Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 11 sierpnia 2017

Liczba wpisów: 4

abc.atlant
 
Obiecana mini-relacja z obozu w Międzyzdrojach.
Rejs_Międzyzdroje.jpg

Miała być kolejna wielka przygoda, ale przygody nie przypominało to praktycznie wcale. Przynajmniej na początku. Przez pierwsze dwa dni non stop lało , nigdzie się nie dało wyjść, jeszcze wylądowałam w pokoju z gimbusami (nie mam nic do gimbusów, ale czytajcie dalej), a konkretnie to z laskami z rodzaju tych pustych, które o niczym nie mają pojęcia, bez przerwy coś im nie pasuje i lamentują kiedy (o zgrozo!) choćby zadrze im się skórka przy paznokciu. Po nocy siedzieli u nas chłopcy, a one urządzały prywatne dyskoteki, dopóki nie postanowiłyśmy z taką Julką (która tez ze mną mieszkała) ukrócić panienkom tych imprez. Wystarczyło zamienić kilka słów z wychowawczynią, zresztą później była jeszcze jedna awantura, kiedy przyłapali je o czwartej nad ranem u chłopaków roznegliżowane (!). Cały obóz wtedy poniósł konsekwencje, bo gówniarom zachciało się macanek.

Ale towarzystwo tych dwóch było w sumie jedynym minusem, a wystarczyło tylko spędzać w pokoju jak najmniej czasu, co też czyniłyśmy i koniec końców cały obóz przesiedziałyśmy z Julką u takiej Karoliny, albo u takiego Krzyśka. Pogodę prawie cały czas mieliśmy ładną. Codziennie chodziliśmy na plaże, byliśmy w parku linowym, w gabinecie figur woskowych, kinie 7D, na alei gwiazd i na molo. Park linowy był z tego wszystkiego chyba najlepszy. co prawda na początku średnio byłam tym zachwycona, ale jak już doszliśmy na miejsce, to punkt widzenia zmienił mi się o 180 stopni. to całe łażenie po tych wszystkich drzewach było tak bardzo tolkienowskie i elfickie i w ogóle, że najchętniej cały dzień bym tam przesiedziała. Potem trochę żałowałam, że jednak nie poszłam na trudniejsza trasę, bo spokojnie dałabym radę, ale nic straconego, to na pewno nie był mój ostatni raz w parku linowym.

Na gabinecie figur woskowych trochę się zawiodłam, bo liczyłam na coś więcej. Ubolewam nad tym, że nikt nie wpadł na pomysł postawienia tam figur z "Władcy Pierścieni". Nie mogłam zrozumieć idei platformy z "Avatara", w dodatku z figurami zupełnie nieprzypominającymi Na'Vi. Poza tym "Władca" to bardziej kultowy film, a ja chciałam przytulić Legolasa (zakaz dotykania figur jakoś by się obeszło...).

Po kinie 7D też spodziewałam się czegoś więcej, ale to chyba dlatego, że ludzie wyolbrzymiali, opowiadając o tym jak tam jest, a ja pierwszy raz miałam do czynienia z tego typu atrakcją. Było fajnie, bo efekty jednak robiły swoje, a najfajniej chyba było jak zaczęła mnie dusić ośmiornica. Ja wiem, w prawdziwym życiu to by chyba nie było takie fajne...

Na alei gwiazd obchodziła mnie właściwie tylko płytka z odciskiem dłoni Piotra Polka. Nie... Może nie w ten sposób... Głownie to chciałam zobaczyć, idąc tam (tak już lepiej). Był moim największym idolem przez podstawówkę i dwie klasy gimnazjum i w sumie dalej mam do niego sentyment. I ta świadomość, ze stoisz w tym samy m miejscu, co setka sławnych ludzi przed tobą, niesamowita.

Na molo wręcz szalała mi wyobraźnia. Poszliśmy tam oglądać zachód słońca i było to tak klimatyczne miejsce, że mogłabym tam siedzieć i siedzieć. wystarczyło tylko tam pójść, żeby zastój weny ustąpił, nawdychać się tego powietrza, żeby do głowy wskoczyły logicznie elementy opowiadań i ułożyły się w zgrabną całość. Chciałabym mieć takie molo blisko domu, ale to.. Nie można mieć wszystkiego...

Płynęliśmy statkiem pirackim też i mam certyfikat potwierdzający przyjęcie do pirackiej braci (kto śledzi mojego Instagrama, ten wie). Nastroje u wszystkich były rodem z "Piratów z Karaibów", można było nawet pójśc na mostek kapitański i posterować. Ludzie klepali w telefony i mieli kompletnie gdzieś panujący nastrój, a ja przez bite czterdzieści pięć minut, bo tyle trwał rejs, unosiłam się na Czarnej Perla z Jackiem Sparrowem. A potem stwierdziłam, że zostaję piratką i do domu nie wracam. I dalej się piratką czuję, bo mnie ciągnie na nieznane wody, zwłaszcza, że ostatnio oglądałam Piratów właśnie.

A poprzez wizytę w pokazowej zagrodzie żubrów obcowaliśmy z naturą. O tyle o ile, bo żubry się nami kompletnie nie interesowały, sarny miały nas w dupie, jeleń akurat spożywał posiłek, a orzeł bielik uznał, że jest zbyt majestatyczny na obcowanie z plebsem (czyli nami) i właściwie tylko dziki były przyjaźnie nastawione. Dawały się nawet głaskać. Jeszcze wchodziliśmy na Kaczą Górę, co też było genialne i mieliśmy iść kawał drogi wybrzeżem do latarni morskiej, ale na to zabrakło nam już czasu. A szkoda. Zwłaszcza w takich momentach jak na Kaczej Górze, starałam się korzystać z rady Wiky i trzymać całą Drużynę Pierścienia przy sobie, co nie zawsze było łatwe, bo zdarzały się chwile zwątpienia, albo tęsknoty za "fajką, fotelem i kominkiem", ale to co na początku przygody nie przypominało, dało się potem w przygodę przekuć. I jeśli mam być szczera, to pojechałabym jeszcze raz.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Super, że wyjazd się jednak udał ^^. Też byłam w gabinecie figur woskowych w Międzyzdrojach, i na Alei Gwiazd i na molo i w innych miejscach ^^. Hahaha, te laski mnie rozwaliły xD. Nie ma to jak w tym wieku macać się z kimś kogo się dopiero poznało xD. Jak to dobrze, że już likwidują gimnazja, może kolejne pokolenia będą mądrzejsze :D. Cieszę się, że starałaś się korzystać z mojej rady ^^. Mam nadzieję, że choć trochę poprawiło Ci to humor w trudniejszych sytuacjach ^^.
  • awatar SugarFirefly: Lol fajnie się ta gimbaza teraz zabawia Oo Głupie szczyle, potem będą całe życie żałowały. Ale na głupotę nic nie poradzisz... A molo jest super, też miło wspominam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Legolas był zaskoczony tym, że Katrin bez wahania weszła do wody. Stwierdził, że jest jak małe dziecko, które pakuje się wszędzie, jest bowiem zbyt nieświadome czyhających zagrożeń, żeby się bać. Dziewczyna zrobiła to, co zrobiłoby małe dziecko; pokazała mu język, po czym weszła głębiej do wody. wreszcie i elf zdobył się na to, co Katrin nagrodziła brawami, nie umiał przecież pływać. Woda była zimna, słona i cudowna. Dziewczyna pokazała elfowi jak utrzymywać się na powierzchni i chociaż przychodziło mu to z trudem, po kilku minutach przyzwyczaił się do nowego, nieznanego dotąd uczucia. Wsłuchiwanie się we własny oddech działało na niego kojąco i dziwnie ekscytująco. Każdy wydech upewniał go, że nie tylko jest żywy, ale żyje. Trzymając się za ręce wypłynęli głębiej, aż zupełnie stracili grunt pod nogami. Legolas radził sobie nadzwyczaj dobrze, ale nie mogło zmienić do faktu, że dziwny ogrom oceanu działał na niego przytłaczająco. Zdawało mu się, że jest sam jeden, zagubiony w wielkiej lazurowej toni. Katrin w przeciwieństwie do niego, mogłaby siedzieć w wodzie cały dzień, ale elf pociągnął ją w końcu do brzegu.

Wrócili na plażę i usiedli w cieniu drzewa, żeby obeschnąć. Katrin wciąż czuła na sobie spojrzenie Legolasa, nawet gdy sądził, że tego nie zauważa. Ale i ona ukradkiem mu się przyglądała. Kąpielówki z dwudziestego pierwszego wieku leżały na nim świetnie, choć nie do końca pasowały do charakterystycznych elfich cech. Dziewczyna przesunęła wzrokiem po mięśniach jego ramion, klatki piersiowej i brzucha. Chciałaby zapamiętać ten krajobraz za pomocą dłoni. Zadrżała i owinęła się ręcznikiem. Legolas zrozumiał to opacznie, przybliżył się i okrył ją dodatkowo swoim ręcznikiem. Jego ciało pachniało oceanem i czymś jeszcze, czymś charakterystycznym tylko dla Legolasa. Z trudem przeniosła wzrok z klatki piersiowej na twarz Legolasa. Elf unikał jej wzroku, otulił ją szczelniej ręcznikiem, a potem się odsunął. Miała wrażenie, że stara się powstrzymywać. I była pewna, ze wcale tego nie chce.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Legolas nie umie pływać? Nawet nie wiedziałam... Mam wrażenie, że coś się dzieje, widząc zachowanie elfa...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Siadłam wczoraj do rysowania z zamiarem naskrobania jakiegoś słodkiego chibi, ale rysowanie chibi skończyło się tak, że powstała Yennefer. Spoko, coś mangowego też wam naskrobię, bo tak mam ochotę narysować jakieś urocze coś po tym jak się tego naoglądałam na blogach, a potem i na Pintereście, ale nie teraz. I muszę tu z całego serca przeprosić Wiky, bo obiecałam jej chibi Legolasa, a chyba gdzieś zgubiłam ten rysunek. Oczywiście spróbuję go znaleźć, ale szanse na to są znikome (wybacz mi...). A propos tego rysunku, to ponarzekam trochę na anatomię, bo mi nie wyszła lewa ręka, wygląda trochę tak nieforemnie. I z twarzą coś zepsułam, bo Yennefer zupełnie Yennefer nie przypomina. A może włosy są zbyt puszyste... Coś na pewno zrobiłam nie tak.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Moim zdaniem rysunek wcale nie jest zły i nic nie skisiłaś ;). Spoko, nie mam się za co gniewać :P. Takie rzeczy się zdarzają :D. Czekam na kolejne rysunki! ^^.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Katrin spoglądała na skałę, z której ludzie, głównie nastolatkowie, skakali do wody.
- Masz ochotę na skok do oceanu? - spytała. Oczy błyszczały jej z ekscytacji.
- Nie potrafię pływać. - przypomniał jej Legolas.
- Nieznaczne utonięcie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. - stwierdziła ta sama dziewczyna, która jeszcze niedawno ostrzegała go przed bezlitosnym i okrutnym oceanem. Chwyciła go za rękę i razem pobiegli w stronę klifu. Z bliska skała wyglądała jak czarna gąbka. Pod stopami była twarda i ostra, nie tak łatwo było znaleźć oparcie dla palców. W końcu jednak wspięli się na szczyt. Katrin rwała się do skoku. Nie zatrzymała się nawet, żeby podziwiać widok.
- Skoczę pierwsza. Nie pozwolę ci utonąć. - powiedziała. Legolas zdążył jej posłać jedynie słaby uśmiech, kiedy wybiła się do góry, skoczyła i wykonała w powietrzu pełne salto, zanim wpadła do wody niczym strzała. Kilka sekund później wynurzyła się i pomachała do niego. Odmachał i zamknął oczy, żeby oszacować sytuację. Skok z klifu to moment, w którym takie oszacowanie sytuacji jest niezbędne. Co dziwne jednak, uznał, że nie chce mu się za długo myśleć. Tak jak Katrin miał po prostu ochotę skoczyć. Poszukał jej wzrokiem w wodzie i widział, ze na niego czeka. Jeśli wziąć pod uwagę to, co mogła przynieść przyszłość, skok z wysokiej skały wcale nie wydawał się taki przerażający.
Skoczył. Ocean zamknął się nad nim, kiedy wstrzymywał oddech, próbując wydostać się na powierzchnię. Zamachał ramionami, żeby zaraz potem zdać sobie sprawę z tego, że doskonale wie, co robić. Wynurzył się na powierzchnię i odruchowo przetarł oczy po kontakcie ze słoną wodą. Obok usłyszał śmiech Katrin i natychmiast porwał ją w ramiona, całując, jakby miało nie być jutra.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›