykwitł uśmiech i Kate już wiedziała, że sprawiła jej przyjemność.
- Na pewno nie chcesz z nami popływać? - spytała. - Chłopaki już dawno taplają się w wodzie.
- Może później. Ale ty leć do nich. - Kate pocałowała ją w policzek i rozbryzgując wodę wbiegła do cieplutkiego jeziora. Zanurkowała i jakiś czas pływała pod powierzchnią. Po chwili, prychając, wypłynęła i odgarnęła włosy z twarzy. Zanurzyła się jeszcze głębiej. Uwielbiała uczucie bezgranicznej nicości, które czuła tam, pod powierzchnią. Nad nią zamknęły się fale. Nie dawało się ukryć, ze lubiła nurkować. Opadała coraz głębiej, aż do momentu, kiedy poczuła, że niedługo będzie musiała zaczerpnąć powietrza. Trzema sprawnymi ruchami wydobyła się na powierzchnię, wystrzeliła w górę, wciągnęła powietrze do płuc, a zakrztusiwszy się przy tym, zaniosła się kaszlem. Nurkowała jeszcze kilka razy, aż wreszcie musiała się zmęczyć. Słońce stało już wysoko nad okolicą i ogrzewało urlopowiczów. W oddali dostrzegła w wodzie pingwiny. Szybkimi ruchami popłynęła w kierunku lądu i usiadła na kocu, wyjmując sobie z torby ręcznik.
- Jak woda? - spytała pani Irena, zamykając książkę.
- Cudowna. Obiecaj, ze po obiedzie też wejdziesz.
- Pomyślę. - Kate odłożyła ręcznik.
- Hej... Czyżby biologiczka bała się wody? Wiem, że to bliższe geografii, ale... W wodzie żyją ryby i w ogóle...
- Nic z tych rzeczy, po prostu dawno tego nie robiłam. Nie wiem nawet czy pamiętam jeszcze, jak się pływa.
- To ci przypomnimy. - uśmiechnęła się Kate.
Po obiedzie, zjedzonym oczywiście na brzegu jeziora, a złożonym z naleśników z serem i borówkami oraz trzech opakowań orzeszków w karmelu, pingwiny pobiegły pływać dalej, a ponieważ zachowywały się przy tym, jakby pierwszy raz widziały jezioro na oczy, wzbudzały przy tym sporą sensację.
- No chodź! Proszę, proszę, chodź ze mną. - Kate próbowała zaciągnąć do wody przybraną mamę, a kiedy pani Irena wreszcie zamknęła książkę i zdjęła przez głowę fioletowy sweterek, nie mogła się powstrzymać i pisnęła z radości. Wypłynęła na środek jeziora, a nauczycielka dołączyła do niej chwilę potem, płynąc - trochę nieporadnie, to prawda - klasyczną strzałką.
- Mówiłaś, że nie pamiętasz, jak się pływa. - zagadnęła Kate.
- Najwyraźniej wystarczyło wejść do wody, żeby sobie przypomnieć. - uśmiechnęła się pani Irena. - Nurkujesz?
- Tak! - dziewczyna chwyciła przybraną mamę za rękę i obie zanurzyły się w wodzie, tracąc kontakt ze światem zewnętrznym. Chwilę pływały pod wodą, aż wreszcie wybiły się na powierzchnię, gwałtownie łapiąc powietrze. Kate roześmiała się, a chwilę potem to samo zrobiła pani Irena i obie śmiały się teraz szaleńczo, unosząc się na powierzchni wody na środku jeziora.
Kowalski wylazł z wody, otrzepał się jak piesek i podreptał w stronę koca plażowego, na którym siedział już Skipper.
- Pani profesor... - zaczął niepewnie, kładąc nauczycielce skrzydło na ramieniu. Ona również od jakiegoś czasu suszyła się w promieniach popołudniowego słońca. A on wstydził się jej okropnie. - Musze pójśc do ubikacji. - powiedział wreszcie. Skipper odwrócił głowę.
- Ja też. - zawtórował koledze.
- No i co ja mam z wami teraz zrobić? - westchnęła pani Irena. - Gdzieś przy wyjściu z plaży powinna być toaleta. Pójść z wami, czy sobie poradzicie?
- damy radę. - odpowiedział Kowalski, a skipper poparł go skinieniem głowy i obaj skierowali się ku żwirowej dróżce, prowadzącej z powrotem na kemping. Kowalski pociągnął za klamkę drzwi do toalety, które... Były zamknięte.
- Co robimy? Wracamy? - zagadnął. Skipper pokręcił głową przecząco. Koniecznie musiał za potrzebą.
- Szefie... - odezwał się pytająco Kowalski.
- Nieważne, chodź. - westchnął zrezygnowany pingwinek i skierował się z powrotem z w stronę plaży.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Wakacje pełną parą :D. Fajnie, że pani Irena przekonała żeby popływać ^^. Ciekawe co z biednym Skipperem... :(.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Spiżarnia opustoszała. Zostałem teraz sam - jeśli nie licząc elfów, które spały z głowami opartymi na stole. Stanąłem w miejscu, gdzie podłoga powinna się przechylić, ale nie mogłem jednocześnie stać tam i ciągnąć za dźwignię.
- Gdzie się podział klucznik?! - głos był kobiecy, wiec to pewnie rudowłosa elfka, która na rozkaz władcy zamknęła w lochu krasnoludy. Zbliżała się. Zaraz wejdzie do spiżarki i całkowicie odetnie mi jedyną drogę ucieczki. Elfy zaczynały się powoli budzić, a ja wciąż tam tkwiłem. Zacząłem się w panice miotać po całej spiżarni, parę razy podskoczyłem, chcąc zmusić podłogę do otwarcia się pode mną, ale nic z tego. Cofnąłem się, słysząc coraz bliżej głosy strażników. Potem poczułem, ze się przechylam i z głośnym pluskiem wpadłem do wody.
Wynurzyłem się na powierzchnię, a jeden z krasnoludów - chyba Bifur, ale włosy miał tak splątane i potargane, że nie mogłem go rozpoznać - wciągnął mnie na swoją beczkę.
- Świetna robota, panie Baggins! - pochwalił mnie Thorin, ale tylko machnąłem lekceważąco ręką. Pochwały wolałem słyszeć kiedy indziej, nie kiedy byłem cały przemoczony. Płynęliśmy rzeką elfów, ścigani przez straże króla. Nasza sytuacja nie wyglądała zbyt dobrze. Powiedziałbym nawet, że przypominała całkowitą klapę. Czepiałem się kurczowo beczki Bifura, starając się utrzymać głowę na powierzchni. Powietrze przeszył dźwięk rogu.
- Gonią nas! - zawołał natychmiast Thorin, a z lasu jak na komendę wybiegli orkowie. Jeszcze tylko ich tu brakowało... Już tak niewiele dzieliło nas od wydostania się z królestwa elfów, kiedy elficcy żołnierze zablokowali nam drogę ucieczki. Zaraz jednak zostali wyrżnięci przez orków. Zbawienny prąd rzeczny zagradzała nam stalowa krata, której w żaden sposób nie mogliśmy sforsować. Mechanizm podnoszący ja znajdował się na lądzie i Kili natychmiast spróbował się do niego dostać. Ja miałem co innego na głowie. Udało mi się poderżnąć gardło orkowi, który miał zamiar pożreć Noriego. Krasnoludy również ruszyły do walki, a pozbawione broni świetnie radziły sobie konarami, gałęziami, a nawet gołymi pięściami. Z lasu wyłonił się Legolas z małżonką, oboje uzbrojeni w łuki. Elf posłał Thorinowi uspokajający uśmiech. Zamierzał dotrzymać obietnicy. Krata stanęła otworem i znów popłynęliśmy z nurtem rzeki. Jeśli chodzi o walkę, to krasnoludy naprawdę znają się na rzeczy. Mnóstwo orków zginęło z ich rąk podczas tego szaleńczego rajdu po rzece. Bardzo chętnie bym im pomagał, gdyby nie to, że całą wysiłek wkładałem w to, żeby się nie utopić. Na szczęście udało nam się umknąć. Przez chwilę byliśmy bezpieczni.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Dobrze, że chociaż Legolas ma serce :). A Bilbo zawsze uratuje kompanów z opresji ;).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›